Kozioł maturalny

Kozioł maturalny

Kogo oblać za fatalne wyniki matury? Uczniów, nauczycieli, polityków, a może cały system…

Minął maj, ale maturalne szaleństwo najwyraźniej trwa. Po tygodniach oczekiwań na wyniki okazało się, że zależnie od regionu, egzaminu dojrzałości nie zdało od 18 do 27% uczniów. Najsłabiej wypadli uczniowie w woj. opolskim (zdało 73,5%), a najlepiej – w małopolskim (82,3%). I po bardzo medialnym podliczaniu procentów rozpoczęły się intensywne poszukiwania winnych takiego stanu rzeczy.
Przede wszystkim dostało się samym zainteresowanym, czyli abiturientom. A dokładniej tym z liceów uzupełniających po zasadniczych szkołach zawodowych. Jedynie 33,9% uczniów zdało tam maturę, co brzydko zaniża średnią krajową. Maturzyści z innych szkół oberwali zwyczajnie za lenistwo. Na przykład w liceum profilowanym Zespołu Szkół Zawodowych w Zawadzkiem (woj. opolskie) maturę zdało 62%. Wicedyrektora szkoły, Piotra Lepiorza, wcale te wyniki nie zdziwiły. – Duża grupa uczniów traktuje maturę na zasadzie: uda się albo się nie uda. A jak się nie uda, to żaden dramat, bo w Holandii czeka na nich praca – mówił. – Sporo uczniów nie pofatygowało się nawet po świadectwa, bo już pracują na Zachodzie.
Z kolei w technikum rolniczym w Żłobiźnie (koło Brzegu Opolskiego) egzaminy zdał co drugi uczeń. – Bo oni tu przyszli przede wszystkim po zawód, a nie po maturę – argumentował dyr. Zbigniew Olszewski.
Dostało się też samej reformie szkolnictwa. Zdaniem wielu nauczycieli, niektóre jej genialne rozwiązania okazały się zwykłym niewypałem. Na przykład w liceum profilowanym Zespołu Szkół Ekonomicznych w Nysie (twór powołany do życia właśnie dzięki reformie) maturę zdobyło ledwie 55% absolwentów. – To są po prostu słabi uczniowie. Przed reformą szkolnictwa trafiliby do zawodówek – usiłowała tłumaczyć dyrektor szkoły, Alicja Gajek.
Tuż po ogłoszeniu wyników matur politycy odpowiedzialni obecnie za Ministerstwo Edukacji zgodnie zrzucili winę na poprzedników. W zeszłym roku wyniki nie były jednak aż tak zatrważające. W skali kraju nie zdało 13% abiturientów. I jeszcze jedno: w tym roku 800 uczniów oblało maturę za ściąganie. W tym akurat przypadku można mieć pewność, że nie zawinili ani nauczyciele, ani reformatorzy, ani nowe władze resortu oświaty.

Zawieszeni w próżni

Matury wystartowały 4 maja. Zdawało je ponad 420 tys. maturzystów. Na egzaminie pisemnym obowiązkowy był język polski, obcy i wybrany przedmiot, a na ustnym – język polski i obcy. Najlepiej wypadły języki obce, głównie francuski i rosyjski, oraz wiedza o społeczeństwie. Fatalnie poszła biologia. Szef Centralnej Komisji Egzaminacyjnej, Marek Legutko, przekonuje, że maturzystów zmyliło to, że ubiegłoroczna matura z tego przedmiotu była bardzo łatwa. Ale trudno to uznać za dostateczne wytłumaczenie, bo do zaliczenia egzaminu dojrzałości wystarczało uzyskać 30% maksymalnej liczby punktów z każdego przedmiotu.
Niestety, wymagane minimum okazało się dla wielu progiem nie do pokonania. Na przykład dla absolwentów techników i liceów uzupełniających po zasadniczej szkole zawodowej. – To można łatwo wytłumaczyć – mówiła na gorąco Zofia Hryhorowicz, dyrektor Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Poznaniu. – Uczniowie technikum i liceów profilowanych muszą także zdawać egzaminy zawodowe, a na przygotowanie mają tyle samo czasu, co ich koledzy z ogólniaków.
Słowem, trudy nauki skutecznie wykończyły niektórych młodych ludzi. Resztę dobiły ciągnące się w nieskończoność oczekiwania na wyniki. Złośliwi mówią, że ci, co oblali, będą mieli teraz dłuższą chwilę na złapanie oddechu. Decyzją Centralnej Komisji Egzaminacyjnej na poprawkę poczekają rok.

Dla każdego inny poziom?

Dokładniejsza analiza wyników pokazała, że lepiej egzamin dojrzałości zdała młodzież z tzw. ściany wschodniej niż z zachodnich (czytaj: bogatszych) województw Polski. Swoją teorię na ten temat ma rektor Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Katarzyna Chałasińska-Macukow. Jej zdaniem, uczniowie z biedniejszych regionów zrozumieli, że jedynym sposobem na lepsze życie jest wykształcenie.
Z kolei dr Michał Fedorowicz, szef Programu Międzynarodowej Oceny Uczniów, uważa, że wyniki matur, choć niezachwycające, nie są też dramatyczne. Niepokoi jedynie fakt, że w liceach ogólnokształcących maturę zdało niecałe 90% uczniów, a to oni przede wszystkim chcą kontynuować naukę na studiach. Ciekawe, że prorektor Uniwersytetu Warszawskiego do spraw studenckich,
prof. Konstanty Adam Wojtaszczyk, słabszy wynik matur tłumaczy trudniejszymi niż rok wcześniej testami. I przekonuje, że w kolejnych latach funkcjonowania nowej matury trzeba dążyć do wyrobienia takiego standardu konstrukcji testów, aby możliwe było w pełni obiektywne porównywanie wyników matury z różnych lat lub z różnych przedmiotów. Wtóruje mu dr Jacek Strzemieczny, dyrektor Centrum Edukacji Obywatelskiej, który uważa, że nie można według tych samych kryteriów porównywać licealistów i uczniów szkół zawodowych. Dlatego powinno się stworzyć różne poziomy i systemy oceniania.
W takiej sytuacji aż trudno przypomnieć sobie czasy starej matury. Miała swoich zwolenników i przeciwników, ale przynajmniej bardziej przypominała egzamin dojrzałości niż rosyjską ruletkę.

Wydanie: 29/2006

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy