Wieża Babel

Wieża Babel

Kiedy w amerykańskim filmie bohaterowie doznają emocjonalnego wzmożenia, lądują na jakimś wzgórzu, by obejrzeć z samochodu migające w dole światła miasta. Widok jest piękny, ona się zachwyca i – uderzona pięknem krajobrazu – pozwala sobie skraść całusa lub dwa. A ja tradycyjnie zadaję sobie pytanie, czy musieli się wlec tak wysoko, żeby się pocałować. Dziwny topos kultury – te wycieczki na wzgórza w celach konsumpcyjnych. Zaraz jednak przypomina mi się słynny cytacik z „Przyczynku do krytyki ekonomii politycznej” Karola Marksa: „Byt określa świadomość”. Wiem, że Marks nie miał na myśli miłości, ale spróbujmy tak go zinterpretować: otoczenie, w którym się znajdujemy, może wpłynąć na eskalację naszych uczuć. Wie o tym literatura piękna, która radzi, by jakiś żywioł towarzyszył wyznaniom miłosnym, najlepiej rzeka. W towarzystwie rzeki dobrze jest wyznawać lub proponować. Można się chichrać z naiwności poradników, ale warto sobie przypomnieć, jak tłumnie odwiedzano pod koniec XIX w. Tatry i jak wylewnie chwalono je w ówczesnej twórczości. W górach – mawiano – jest się bliżej gwiazd, bliżej Boga i bliżej poezji, świadomość uwalnia się od mieszczańskich mechanizmów myślenia. A nasze młodzieńcze wakacyjne miłości? Które z miejsca traciły, gdy tylko zabrakło w pobliżu morza, słońca i frytek? Z dala od morza staraliśmy się ukryć zażenowanie, ściskając spoconą rączkę wakacyjnej miłości, która nagle miała nie te zainteresowania i nie ten sweterek, a jej urocze cechy stały się szybko wadami.
Często się zastanawiam, czy podobnie rzecz ma się z książkami. Czy w święta chętniej wybieramy baśnie? Łatwiej znosimy kicz i oddajemy się surrealizmowi? Są takie książki, w których zawsze pada śnieg – jak w nomen omen „Śniegu” Pamuka. – Wszystkie książki, w których pada śnieg, mają specyficzną atmosferę – mawia mój kolega. Czy jesteśmy łagodniejsi dla słabych książek i dajemy je sobie wciskać razem z brokatem, kolorowym szkłem i mandarynkami? Z drugiej strony – kiedy jesteśmy chorzy albo nieszczęśliwi – wszystko zbyt łatwo nas irytuje i możemy niesprawiedliwie ocenić książkę, która akurat wpadła nam w ręce. To właśnie spotkało mnie dzisiaj. Edward znów całą noc chodził po domu. Po prostu spacerował: do kuchni, a potem do mnie do pokoju, sunął przy łóżku w stronę biurka i wracał, jak ktoś, kto się nad czymś nerwowo namyśla. Problem w tym, że Edward ma długie pazury i uderza nimi w podłogę. Budzi mnie, nie daje spać już trzecią noc z rzędu. Ale w dzień, jak go namawiać, żeby np. opuścił kanapę – to ołów w dupie. Patrzy wtedy ciężko i niechętnie, w rodzaju „weź, idź stąd”, i tyle. Kocham mojego psa, czy to wystarczy, żeby pójść do nieba? Mój pies na każdym spacerze próbuje zjeść wszystkie napotkane zwierzęta, chociaż jest takim cieplakiem i lubi się tulić. Niedawno oglądałam program o tatuażach – gość, wielbiciel psów, skremował swojego boksera i wytatuował sobie jego prochami psi pysk na ramieniu. Żeby przedłużyć mu życie. Ale raczej stał się grobkiem własnego psa, prawda? Teraz Edward śpi kurewnie zmęczony. A ja jestem zombie girl i wszystkie książki mnie męczą. Odłożę je do jutra. Na pewno zmienią się przez noc.
Badania pokazują, że w czystych i schludnych (to słowo nadal kojarzy mi się ze szkolnymi fartuszkami!) miejscach chętniej jesteśmy przyjaźni wobec innych, rzadziej kradniemy i pilniej dbamy o czystość. Z wpływu środowiska na nasze samopoczucie zdają sobie sprawę także dekoratorzy burdeli, którzy tradycyjnie dbają o elementy czerwone we wnętrzach. Jak udowodniono, kolor czerwony przez pierwsze 15 minut pobudza nas seksualnie, potem zaś zwiększa naszą irytację i sprawia, że szybciej się niecierpliwimy. W Stanach Zjednoczonych powstały już sale konferencyjne, w których subtelny mechanizm pozwala nie tylko na zmianę temperatury i wilgotności powietrza – zmienia się także kolor ścian i zapach. To wszystko ma wpłynąć na podejmowanie decyzji przez potencjalnych klientów firm. To nie żadne science fiction – na co dzień opieramy się tym chwytom w supermarketach. Szkoda, że nie można tak łatwo wyreżyserować sobie pięknego wieczoru. Wystarczy drobna niestrawność, nocny marek pies, ból zęba, który – jak to się mówi – „ćmi” lub „odzywa się”. I znów jesteśmy słodko bezradni, a nasza ta lub inna Wieża Babel musi poczekać na lepsze czasy.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy