Kosiniak-Kamysz i latarnia

Kosiniak-Kamysz i latarnia

Amerykański socjolog Alexander H. Leighton napisał kiedyś, że „polityk może wykorzystywać wiedzę naukową tak jak pijak latarnię – nie po to, żeby się oświecić, ale po to, aby się podeprzeć”. To nader trafne spostrzeżenie upowszechnił w Polsce Stanisław Ossowski w znanej książce „O osobliwościach nauk społecznych”. Jest ono przypominane od czasu do czasu, bo niestety pozostaje aktualne. Od końca absolutyzmu oświeconego zapotrzebowanie na naukę ze strony polityków ogranicza się zwykle do tej drugiej funkcji – podpórki. Wyjątek stanowiły może początki III RP. Wtedy z jednej strony zmieniła się klasa polityczna, do polityki weszli ludzie poważni, z uczelni, z redakcji, z wielu innych miejsc pracy, wszyscy z jakimś własnym, pozapolitycznym dorobkiem i doświadczeniem. Z drugiej zaś, entuzjazm i chęć udziału w przebudowie Polski były tak wielkie, że bez trudu (i bez kosztów) można było zebrać grono ekspertów z każdej potrzebnej dziedziny. Od samorządów, od gospodarki, od bezpieczeństwa, a nawet od polityki zagranicznej. Ale to już się skończyło, minęło, jak się zdaje, bezpowrotnie.

Ostatnio, chcąc (naprawdę?) przełamać impas w powoływaniu rzecznika praw obywatelskich, poseł Władysław Kosiniak-Kamysz zwrócił się do wszystkich dziekanów prawa w Polsce, by wskazali kandydata na ten urząd.

Kosiniak-Kamysz to nie szeregowy poseł, ale szef Polskiego Stronnictwa Ludowego, przewodniczący Koalicji Polskiej, niedawny pretendent do urzędu prezydenta RP. Jak nie potraktować poważnie prośby tak poważnej politycznie persony? Dziekani porozumieli się między sobą, niektórzy zasięgnęli opinii swoich rad wydziałów. Dwie największe rady wydziałów prawa, mianowicie Uniwersytetu Jagiellońskiego i Uniwersytetu Warszawskiego, przeprowadziły nawet w tej sprawie głosowania. Rady te w głosowaniach poparły kandydaturę Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz. Tylko jeden dziekan – zgódźmy się, nie największego i najbardziej prestiżowego wydziału prawa – przedstawił, bez konsultacji z innymi dziekanami, kandydaturę profesora, członka swojej rady. Wolno mu. Pozostali dziekani uznali, że nie wysuną żadnego nowego kandydata, tylko tak jak rady wydziałów prawa UJ i UW poprą kandydaturę mecenas Zuzanny Rudzińskiej-Bluszcz.

W związku z czym Koalicja Polska ustami swojego szefa, Władysława Kosiniaka-Kamysza, zgłosiła na urząd rzecznika praw obywatelskich… Roberta Gwiazdowskiego. Kandydaturę akurat na ten urząd raczej komiczną.

Tym razem obydwie funkcje latarni okazały się zbędne. Nie chodzi o to, że poseł Kosiniak-Kamysz potraktował dziekanów i kilka rad wydziałów prawa, a więc w sumie pewnie kilkuset profesorów, lekceważąco. Nie przydaliśmy się jako latarnia. Akurat oparł się na czymś (kimś?) innym. My to powiedzenie o pijaku i latarni znamy od dawna, dla nas to niby nic nowego. A jednak. Potraktowaliśmy posła Kosiniaka-Kamysza i jego prośbę poważnie, on nas nie bardzo. Jak widać, nic się nie zmienia.

Pomińmy zatem urażone środowisko profesorskie. Kto by się nim przejmował, zwłaszcza w PSL? Chodzi o coś zupełnie innego. Gdyby w przyszłości już nie poseł Kosiniak-Kamysz, ale którykolwiek polityk zwrócił się do środowiska akademickiego z prośbą o radę czy opinię, wątpię, by ktoś taką prośbę potraktował poważnie i się nią przejął. Czy takiej opinii będą chciały udzielać rady wydziałów? Tracić czas, uzgadniać stanowiska? Jeśli ktoś jeszcze miał jakieś wątpliwości, która funkcja latarni politykowi może być w ogóle potrzebna, to dziś już nie ma.

A poza tym Leighton niepotrzebnie zawęził funkcje latarni tylko do oświetlenia i dawania oparcia. Jak wiemy z polskiej praktyki, latarnia może służyć pijakowi do kilku innych jeszcze rzeczy. Na przykład do oczyszczenia organizmu z wydalin, którego czasem dokonuje pod drzewem, a czasem pod latarnią.

Sam nie wiem, dlaczego dałem się nabrać Kosiniakowi-Kamyszowi i uwierzyłem na chwilę, że szuka on światła.

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 7/2021

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy