Operacja Klajster

Dopiero niedawno, oglądając niemiecką telewizję, mogłem się zapoznać z najnowszymi, bardzo dokładnymi danymi na temat katastrofy amerykańskiego wahadłowca Columbia. Dowiedziałem się również, jakie meandry przeszło śledztwo, mające na celu wyjaśnić przyczynę wypadku. Już bezpośrednio przy starcie okazało się, że kawał piany, otulającej największy zbiornik paliwa, oderwał się i uderzył w skrzydło statku. Od razu poszły w ruch komputerowe symulacje efektów takiego uderzenia i oznajmiły, że nic się właściwie groźnego nie stało. Następnie, po szesnastu dniach normalnego okrążania Ziemi, wahadłowiec uległ przy wejściu w atmosferę awarii, która spowodowała jego zgubę oraz śmierć wszystkich astronautów. Statek dosłownie rozpadł się w powietrzu, na wysokości kilkudziesięciu kilometrów nad Teksasem. Była to kolejna katastrofa amerykańskiego promu kosmicznego: siedemnaście lat wcześniej Challenger, wahadłowiec z siedmioma osobami na pokładzie, eksplodował zaraz po starcie z powodu awarii gumowej uszczelki.
Pierwotnie uznano, że nie można wiązać wybuchu Columbii z oderwaniem się podczas startu kawałka otuliny piankowej, która uderzyła w skrzydło promu. A nie wiązano tych zdarzeń dlatego, ponieważ komputerowy program analizy zdarzenia nie umiał takiego zajścia przewidzieć. Cała amerykańska flota kosmiczna została uziemiona. Rozpoczęły się wielkie narady i kosztowne badania, połączone z doskonaleniem konstrukcji wahadłowca, które pochłonęły ponad miliard dolarów. Dopiero po dwuletniej przerwie NASA mogła ze spokojnym sumieniem zezwolić na start następnego, już podobno bezpiecznego wahadłowca. Okazało się, że ta fatalna piana znów odpadła prawie w tym samym miejscu, do katastrofy zaś nie doszło tym razem jedynie dlatego, ponieważ prom dokował do kosmicznej stacji. Część załogi, posługując się długim ramieniem ruchomym, dokonała dokładnej inspekcji całego kadłuba z zewnątrz. Wykryła miejsca uszkodzone i zalepiła je specjalnie przywiezionym klejem. Mimo to odpowiedzialny z ramienia NASA fachowiec wyznał z ubolewaniem, że stuprocentowe zagwarantowanie bezpieczeństwa lotu nie jest możliwe, ponieważ koszmarne przypadki jednak się zdarzają. Podobno ostatnio wykryto jeszcze jedną skazę ceramicznego pancerza wahadłowca i zaczęły się debaty, czy należy ją również zakleić. W skrócie można nazwać tę ponurą historię Operacją Klajster.

10 sierpnia 2005 r.

Wydanie: 33/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy