Kto nie lubi Gosiaczka?

Kto nie lubi Gosiaczka?

Mama Małgosi z „Big Brother” schudła przez ostatnie tygodnie 12 kilogramów

– Mam już dosyć tego programu i zamieszania, tęsknię za córką i chciałabym ją wreszcie przytulić. Nie mogę nawet spokojnie wyjść do sklepu, bo każdy od razu o nią pyta – mówi Jadwiga Maier, mama Gosi. Jest smutna i nieco przygnębiona, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach w domu Wielkiego Brata. Telewizja pokazuje niechęć, jaka panuje między Gosią i Alicją. Jednak bliscy Gosi uważają, że urywki są tendencyjne. Gosia wychodzi na dwulicową plotkarę.
– Ona zawsze mówiła prawdę prosto z mostu, jeśli kogoś nie lubiła, dawała to odczuć, ale, z drugiej strony, spieszyła z pomocą nawet osobom, za którymi nie przepadała. Taka już jest – mówi jej najbliższa przyjaciółka, Magda Masłowska. – Przecież nie wszyscy w domu Wielkiego Brata muszą czuć do siebie sympatię. Gosia czasami jest przykra dla Alicji, jednak kiedyś pocieszała ją przez pół nocy. Telewizja nie pokazuje teraz żadnych uwag, które wypowiada Alicja. To wszystko jest nie w porządku.
Mama Gosi schudła przez ostatnie tygodnie 12 kilogramów. Z tęsknoty i zmartwienia. Bardzo zabolały ją krytyczne uwagi, wypowiedziane przed całą Polską przez mamę Alicji.
– To wszystko jest tylko grą – mówi. – Staramy się żyć z innymi „brotherowymi” rodzinami w zgodzie, zawsze, gdy ktoś wychodzi z domu „BB”, przekazuje nam pozdrowienia i uściski od Małgosi, wyraża się o niej z sympatią. Chciałabym, aby program do końca był w porządku.
– Przez dłuższy czas Małgosia była uważana za jedną z najsympatyczniejszych osób, teraz w Internecie zaczynają się pojawiać głupie uwagi – dodaje Magda. – Trzeba zrozumieć, że oni wszyscy są już bardzo zmęczeni i zestresowani. Do tej pory nie było widać, jak silnie konkurują ze sobą o pieniądze, teraz to wyszło.

Głowa do interesów
Małgorzata Maier trafiła do programu jako pierwsza mieszkanka domu – dzięki głosowaniu publiczności. Do tej pory miała tylko jedną nominację do opuszczenia „BB”, na samym początku. Jej stosunki z innymi mieszkańcami ułożyły się na tyle dobrze, że z tygodnia na tydzień bezpiecznie przechodzi przez kolejne głosowania.
– Gosia ma raczej silny charakter, trzymała zawsze uczucia w sobie i nie okazywała emocji tak, jak w programie – mówi jej przyjaciółka. – To może zmiana na lepsze, jest bardziej otwarta i nie kryje swoich odczuć.
Zanim stanęła do eliminacji, ciągle poszukiwała czegoś w życiu. Skończyła liceum plastyczne i studiowała pedagogikę – najpierw w dwuletnim studium, potem rozpoczęła studia w Cieszynie. Niestety, uczelnię zamknięto, a jej nie chciało się szukać innej. Przez jakiś czas pracowała w szkole. Uczyła plastyki. Potem otworzyła własny sklep pod nazwą Galeria Mody Extravagance. Sama projektowała i szyła wystawione na sprzedaż ubiory.
– Tam właśnie poznałam Gośkę, osiem lat temu – mówi Magda. – Jej sklep przypominał bardziej kawiarnię. Spotykało się tu wielu znajomych, bo Gosia przyciąga ludzi – zwierza się Magda. – To ona wyswatała mnie i mojego męża, była świadkiem na naszym ślubie. Okazało się, że we wszystkich ankietach pisanych na użytek programu „BB” podawała kontakt do mnie jako najbliższej osoby spoza rodziny. Dlatego też stałam się jej nieformalną „rzeczniczką prasową”.
Po pewnym czasie Maierówna postanowiła wykorzystać swoje umiejętności i uprawnienia, które zdobyła, pracując jako modelka i otworzyła agencję modelek. Organizowała różne kursy, szkoliła hostessy, przygotowywała dziewczyny do konkursu Miss Zagłębia.
– Ma głowę do interesów, ale też pecha do nieuczciwych ludzi – twierdzi jej mama. – Agencję modelek zamknęła, bo ktoś ukradł pieniądze wpłacone na kursy. Nie była w stanie dalej prowadzić firmy.
Tak naprawdę Gosia lubi malować i coś tworzyć. Ostatnio żyła z malowania portretów, grafik, obrazów oraz dekorowania wnętrz. Projektowała salony sklepowe, aranżację różnych imprez, m.in. Miss Zagłębia.

Jeśli wygra,
kupi dwa domy
– Córka zgłosiła się do programu bez mojej wiedzy – mówi pani Jadwiga. – Powiedziała mi dopiero wtedy, gdy pakowała się do wyjazdu. Myślałam, że wróci po pierwszych dwóch tygodniach.
– To było bardzo spontaniczne – opowiada Magda. – Dopiero, gdy dostała się do głównych eliminacji, zaczęły się niezliczone wyjazdy na castingi, badania, rozmowy, sesje fotograficzne. Potem był szał zakupów – nowej bielizny i piżam, drobiazgów. Większość ciuchów, które Gosia nosi, uszyła sama.
Przed wyjazdem Małgorzata – pewnie jak każdy mieszkaniec domu „BB” – snuła plany, co zrobi z wygraną, jeśli zwycięży. – Marzyła o otworzeniu rodzinnego domu dziecka – mówi Jadwiga Maier.
– Planowała kupić dwa domy – jeden dla dzieci potrzebujących pomocy, a drugi dla swoich rodziców – dodaje Magda Masłowska.
Gosia, według jej bliskich, powinna pracować z dziećmi, bo ją uwielbiają.

Strusie jajo
Fani programu zapewne pamiętają dramatyczne przeżycia uczestników w czasie świąt. Zapłakaną Karolinę i Małgosię krzyczącą do rodziców: „Mamo, powiedz czy mam wyjść?!”.
Przed Wielkanocą Wielki Brat zaproponował, aby wszyscy zrobili prezenty dla swoich rodzin. Miała to być pisanka ze strusiego jaja. W tym czasie dom odwiedził ksiądz. Mieszkańcy zadecydowali, że muszą dać mu jakiś prezent, a nie mieli nic prócz pisanek. Najładniejsze jajo pomalowała Gosia i zadecydowano, że ksiądz otrzyma je w prezencie. Gosia została więc bez niczego dla swoich bliskich. Chcąc im to zrekompensować, zaproponowała, że zrezygnuje z udziału w programie i wróci do rodzinnego domu.
– Może lepiej by było, gdyby wtedy wyszła, teraz uniknęłaby krytyki i plotek – stwierdza mama Gosi.
Gdy rozpytywałam mieszkańców Sosnowca, czy znają rodzinę Maierów, usłyszałam m.in. że mają własną cukiernię.
– Bardzo byśmy chcieli mieć taki sklep, ale prawda wygląda tak, że mąż, piekarz-cukiernik, jest teraz na rencie i nigdy nie mieliśmy własnej piekarni – komentuje z uśmiechem mama, będąca z zawodu pielęgniarką.
Mają jednak szczęśliwą rękę. Kilka lat temu wygrali w lotto 100 tysięcy złotych. Wówczas Małgosia dostała od nich mieszkanie. I to jest jej posag.

 

Wydanie: 24/2001

Kategorie: Media

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy