Zachęta do zmian

Zachęta do zmian

Gdy w ubiegłym tygodniu uderzyłem w dzwon, by zaapelować do Czytelników o refleksję nad przyszłością „Przeglądu”, nie spodziewałem się, że aż tylu z Państwa tak emocjonalnie zareaguje na mój tekst. Nie ma co kryć, że bardzo dużo było w tych głosach obaw o los tygodnika i pytań, jak zamierzamy działać, by sprostać twardym regułom rynku. Ale – co dla nas najważniejsze – jeszcze więcej było bardzo konkretnych pytań o redakcyjne oczekiwania i potrzeby. Widać, że nasi Czytelnicy twardo chodzą po ziemi i wiedzą, że dobry produkt wymaga i sporych nakładów, i zbiorowego wysiłku. Zwłaszcza produkt tak nietypowy jak tygodnik opinii. Budowany przez lata staje się instytucją, a często domownikiem. Jeśli oczywiście utrafi w oczekiwania odbiorców. Przecież co tydzień to Czytelnicy decydują, czy zaproszą kolejny numer do domu, czy tym razem nie. W naszym przypadku parotysięczna różnica w sprzedaży między poszczególnymi wydaniami, nawet z tygodnia na tydzień, jest największym problemem. Zachodzimy w głowę, dlaczego tak się dzieje. Czy temat czołówkowy ma aż tak duże znaczenie przy decyzji o kupnie kolejnego numeru? I co trzeba zrobić, by ustabilizować sprzedaż na poziomie tych wydań, które miały najwięcej zwolenników? Sprzedaż nie wiąże się bowiem z jakąś precyzyjnie określoną tematyką.
By lepiej pojąć oczekiwania, odwołamy się do propozycji Czytelników poprzez gazetową i internetową ankietę, którą przygotujemy w styczniu. Oczywiście chętnie już wcześniej, bez czekania na ankietę, poznam Państwa propozycje. Tym chętniej, że – jak sądzę – takiego pisma jak „Przegląd” nie da się redagować bez bliskiego kontaktu z ludźmi nauki i kultury, bez współpracy z aktywnymi samorządowcami, ekologami, wszelkiego typu społecznikami. A także bez ambitnych, nastawionych na zmiany polityków i menedżerów. Jednym słowem, bez środowisk, które łączy wspólnota poglądów i idei. Dzięki Państwu uświadomiłem sobie, jak wielu jest takich ludzi w kręgu naszych Czytelników. Jakiż to wspaniały zespół! I niestety też z pokorą muszę przyznać, że do tej pory za słabo z tego potencjału korzystaliśmy.
Po to między innymi, by ten stan zmienić, chcemy budować fundację. By każdy, kto będzie miał ochotę grać w naszym zespole, mógł tu znaleźć miejsce. Najważniejszy jest oczywiście cel, jaki stawia przed sobą fundacja. A tym celem jest znalezienie takiego pomysłu na wydawanie tygodnika, by był on w możliwie najszerszym stopniu głosem środowisk skupionych wokół „Przeglądu”. Wstyd byłoby zawracać ludziom głowę bez ambitnego projektu. Z wielu przeprowadzonych już rozmów, z telefonów i listów wiemy, że zainteresowanie wspólnym działaniem jest duże. Są bardzo konkretne propozycje i deklaracje. Bardzo różne i zgłaszane na miarę realnych możliwości. Są Czytelnicy, którzy proponują zakładanie w swoich miejscowościach klubów dyskusyjnych pod patronem „Przeglądu”. Sądzę, że pójdziemy tą drogą. Są tacy, którzy oferują pomoc w kolportażu czy promocji. A tego też bardzo potrzebujemy. Zaczął się ciekawy ruch. I przybyło optymizmu.

Wydanie: 48/2012

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy