Kończmy z reprywatyzacją

Kończmy z reprywatyzacją

Tak powinna powiedzieć lewica. Nic nikomu już się nie należy. Także Kościołowi katolickiemu i gminom żydowskim

Prof. Jacek Raciborski

Nowa lewica to coś rzeczywiście nowego? A może zwykły face lifting?
– Organizacyjnie wygląda to na nowy twór. Ale operuje on w przestrzeni, która od dawna ma swoją strukturę. I całe szczęście, że tak jest! Bo od razu widzimy, że ta formacja odwołuje się do rzeczywiście istniejących grupowych tożsamości, do ludzi o identyfikacjach lewicowych.

Czy takie poglądy ma duża grupa wyborców?
– Tu jest problem i ryzyko. Myślę, że zostało ono świadomie podjęte. Otóż kiedy badamy społeczeństwo polskie, widzimy od mniej więcej 2002 r. spadek częstości autoidentyfikacji lewicowych, przy tym nigdy nie był to dominujący nastrój naszego społeczeństwa.

Jak te badania wyglądają?
– W systematycznych badaniach respondenci są proszeni, aby określili swoje miejsce na 10-punktowej skali od lewego krańca do prawego. Odwołam się tu do świeżo opublikowanych wyników Europejskiego Badania Wartości przeprowadzonego pod kierunkiem prof. Mirosławy Marody. Obecnie lewicową identyfikację deklaruje ok. 15% obywateli, a prawicową ok. 40%, pozostali lokują się w centrum, co jest sytuacją typową. Nie należy z tego wyciągać pochopnych, pesymistycznych wniosków, bo znacząca część wyborców w ogóle odrzuciła możliwość ulokowania się na tej skali (ponad 20%) i to jest nowe zjawisko, a centrum jest zawsze bardzo labilne i centrolewica jako formacja rządząca to coś realnego. Na marginesie sądzę, że taki obraz autoidentyfikacji Polaków był głównym powodem tego, że ruch Biedronia nazywał siebie nie lewicą, tylko formacją progresywną.

Unikali słowa lewica.
– A teraz mamy powrót do tego słowa. Są wyborcy manifestacyjnie lewicowi. Możliwa jest też taka formacja w parlamencie.

Potencjał na miarę LiD

Zbierająca różne lewicowe grupy…
– Dwa miesiące przed dniem wyborów, gdy już domknęła się koalicja Lewicy, napisałem na Facebooku, że to dobry krok, że ta koalicja ma potencjał na miarę Lewicy i Demokratów. I faktycznie, Lewica dostała tyle głosów, ile miała tamta formacja. Gdyby nie rozbicie LiD, lewica nigdy nie wypadłaby z parlamentu. Dziś widać to z całą oczywistością.

Dlaczego było to błędem?
– Bo likwidacja LiD była zabraniem nogi z drzwi. I one się zatrzasnęły. Przez kolejne 12 lat całą dynamikę polskiej polityki określał układ PO-PiS. To lata stracone. A Lewica i Demokraci byli tą nogą w drzwiach. Ale wolę nie wkraczać głębiej w sferę spekulacji i historii alternatywnych.

Teraz mamy podobną sytuację, PO i PiS są najsilniejsze, wszystko kręci się wokół ich konfliktu.
– Ale to już nie jest jednorodny dwubiegunowy układ. W anty-PiS jest wyraźny element lewicy i PSL. Ta sytuacja daje siłom lewicowym pewną nadzieję. Trzeba zresztą je pochwalić, że w samej grze wyborczej nie podążyły za sugestiami niektórych doradców – że tak naprawdę mają iść nie przeciwko PiS, tylko po głosy PO. Po Schetynę. Ale lewica pokazała się w wyborach jako rdzeń anty-PiS. To innych oskarżano, że chcą z PiS coś na boku! Że może Kosiniak-Kamysz będzie otwarty, że i w PO pojawili się tacy, którzy zerkają ku PiS. To przekonanie, że rdzeniem anty-PiS jest lewica, było ważne dla końcowego wyniku.

Że jest najbardziej zawziętym wrogiem PiS. I że nigdy z nim nie pójdzie. A dlaczego tym razem się udało?
– Myślę, że wyraźnie nowy element to Zandberg – z wizerunkiem prawdziwie ideowego polityka, także Biedroń ze świeżym europejskim sukcesem, niewielkim, ale zawsze. Ta zmiana od razu uwidoczniła się w nowym profilu elektoratu. Najwyższe poparcie wśród wyborców najmłodszych – 18% w grupie 18-29 lat, a to dało prawie 25-procentowy udział tej grupy wśród ogółu wyborców zjednoczonej lewicy, oraz przewaga kobiet w proporcji 55% do 45%. Takiego profilu SLD nigdy nie miał, nawet w szczycie potęgi. Są nowi wyborcy, a starzy pozostali – to fenomen, że grupa najmłodsza waży mniej więcej tyle samo w elektoracie nowej lewicy, co grupa najstarsza. Ta zmiana profilu elektoratu jest bardzo ważna, chyba ważniejsza niż to, czy lewica dostałaby 13, czy 15%. Wskazuje na spadek znaczenia historii w budowaniu lewicowych tożsamości.

Coś więcej niż partia

A kto nadaje ton w tej nowej formacji? Ludzie SLD czy ktoś z młodzieży?
– Tutaj trzeba być ostrożnym optymistą. Ale bardzo ostrożnym, bo będzie jeszcze wiele konfliktów i wiele niebezpieczeństw. Pierwsze już mocno się zarysowuje, a mianowicie nastawienie na sprawy organizacyjne i personalne powoduje widoczną niewydolność w działalności programowej. Drugim zagrożeniem mogą być w niedługim czasie spory o pieniądze. Bo z tej trójki tylko SLD będzie dostawał pieniądze z budżetu jako subwencję na działalność statutową. A to są znaczące środki. Konflikty o pieniądze są trudniej rozwiązywalne niż konflikty programowe. Mogą też zniechęcać do dalszych kroków organizacyjnych.

Jakich?
– Przykładowo mówimy o fuzji Wiosny i SLD. A co z innymi grupami lewicowymi? Co z Unią Pracy? Istnieje sporo różnych stowarzyszeń, fundacji, ruchów społecznych, czasopism lewicowych itd. Czy jest koncepcja pracy z nimi? Co ze współpracą ze związkami zawodowymi? A co z podejmowaniem wielkich tematów, np. spraw klimatycznych, smogu? To, co powstaje z SLD i Wiosny, powinno być stale otwartym, dynamicznym projektem. I powinno być jasno powiedziane, że inni mogą się przyłączać.

W jaki sposób przyłączać?
– Formacja lewicowa powinna być czymś więcej niż partią, z jej formalną strukturą, jasno określoną hierarchią, kierownictwem itd. To musi być twór dwoisty. Z jednej strony jest partia, jej aparat, koła, są biura, etaty i pieniądze na działalność. Ale z drugiej są ruchy społeczne, w których ta partia uczestniczy, stowarzyszenia, porozumienia, projekty, koalicje, federacje czy jeszcze coś innego. I takich nowych inicjatyw na razie nie widzę.

A da się pogodzić młodzież z Razem, działaczy walczących o prawa LGBT i prawa kobiet z tymi, którzy mówią o emeryturach funkcjonariuszy SB?
– Moim zdaniem nie da się pogodzić w jednym czasie, w jednym działaniu. Dlatego sugeruję policentryczną wizję formacji lewicowej. Tak w pewnym stopniu jest teraz w klubie parlamentarnym. Partia Razem stanowi odrębną grupę, a klub jest płaszczyzną koordynacji działania. Wizja policentryczna zakłada, że powstają inicjatywy zachodzące na siebie, ale nieskupione pod jednym parasolem. Niektóre szybko upadają lub są z definicji niepartyjne, jak KOD czy wiele inicjatyw lokalnych. Trzeba je do lewicy stale przyciągać, wspierać, tam są ciekawi ludzie, popularni w swoich środowiskach. Chodzi nie o struktury, lecz o obecność w bardzo różnych projektach o lewicowym potencjale.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 3/2020, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.


Prof. dr hab. Jacek Raciborski jest kierownikiem Zakładu Socjologii Polityki w Instytucie Socjologii UW, autorem lub współautorem kilkunastu monografii naukowych oraz ponad stu artykułów opublikowanych w czasopismach krajowych i zagranicznych. Redaktor naczelny półrocznika „Studia Socjologiczno-Polityczne. Seria Nowa”.


Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 3/2020

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. Józef Brozowski Żory
    Józef Brozowski Żory 14 stycznia, 2020, 08:56

    Do profesora Jacka Raciborskiego.
    Panie Profesorze. Moje poglądy są bardziej lewicowe niż prawicowe, ale w życiu nie oddam głosu na partyjniactwo niezależne od wyborców. Kiedyś głosowałem na SLD, ale co to za lewica, która sprzedała się (i nas – bo za to my płacimy) amerykańskim interesom, uległa i posłuszna pazernemu klerowi, a na swoich wyborców się wypinała wiedząc, że wyborcy g. onym mogą zrobić.

    Przez kilka lat na wybory nie chodziłem, aż dałem się skusić w wyborach samorządowych 2018. Byłem świadomy, że w wyborach do Sejmu i w samorządowych tak naprawdę nie głosujemy na człowieka (po mimo że stawiamy krzyżyk przy jakimś nazwisku), lecz głosujemy na partię. Oddałem głos ważny stawiając krzyżyk przy Wojciechu Kałuży z Nowoczesnej, głosując na Koalicję Obywatelską. Po wyborach dostałem w pysk tą partyjniacką ordynacją wyborczą. Koalicja Obywatelska może się zesr. Straciła koryto na Śląsku, ale to onych też wina że jest taka ordynacja wyborcza. Człowieka, Wojtka Kałuży nie osądzam. Mam jedynie pretensję że w Polsce zamiast demokracji mamy totalitaryzm partyjny.

    Polityków partyjnych postrzegam jako nieodpowiedzialnych przed wyborcami cwaniaczków. Wygląda na to że wysługują się Amerykanom i klerowi naszym kosztem, być może mają za to profity – nie wiem. Nie rozumiem tego, a ONI nie wyjaśniają dlaczego tak robią – czują się bezkarni.

    Nie chowam się za krzakiem (nickiem), świadomy – mam nadzieję – obywatel, Józef Brzozowski Żory

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy