Lepsze CPA niż CBA

Lepsze CPA niż CBA

Mieczem nie pokonasz myśli – to hasło propagowali w XVI w. bracia polscy (zwani również arianami), radykalny ruch reformatorski, którego lider, Piotr z Goniądza, domagał się zniesienia pańszczyzny, likwidacji kary śmierci i równości wszystkich wobec prawa, głosił też zdecydowany antymilitaryzm. I choć katolicka kontrreformacja powstrzymała postulaty społeczne głoszone przez arian i inne ruchy reformacyjne tego okresu, to niepokorna myśl podważyła monopol Kościoła na opisywanie świata. Władza kościelna wiedziała, że największym zagrożeniem dla istniejącego ładu są ośrodki szkolnictwa i kultury tworzone przez arian, które poprzez udział w nich wielu uczonych i pisarzy (m.in. Andrzeja Frycza Modrzewskiego i Andrzeja Morsztyna) stały się łącznikiem z ważnymi centrami zreformowanej kultury europejskiej. Dlatego zamknięto najpierw ośrodki myśli braci polskich, a następnie pod wpływem jezuitów wygnano ich z Polski na podstawie uchwały sejmowej z 1658 r. Od tamtej pory Polska miała ciągłe problemy w kontaktach z żywą, krytyczną i niepokorną myślą rozwijaną w Europie Zachodniej. Reformacja, oświecenie, nowe prądy intelektualne i rewolucje kulturowo-polityczne w XIX w. – wszystko to omijało Polskę dużym łukiem.
To krótkie przypomnienie historii pokazuje, jak wielką siłę w tworzeniu porządku społecznego ma panująca ideologia oraz klimat kulturowy istniejący w danym społeczeństwie – brak fermentu intelektualnego czyni społeczeństwo coraz bardziej archaicznym i zaściankowym. Żywa myśl i krytyka społeczna nie tylko mogą zneutralizować najbardziej autorytarne zapędy państwa i władzy, ale czynią społeczeństwo bardziej dynamicznym, otwartym na zmiany, nowoczesnym organizmem. Z drugiej strony, bez zaplecza intelektualnego, własnego języka oraz całościowej wizji postulowanego porządku społecznego żaden poważny ruch polityczny chcący realnie wpływać na rzeczywistość nie może istnieć. Tak było w XVI w., tak jest również dziś.
Czy dalsza komercjalizacja i groźba prywatyzacji telewizji publicznej mają uczynić ze społeczeństwa polskiego jeszcze łatwiejszą do manipulacji bierną masę wycofanych z życia społecznego pojedynczych atomów? Trudno powiedzieć, czym kierował się premier, łamiąc w ostatniej chwili ustalenia z sejmową lewicą – czy to tylko zwykły i typowy dla polskiej kultury brak wiarygodności i dotrzymywania słowa, czy też ignorancja polityczna połączona z uleganiem neoliberalnym koncepcjom ministra Rostowskiego?
Pod koniec czerwca Centrum Politycznych Analiz (CPA) kierowane przez prof. Janusza Reykowskiego zorganizowało konferencję na temat stanu polskiej demokracji. Było to już kolejne spotkanie tematyczne mające ożywić dyskusję na lewicy i pomóc wypracować pomysły dla innej Polski niż ta z opowiadań Tuska i Kaczyńskiego. Rolą CPA jest integrowanie środowisk intelektualnej lewicy i starania, aby pojedyncze, małe strumyki świeżej myśli połączyły się i przekształciły w jedną dużą rzekę, która swoim nurtem odświeży klimat kulturowo-polityczny sfery publicznej w Polsce. W trakcie seminariów organizowanych przez CPA widać wyraźnie potrzebę rozmów wykraczających poza ramy fundowane przez oficjalne media i PO-PiS-owy dyskurs, a polska rzeczywistość wręcz domaga się nowej propozycji kulturowej dla młodego pokolenia Polaków.
Dzień po seminarium CPA Trybunał Konstytucyjny zakwestionował dużą część ustawy o CBA. Okazało się, że sztandarowa instytucja utworzona pod rządami PiS i przy wsparciu PO, działa niezgodnie z obowiązującym prawem. Ten policyjny aparat o bardzo dużych kompetencjach, będący pozostałością po autorytarnych zapędach PiS – oficjalnie walczący z korupcją, a praktycznie będący jeszcze jednym narzędziem do walki ze środowiskami niechętnymi elicie władzy – już nie przeszkadza rządzącym z PO. Nie ma śladu po obiecankach PO z kampanii wyborczej, że należy zrobić porządek z CBA.
Jedyną szansą na likwidację CBA, IPN i kilku innych prawicowych tworów jest powrót do władzy lewicy. Już teraz jednak liderzy lewicy powinni domagać się likwidacji tych instytucji opłacanych z pieniędzy podatników i ukazywać na każdym kroku zagrożenia dla demokracji, jakie płyną z ich działalności. PiS straciło dwa lata temu władzę, a jego ludzie nadal wpływają na polską rzeczywistość. Ciekawe, czy doczekam się w Polsce lewicy, która w czasie swoich rządów będzie miała odwagę stworzyć – zupełnie oficjalnie i bez pytania o zgodę prawicowych moralistów – sieć instytucji na poziomie lokalnym i centralnym, które pozwolą zachować wpływy ludziom lewicy nawet po utracie formalnej władzy w państwie. Kto zabraniał SLD podczas jego rządów utworzenia instytucji edukacyjno-kulturowej (np. Centrum Kultury Europejskiej z budżetem podobnym jak IPN czy CBA – na poziomie kilkuset milionów), która zwalczałaby w polskich warunkach rasizm, nacjonalizm, fundamentalizm religijny oraz homofobię i zajmowała się edukacją obywatelską wśród młodzieży? Formalnie nikt. Ale do tego trzeba mieć wizję, trochę odwagi cywilnej i przekonanie, że ważniejsze niż opinia Kościoła, „Gazety Wyborczej” czy TVN jest poparcie zwykłych ludzi i wyborców. Bez wizji, ideologii i poparcia własnego zaplecza społecznego nie da się skutecznie uprawiać polityki. Pozostaje mieć nadzieję, że tych błędów i zaniedbań już więcej lewica w Polsce nie powtórzy.
Na razie pozostaje budować sieć stowarzyszeń, inicjatyw obywatelskich, pism, klubów dyskusyjnych i innych ośrodków myśli, które wypełnią istniejącą pustkę żywą tkanką społeczną. Bez niej trudno tworzyć skuteczną opozycję, a także posiadać realną władzę podczas własnych rządów. Bez własnego języka i pomostów do różnych środowisk społecznych ciężko będzie wyrwać się z prawicowego matriksa, jaki panuje nad umysłami ludzi w Polsce. Dlatego warto właśnie teraz inwestować w myśl i zaplecze intelektualne dla lewicy.

Wydanie: 27/2009

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy