Krótki kurs dla niektórych polityków

Krótki kurs dla niektórych polityków

Dlaczego Żydzi triumfują, a Arabowie ponoszą porażki?

Przy okazji objęcia przez Polskę przewodnictwa w Radzie Bezpieczeństwa ONZ warto przypomnieć niektórym polskim politykom, że o sukcesie wszystkich działań decyduje właściwy wybór celów i sojuszników. Działania podważające sojusze, jak polskie spory z Unią Europejską, prowadzą donikąd.

W przypadku Izraela wszystko rozpoczęło się w roku 1948. Decyzja o utworzeniu dwóch niezależnych państw, izraelskiego i palestyńskiego, zapadła w Narodach Zjednoczonych bez sprzeciwu mocarstw reprezentowanych w Radzie Bezpieczeństwa. Wypada przypomnieć, że świat wszedł wtedy w okres zimnej wojny. Na utworzenie Państwa Izrael naciskało w Waszyngtonie na rząd Harry’ego Trumana amerykańskie lobby żydowskie. Natomiast stalinowski Związek Radziecki był zainteresowany powstaniem socjalistycznego państwa żydowskiego w tej części świata, widząc nadzieje w powstających kibucach.

Ostatecznie o powstaniu Izraela i Palestyny miało zadecydować głosowanie w Zgromadzeniu Ogólnym. Wymagało to pozytywnego głosu dwóch trzecich członków organizacji. Los inicjatywy znalazł się w rękach największego wówczas bloku politycznego państw latynoamerykańskich. Przedstawiciel Gwatemali, ambasador Jorge García Granados, jako członek specjalnie utworzonego przez ONZ komitetu, robił co mógł, aby Amerykę Łacińską przekonać do głosowania za rezolucją. Niezrozumiałą dla Latynosów decyzję podjął wówczas rząd kubański Ramóna Grau San Martína, który jako jedyny w bloku państw latynoamerykańskich głosował przeciw rezolucji.

W ciągu krótkiego okresu 70 lat istnienia Izrael osiągnął wielkie sukcesy polityczne, gospodarcze i społeczne. Palestyńczycy natomiast nie tylko nie odnieśli takich sukcesów, lecz nadal muszą się starać o uznanie ich państwowości przez wszystkie kraje świata. Nie przychodzi im to łatwo, skoro wewnątrz kraju działają dwie zwalczające się wzajemnie organizacje, Hamas w strefie Gazy i będący obecnie u władzy Al Fatah w Ramallah.

Skąd się wzięła olbrzymia różnica między porażką Palestyńczyków a triumfem społecznym i politycznym Izraela? Pytanie to zadaje sobie teraz wielu naukowców i publicystów arabskich, bo problem dotyczy nie tylko Palestyny, ale prawie wszystkich państw arabskich. Przestają oni już dowodzić, że Izrael zawdzięcza swój sukces pomocy Stanów Zjednoczonych i syjonizmowi. Przypominają, że Egipt otrzymał od państw arabskich tyle samo albo i więcej, nie mówiąc też o amerykańskiej pomocy chociażby dla armii.

Przyznają, że siła Izraela polega na przestrzeganiu zasad praworządności i otwartej walce z wszystkimi przejawami korupcji, czego dowodem może być chociażby skazanie byłego premiera Ehudy Olmerta, który trafił do więzienia za przyjęcie paru tysięcy dolarów łapówki, w czasie kiedy był burmistrzem Jerozolimy.

Dzisiaj sami Arabowie przyznają, że różnice między nimi i Izraelem są rezultatem demokratycznych form sprawowania władzy, szanowania praw mniejszości i nieograniczonej możliwości oceny wyników działań rządu przez obywateli. Przyznają też, że Izrael inwestuje olbrzymie środki w naukę i technologię, czyli w przyszłość, co pozwoliło mu stać się małym gigantem przemysłowym i naukowym, podczas gdy oczy Arabów skierowane są w przeszłość. Trudno sobie wyobrazić postęp w krajach, których przywódcy religijni myślą o odnowie krwawych fantazji średniowiecznych. Jeśli nie uda im się stworzyć silnych instytucji prawnych, zdolnych do obrony praw obywateli i walki z korupcją, ich nadzieje na postęp pozostaną mrzonkami. Po stronie sukcesów wypada zapisać to, że po 70 latach od czasu utworzenia państwa Izrael zaczęto się zastanawiać nad różnicami, które złożyły się na frustrację Palestyńczyków. W końcu Żydzi i Arabowie należą do tej samej rodziny, a to, co ich zdecydowanie różni, to podejście do instytucji wolności.

Wydanie: 21/2018

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy