Kogo PiS wysyła do USA

Kogo PiS wysyła do USA

Parę tygodni temu pisaliśmy w tym miejscu o kluczu, według którego minister Waszczykowski dokonuje ambasadorskich wyborów. Do ważnych krajów delegowani są profesorowie, najczęściej z Krakowa, a do państw dalszego rzutu – drugorzędni urzędnicy MSZ. I to się nazywa budowanie nowych kadr, walka z korporacją Geremka! Bo tę nową korporację (Kaczyńskiego? Waszczykowskiego?) mają budować – coraz więcej faktów na to wskazuje – dyletanci i outsiderzy.
Mamy teraz kolejne przykłady na potwierdzenie naszej tezy. Do Stanów Zjednoczonych jedzie prof. Piotr Wilczek. Znacie go państwo? Raczej nie znacie, prof. Wilczek bowiem nigdy nie pracował w dyplomacji. Jest historykiem literatury, specjalistą od polskiego renesansu i w tej dziedzinie ma spore osiągnięcia. Wyliczać je można dość długo. Jest członkiem Komitetu Nauk o Literaturze Polskiej Akademii Nauk, na Uniwersytecie Warszawskim kieruje Ośrodkiem Badań nad Reformacją i Kulturą Intelektualną w Europie Wczesnonowożytnej, wykładał na uniwersytetach brytyjskich i amerykańskich, jest prezesem zarządu Fundacji Kościuszkowskiej Polska, tej, która przyznaje stypendia na naukę na amerykańskich uniwersytetach.
Za polską politykę w Stanach Zjednoczonych odpowiadać więc będzie osoba niewątpliwie nietuzinkowa, tyle że z dyplomacją niemająca nic wspólnego.
Mówiąc szczerze, to nie może się udać.
Prezentując się w Sejmie, prof. Wilczek mówił np., że głównym zadaniem polskich dyplomatów w USA będzie „umiejętne wmontowanie interesów Polski w agendę nowej politycznej administracji, utrzymywanie i rozbudowywanie kanałów komunikacji”. Zapewniał też, że będzie pracował w USA na rzecz poprawy wizerunku Polski (o to PiS chodzi najbardziej) i szybko reagował na wypowiedzi pokazujące Polskę w sposób pejoratywny. „Trzeba zwiększyć obecność w mediach amerykańskich, w tym również w dużych mediach regionalnych. Ważną rolę w tym zakresie powinna odgrywać dyplomacja historyczna i kulturalna”, wywodził.
Hmm… Czy ktoś wierzy, że profesor literatury (w USA takich są setki) będzie miał wiedzę dotyczącą amerykańskiej administracji, polityki, mediów? Że będzie potrafił rozmawiać z kongresmenami, urzędnikami Departamentu Stanu i Obrony, generałami? I że oni będą go uważać za partnera?
W kraju, do którego wszyscy starają się wysyłać najlepszych? Albo zawodowych dyplomatów u szczytu kariery, znających swój zawód od podszewki, albo niezawodowców, ale z przełożeniem na elity rządzące swojego kraju. Dobrym przełożeniem, takim, że mogą do każdego zadzwonić w każdej chwili. To im daje pozycję. A zdaje się, że prof. Wilczek nie jest na ty z Jarosławem Kaczyńskim ani z Beatą Szydło…
Co mu więc pozostanie? Spotkania z Polonią? Pisanie sprostowań do amerykańskich gazet? Wizyty na uniwersytetach? Bo chyba nie każą mu namawiać Mela Gibsona, żeby zagrał w filmie o Polsce. Na pewno nie! W Polsce PiS politykę kulturalną prowadzi przecież minister od policji…

Wydanie: 2016 39/2016

Kategorie: Kronika Dobrej Zmiany
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy