Krajobraz po (?) bitwie

Krajobraz po (?) bitwie

Jakikolwiek by był wynik wyborów, Polacy są podzieleni jak chyba nigdy dotąd, a już na pewno jak nigdy w ostatnim 30-leciu. Ostre podziały przechodzą poprzez wszystkie niemal środowiska, poprzez rodziny. Nawet imieniny trzeba obchodzić w dwóch turach, starannie selekcjonując gości, aby przy jednym stole nie usiedli przypadkiem zwolennik PiS ze zwolennikiem Platformy albo konserwatysta (cokolwiek by to miało znaczyć) z lewakiem (też cokolwiek by to miało znaczyć). Niektórzy już od wejścia nie usiedliby obok siebie albo usiadłszy, pokłóciliby się od razu, obrazili jeden na drugiego, a solidarnie na gospodarza, który ich tak usadził.

Kampania wyborcza na szczęście już za nami, wydawać by się więc mogło, że teraz już będzie spokojniej. Ale nie będzie. PiS na kampanię wydało miliony, Platforma o wiele mniej, a Lewica, z definicji biedna, jeszcze mniej. W sposób bezmyślny marnotrawione są miliony złotych z dotacji, jakie partie dostają z budżetu, czyli z pieniędzy podatników. Ileż na to marnuje się papieru (biedne lasy), ileż tworzyw sztucznych na rozmaite banery! Z ekologią ani ze zdrowym rozsądkiem nie ma to wiele wspólnego. Przy kosztach kampanii wydatki, jakie partie ponoszą na badania, ekspertyzy i opinie, wydają się mikroskopijne. W dodatku zdecydowana większość tych prac dotyczy nie tego, jak optymalnie rozwiązać jakiś problem społeczny czy gospodarczy, by ludziom żyło się lepiej, ale tego, co zrobić, by wygrać wybory. Pieniądze wydawane więc są na rozmaite sondaże, na poprawę wizerunku, na wyuczenie gestów, wyćwiczenie mowy ciała i temu podobne bzdury. Dlatego ustawowo powinien być określony minimalny procent, jaki z dotacji partia musi przeznaczyć na ekspertyzy. Dopiero resztę niech wydają na plakaty, banery, billboardy, wizażystów i speców od mowy ciała.

Przepis taki jest konieczny, ale nie jestem naiwny – nikt go nie uchwali. Chyba że zostanie to wymuszone przez opinię publiczną. Swoją drogą partie powinny publicznie rozliczać się z wydawania dotacji. Nadużycia przy wpłatach na fundusze wyborcze są powszechnie znane, ale jakoś niespecjalnie się je tropi i za nie karze.

Bardzo chciałbym wiedzieć, ile tysięcy wydano w Krakowie na kampanię skromnego, startującego z ostatniego miejsca listy PiS, Jarosława Gowina. Ile dostał z partyjnej dotacji, ile i kto mu na kampanię wpłacił, ile dołożył on sam? Ta ostatnia pozycja nie mogła przecież być zbyt duża, wszak wiemy, że Gowinowi często brakuje do pierwszego. A liczbę banerów, billboardów i „siatek” miał chyba rekordową. Wygląda więc na to, że chyba jednak finansowała mu to partia i jacyś dobrzy wujkowie.

Podstawowym błędem opozycji, nie tylko w samej kampanii, ale jeszcze na długo przed nią, było to, że niby atakując PiS, tak naprawdę cały czas była w defensywie. To PiS podrzucało tematy i ustalało reguły gry. Ściganie się z PiS w populizmie jest nonsensem. W populizmie i demagogii PiS jest niedoścignione. Po co więc próbować się z nim ścigać? PiS i tak się nie przegoni, a w sposób nieodwracalny odchodzi się od racjonalnego, ekonomicznego myślenia. Czy opozycja potrafiła przedstawić jakiś własny pomysł na Polskę? Pomysł śmiały, ale łatwo zdobywający popularność? Nie można było np. zaproponować jako jednego z haseł programu zlikwidowania Senatu albo przekształcenia go w izbę samorządową? Wariant pierwszy gwarantowałby z jednej strony oszczędności (wiecie, ile nas kosztuje rocznie Senat?), z drugiej – lepsze prawo, gdyby za 10% tego, co wydajemy na Senat, stworzyć profesjonalne, stojące na najwyższym poziomie, biuro prawne, w którym za odpowiednie wynagrodzenie można by zatrudnić najwybitniejszych prawników. Wariant drugi umacniałby realnie pozycję samorządów (którą PiS systematycznie osłabia), a poza tym do spraw ogólnopaństwowych dopuściłby samorządy, cieszące się wysokim poparciem społecznym i będące bardziej głosem społeczeństwa niż partie polityczne. Nie podejmowano w kampanii tematów atrakcyjnych i ważnych dla młodego pokolenia, wszystkim ekologii i ocieplenia klimatu. Nie schlebiano, w najlepszej wierze i najlepszym stylu, społeczeństwu obywatelskiemu, nie zapowiadano pomocy w jego budowaniu i rozszerzaniu. Nie próbowano zaagitować do tej idei młodego pokolenia.

Wygranie wyborów jest z zasady proste. Aby wygrać, wystarczy przekonać do siebie większość głosujących. W jaki sposób opozycja przekonywała tych, którzy gotowi byli głosować na PiS? Opozycja coraz bardziej mówiła do siebie i do swoich wyborców. Elektorat PiS obrażano, wyśmiewano, rozpaczano nad jego głupotą. A w najlepszym razie go ignorowano. Czy to dziwne, że w ten sposób nikogo z tego elektoratu nie przekonano i nie przeciągnięto na swoją stronę?

Pojawienie się w wybranym teraz parlamencie nowej siły politycznej, jaką jest lewica, i awangardy młodego pokolenia polityków wszystkich niemal partii daje szansę, że w pewnej dalszej lub bliższej perspektywie musi dojść do rozerwania duopolu PO-PiS, niszczącego państwo i kulturę polityczną społeczeństwa.

Jeśli nie udało się wygrać wyborów, trzeba przynajmniej spokojnie przeanalizować przyczyny porażki. Wskazać błędy, poznać ich przyczyny i zastanowić się, jak ich unikać w przyszłości. Niech Polak będzie mądry przynajmniej po szkodzie. Tyle tylko, że jak już dawno przewidywał poeta, Polak może być „i przed szkodą, i po szkodzie głupi”.

Ale to byłoby fatalne. Bo pokazywałoby, że niczego z historii się nie uczymy.

Wydanie: 42/2019

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy