Koniec z bólem i wiertłami

Koniec z bólem i wiertłami

Fot. Shutterstock

Jak sztuczna inteligencja, nowoczesne materiały, skanery i drukarki 3D zmieniają współczesną stomatologię

W grudniu 2025 r. prezenter telewizyjny i celebryta Filip Chajzer opublikował w mediach społecznościowych nagranie, w którym ostrzegał przed bondingiem – zabiegiem stomatologii estetycznej, w którym dentysta nakłada specjalny materiał kompozytowy bezpośrednio na powierzchnię zębów, dzięki czemu wyglądają one olśniewająco. Chajzer skarżył się, że odkąd latem 2024 r. poddał się tej procedurze, codziennie pluje krwią, odczuwa ból, a pod kompozytem pojawiły się bakterie powodujące próchnicę. Zdaniem celebryty była to wina stomatologa, który przeprowadził zabieg niezgodnie ze sztuką. Sprawa stała się głośna, a przy okazji – jak sądzę – tysiące osób dowiedziało się, czym jest bonding.

Plotkarskie portale internetowe od dawna pełne są doniesień o „nowych zębach gwiazd”. Wśród postaci, które radykalnie odświeżyły swój uśmiech, znajdziemy Krzysztofa Ibisza, Blankę Lipińską, Edytę Pazurę i Michała Wiśniewskiego. Tego typu zabiegi nie są tanie. W renomowanej klinice w Polsce pełny nowy garnitur zębów, np. na implantach, to zwykle wydatek rzędu co najmniej kilkudziesięciu tysięcy złotych (za dolną i górną szczękę).

Wszystko jednak przebił lekarz celebryta dr Krzysztof Gojdź, właściciel sieci klinik medycyny estetycznej w USA, który zafundował sobie „hollywoodzki uśmiech” w postaci nowych licówek. Ta metamorfoza kosztowała go ok. 100 tys. zł. W wywiadach podkreślał, że zależało mu na naturalnym efekcie, na pięknych białych zębach, a nie na „bieli klozetu”.

Przeciętni Polacy korzystający z usług stomatologów nie muszą się obawiać tak zatrważających kwot, choć każda wizyta w gabinecie – nawet gdy chodzi o zwykłe plomby –

zazwyczaj oznacza poważny wydatek. Chyba że zdecydujemy się na NFZ – ale wtedy przyjdzie nam długo czekać. Trudno jednak w tym wypadku dziwić się cenom. W ostatnich latach w stomatologii nastąpił radykalny postęp. Pojawiły się nowoczesne metody leczenia, sięgnięto po najnowsze technologie i nowe materiały. A to oznaczało koszty.

Bez bólu

Wiele osób nie znosi wizyt w gabinecie stomatologicznym ze względu na wysoki, wibrujący dźwięk wierteł. Kojarzy im się z bólem, który odczuwali w dzieciństwie, gdy wiertła stomatologiczne przypominały narzędzia tortur. Dziś wnętrza gabinetów dentystycznych wyglądają niczym wypełnione najnowszą techniką centrale statków kosmicznych, borowanie zębów odbywa się zaś w znieczuleniu miejscowym i przy użyciu systemów, które w niczym dawnych wierteł nie przypominają.

A może być jeszcze lepiej. Stomatolodzy mają dziś bowiem dostęp do technologii, które pozwalają całkowicie wyeliminować nawet najbardziej nowoczesne sposoby borowania zębów.

W ostatnich latach opracowano np. żele chemiczne wybiórczo rozmiękczające zainfekowaną próchnicą tkankę, którą lekarz po prostu usuwa, bez sięgania po wiertło. Stosuje się też urządzenia wykorzystujące strumień powietrza z wodą i tlenkiem glinu. Stomatolog „piaskuje” zainfekowaną tkankę i w ten sposób czyści ząb. To technologia,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 20/2026, 2026

Kategorie: Zdrowie