LiD bez głowy

Media doniosły jeszcze przed świętami, że na czwartkowych obiadach aranżowanych przez senatora Roberta Smuktonowicza wykluwa się nowa centrolewica. Z liberalnego obyczajowo i wrażliwego społecznie PO, „środowiska Kwaśniewskiego” i „miękkiej części SLD”. Co z pozostałą częścią SLD – tego media nie podały.
Skoro ma powstać nowy Centrolew, to co dalej z LiD? Komitetem wyborczym, który odniósł sukces medialny, a także wyborczy? Na razie LiD jest bez głowy. Na posiedzeniu przedświątecznym Rady Krajowej SLD przewodniczący Olejniczak proponował, aby powołać radę polityczną LiD. Spotkało się to z umiarkowanym entuzjazmem radców krajowych. Warto przypomnieć, że ta rada została wybrana jeszcze za poprzedniego kierownictwa SLD, kiedy rządzili Miller z Dyduchem, a jej skład odzwierciedla czas przeszły Sojuszu. Nic zatem dziwnego, że Rada Krajowa SLD nie paliła się do przyjęcia uchwały o powołaniu jakiejś czapki nad LiD, a brak kworum oddalił ewentualny spór.
Szycie czapki LiD jest zajęciem na wyrost, bo na razie jest to komitet bez głowy. Oczywiście ma liderów, ale są to jedynie liderzy SLD, no i Marek Borowski z SdPl. Pytałem niedawno wielu ludzi interesujących się polityką zwykle z lewej strony o twarze LiD. Olejniczak, Borowski, Napieralski – słyszałem. A gdzie przywódcy PD, gdzie przywódcy UP? Albo inne niepartyjne twarze. Czy LiD ma być SLD, tylko w nowym opakowaniu?
Co więcej, nie widać w mediach parcia tych LiD-owych twarzy. Rzecz jasna, liderom SLD jest łatwiej, bo mają mandaty poselskie, a posłów media jeszcze cytują. Radnych, nawet sejmików wojewódzkich, już mniej.
Nie ma LiD twarzy, nie ma głów. Dlatego nie słychać stanowiska LiD w najważniejszych dla kraju sprawach. W ogóle nie słychać jakiegokolwiek stanowiska LiD. Nie chodzi tylko o komentowanie, recenzowanie działań koalicji rządzącej czy propozycji opozycyjnej PO. Lewica i Demokraci nie proponują rozwiązań alternatywnych. A przecież, chociaż raz w tygodniu, mogłaby ta formacja do wyborców przemówić, coś im zaproponować. Tylko że wtedy głowa, a ściślej – głowy musiałyby poruszać mózgownicami. Ruchu takiego nie widać.
Gdyby zdarzyło się szczęśliwie, już w nowym roku, że któraś z głów coś by wyprodukowała, to powstaje problem narzędzia komunikacji. Może to być ta czapka, czyli komitet polityczny, może to być frakcja parlamentarna. Komitet polityczny musiałby jednak szybko zdobyć autorytet, by być słuchany. Frakcja parlamentarna składa się wyłącznie z posłów SLD. I to budzi spór pozostałych LiD-owych partii politycznych, bo wtedy to frakcja parlamentarna SLD stałaby się głową LiD.
Jest też rozwiązanie inne. Frakcja SLD zmienia nazwę na Klub Lewicy i Demokratów. Ale wtedy posłowie SLD musieliby mieć wsparcie wszystkich czterech partii, ich działaczy. A ci nie palą się do pracy na rzecz „nie swoich” posłów, bo woleliby promować swoich kandydatów. Albo przygotowują się do startu w następnych wyborach parlamentarnych. I wtedy pewnie korony z głów by im spadły, gdyby wcześniej współpracowali z posłami, ich biurami poselskimi, czyli swymi przyszłymi konkurentami na listach.
I tak to mamy ciało polityczne, ale anonimowe, bo bez twarzy i bez głowy. I czapka tego nie ukryje. Nic dziwnego, że zniechęceni próbują powołać nowe ciało. Też bez wyrazu.

PS. Zapraszam do czytania mojego bloga na portalu internetowym Wirtualna Polska.

Wydanie: 1/2007

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy