Kosmiczny bałagan

Kosmiczny bałagan

 Wokół Ziemi krąży ponad 22 tys. odpadów i części różnych konstrukcji

Działalność człowieka na przestrzeni jego dziejów zapisała się nie tylko osiągnięciami w postaci wielkich budowli na Ziemi, nowoczesnych konstrukcji pływających i latających w biosferze okołoziemskiej oraz w kosmosie, lecz także milionami ton odpadów stanowiących zagrożenie, ale i potencjalne surowce wtórne.
Każdy człowiek w zależności od poziomu egzystencji i zamożności kraju w ciągu całego życia wytwarza od kilkunastu do kilkuset ton odpadów. Co roku powstaje na naszym globie 19-23 mld t odpadów przemysłowych oraz 1,5-1,9 mld t odpadów komunalnych, w tym – według ostrożnych ocen – ok. 400-500 mln t odpadów niebezpiecznych. Na powierzchni Ziemi zalega ponad 20 mld t
tych odpadów, a kilka miliardów wtłoczono w wyrobiska pogórnicze i naturalne szczeliny pod ziemią. W sumie odpady zajmują według szacunków ok. 180-210 tys. km kw. Jak wykazały badania składowisk odpadów, odcieki z nich skażają powierzchnie parokrotnie większe od tych, które zajmują. Dotyczy to zwłaszcza składowisk powstałych w XX w. i wcześniej, kiedy nie były one jeszcze skutecznie izolowane od środowiska.

Odrębne i zupełnie nowe problemy zrodziły badania kosmosu. Pierwsze odpady kosmiczne pojawiły się w 1957 r., gdy satelity wysłał najpierw Związek Radziecki, a za nim inne kraje przystąpiły do podboju kosmosu. Według raportu ogłoszonego przez amerykański National Research Council, dziś wokół Ziemi krąży ponad 22 tys. odpadów i części różnych konstrukcji, które naukowcy śledzą na bieżąco. Odpady te są różnych rozmiarów – większość ma od kilku do kilkunastu centymetrów, poruszają się z ogromną prędkością, do ok. 28 tys. km/godz., i mogą spowodować poważne zniszczenia przedmiotów, które znajdą się na ich drodze.
Największe pozostawione w przestrzeni kosmicznej odpady to sztuczne satelity, które chociaż od dawna przestały spełniać swoją funkcję, nadal krążą nad Ziemią. W większości są to np. fragmenty rakiet, silników, zbiorników z paliwem, które po zużyciu odłączają się od głównego korpusu satelity. Problem w tym, że są za wysoko, by wejść w atmosferę ziemską i spłonąć. Byłby to proces samounicestwienia, który w jakimś stopniu – niekontrolowany – ma miejsce tylko wówczas, jeśli któryś z satelitów wytraci szybkość, zbliży się do Ziemi i spłonie (ulegając całkowitemu zniszczeniu). Niestety, nie wszystkie zdarzenia mają opisany wyżej przebieg.

W 2007 r. Chiny przeprowadziły test rakiety do niszczenia sztucznych satelitów. Po dwóch latach od chińskiego testu tylko 50 z 3118 zarejestrowanych kawałków spadło do atmosfery i spłonęło. Inny przykład: w 2009 r. 789 km nad Syberią zderzyły się dwa sztuczne satelity – rosyjski Kosmos 2251 i półtonowy prywatny Iridium 33. Satelity te wpadły na siebie przy łącznej prędkości 42.120 km/godz. i rozbiły się na 1740 kawałków. Opisane wypadki z 2007 r. i 2009 r. udaremniły 25-letnie starania o ograniczenie kosmicznych odpadów. Ponieważ statystycznie groźba kolizji jest wciąż znikoma, nie planuje się na razie poważnego czyszczenia orbity okołoziemskiej. Propozycja na dziś, jaką realizują Stany Zjednoczone, jest prosta: „Nie zanieczyszczać kosmosu, a jednocześnie uważnie obserwować istniejące tam odpady”. Generalny wniosek dla ludzkości jest oczywisty – tam, gdzie dociera człowiek, zawsze towarzyszą mu odpady i rodzą się problemy, co z nimi zrobić.


Autor jest profesorem, członkiem Komisji Ochrony Środowiska i Utylizacji Odpadów PAN

Wydanie: 48/2011

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy