Mrzemy i talibaniejemy

Mrzemy i talibaniejemy

A może mrzemy, BO talibaniejemy? Że mrzemy – to po prostu fakt. Nadmiarowe zgony z powodu COVID-19 liczymy w tysiącach miesięcznie; zmarło ponad 60 tys. osób, to jakby z mapy zniknął Ełk – no, nie tyle Ełk, ile wszyscy jego mieszkańcy. W kościołach obostrzenia nie są przestrzegane, właściwie należałoby powiedzieć, że są systemowo i nagminnie łamane, naruszane, nierespektowane. I co? I nico. Czasem, od wielkiego dzwonu, wpadnie jakiś symboliczny mandacik, 20 zł, a jak funkcjonariusz niezdyscyplinowany, to potrafi

i 50 złociszy proboszczowi przysolić. Episkopat, z którego końmi nie wyciągniesz komentarza czy odniesienia się do skandali pedofilskich, kiedy sprawcami są księża, wyrywa się ochoczo do komentarzy na temat szczepionek, de facto zniechęcając do stosowania niektórych. Tę praktykę lekceważenia realnego zdrowia i życia wypracował już największy polski Polak, papież Jan Paweł II, kiedy w imię ortodoksji rozlewającej się na całe ludzkie życia dla życia w niebiosach zakazywał w Afryce, w dobie szalejącego wirusa HIV, używania prezerwatyw. Na jego martwym już sumieniu są miliony ofiar. Droga została przetarta. Biskupi skwapliwie nią podążają – życie ludzkie nieważne, katolickie dogmaty istotniejsze.

Truizmem jest przypominanie, że nieoszacowana jeszcze porażka polskiej służby zdrowia, nie tyle niedoinwestowanej, ile przez lata odinwestowywanej, jest konsekwencją odpuszczenia przez państwo swoich konstytucyjnych zobowiązań. Braki kadrowe (najwyższy w Europie średni wiek pielęgniarek), exodus za granicę młodych, nie tylko lekarzy, dramatycznie niskie uposażenia w ratownictwie medycznym – wszystko to są konsekwencje abdykacji państwa, szczególnie widoczne podczas pandemii.

Równocześnie każdy szpital i szpitalik hoduje swoich kapelanów, utrzymuje finansowo kaplice. Pewnie gdyby policzyć nasycenie kapelanami instytucji publicznych w Polsce (wojska, policji, straży pożarnej, granicznej, służb celnych, podatkowych i wszystkiego, skąd da się wyszarpnąć publiczny grosz na gusła), bylibyśmy wreszcie mistrzami świata. Teraz nadchodzi czas na radykalizację w nauce i oświacie, jedną i drugą zarządza wszak katolicki fundamentalista, z łaski państwa profesor o nieznanych kompetencjach. I tak Przemysław Czarnek w ostatnich dniach ogłasza: „Dziś obchodzimy Piąty Narodowy Dzień Czytania Pisma Świętego. To doskonała okazja, aby ogłosić powołanie nowej dyscypliny naukowej – biblistyki, w klasyfikacji dziedzin i dyscyplin naukowych w Polsce”. Równocześnie z powagą godną monologów rodem z Monty Pythona deklaruje, że „Polska mogłaby się stać jednym z wiodących ośrodków biblistyki w całym świecie”. Ktoś się zastanawiał, dlaczego nie tak dawno etnologia została arbitralnie włączona do zespołu „nauk o kulturze i religii” i w ten sposób zniknęła jako samodzielna dyscyplina. Samodzielna będzie teraz biblistyka.

W wyższych szkołach pożarnictwa na początek wejdzie subtelny przedmiot: „Kropidło, staropolskie tradycje gaśnicze – wymiar praktyczny operowania kropidłem i podłoże duchowe – egzorcystyczne”, rektorami zostaną doktorzy po KUL i UKSW, specjaliści od demonologii, bo wiadomo – diabeł to ogień piekielny, a więc egzorcysta to fachowiec od walki z ogniem najpotężniejszym.

Lasy Państwowe, instytucja monstrum, mają nowego pełniącego obowiązki dyrektora, który (w prawdziwym!) liście zwrócił się do leśników: „Drogie Koleżanki i Koledzy, ponad 30 lat temu, podczas swojej pielgrzymki do Polski w czerwcu 1999 roku, nasz Papież Święty Jan Paweł II zwrócił się do wszystkich rodaków z dramatycznym apelem: »Piękno tej ziemi skłania mnie do wołania o jej zachowanie dla przyszłych pokoleń. Jeśli kochacie tę ojczystą ziemię, niech to wołanie nie pozostanie bez odpowiedzi! Zwracam się w szczególny sposób do tych, którym powierzona została odpowiedzialność za ten kraj i za jego rozwój, aby nie zapominali o obowiązku chronienia go przed ekologicznym zniszczeniem! (…)«. Od czasów tamtej pamiętnej papieskiej pielgrzymki powierzchnia ta wzrosła o prawie 5 procent! To więcej o pół miliona hektarów lasów. Pół miliona! To właśnie pokolenia polskich leśników doprowadziły do tego, że nasza Ojczyzna ma zielone oblicze. (…) Obiecuję Wam, że jako p.o. Dyrektor Generalny Lasów Państwowych zrobię wszystko, aby położyć kres podważaniu profesjonalizmu pracowników Lasów Państwowych! Negowaniu ich miłości do polskiej przyrody i oskarżaniu o niszczenie natury. Szczęść Boże, Darz Bór! Józef Kubica p.o. Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych”.

W tym samym czasie na Marsie, planecie, którą od Ziemi dzieli od 53 do ponad 100 mln km, wystartował do krótkiego samodzielnego lotu niewielki dron obserwacyjny. Bez modlitw, kropideł, baśni o diabłach. Dzięki potędze ludzkiego umysłu, pracy pokoleń badaczy i badaczek.

A w Polsce inaczej. Adam Michnik, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej”, uważanej przez polską prawicę i Kościół za głos demonicznych liberalno-lewicowych środowisk, pisze: „Odrzucam myślenie, w którym nie ma miejsca na życzliwość dla Kościoła katolickiego”. Odrzucam to przekonanie. I nie chodzi mi o lot na Marsa, tylko o dobre, uczciwe życie tutaj i teraz. Życzliwość wobec Kościoła jest naiwnością, która już zbyt wiele nas kosztowała i bardzo ponuro każe patrzeć w przyszłość.

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 18/2021

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy