Lewica wygrywa w bastionie PiS

Lewica wygrywa w bastionie PiS

Łukasz Kulik został prezydentem Ostrołęki, bo pracował na to lata, a nie pół roku przed wyborami

Samorządowa kampania wyborcza została powszechnie uznana za niekorzystną dla PiS. Dotyczy to zarówno dużych miast, jak i mniejszych. Do przegranych zalicza się też batalia w mieście, w którym partia rządząca buduje Muzeum Żołnierzy Wyklętych i ostatnią elektrownię węglową w Europie, a może i na świecie – w Ostrołęce. Janusz Kotowski właśnie przegrał wybory na prezydenta miasta.

Liberalni publicyści i politycy mają tendencję do protekcjonalnego traktowania mieszkańców Polski wschodniej. Twierdzą, że muszą oni „dojrzeć”, by odpowiednio zagłosować. Inni powielają stereotyp, krzywdząc i wykluczając mieszkańców tych terenów, którzy nie popierają PiS. „Zapewne w Ostrołęce podoba się budowa nowej elektrowni na węgiel. Być może podoba się wykorzystywanie dzieci do propagowania rządowego programu”, pisał Paweł Wroński, komentując akademię z okazji inauguracji rządowego programu „Za życiem” w kinie Jantar. Dzieci śpiewające utwory Arki Noego przebrano za płody. Program artystyczny przygotowała wicedyrektor poradni pedagogiczno-psychologicznej, prywatnie żona byłego już prezydenta Ostrołęki.

Obraz mieszkańców mniejszych miast przekazywany przez prasę liberalną jest jednak daleki od prawdziwego. Na terenach tzw. Polski B wysokie poparcie może uzyskiwać również lewica, czego przykładem stała się Ostrołęka. Janusz Kotowski jako polityk PiS przejął władzę z rąk Ryszarda Załuski, pierwszego prezydenta miasta wybranego w wyborach bezpośrednich. Miało to miejsce w 2006 r., kiedy PiS przejęło władzę w Polsce po upadku SLD i zakończeniu drugiej kadencji Aleksandra Kwaśniewskiego. Wygrana PiS w Ostrołęce nie była niczym nadzwyczajnym w skali kraju. Mieszkańcy miasta uznawanego za bastion PiS nie różnili się od reszty Polski.

Kotowski został ponownie wybrany na prezydenta w 2010 r., uzyskując 52% głosów, i był to jego ogromny sukces. Miał wielu zwolenników zarówno w elitach, jak i wśród pracowników zakładów przemysłowych, robotników, pracowników usług czy administracji. Nic nie wskazywało wtedy, że zdobywca trzeciego miejsca z wynikiem 10% – Łukasz Kulik, kandydat SLD, będzie rządzić miastem. Wydawało się natomiast, że PiS utrzyma władzę przez wiele lat dzięki poparciu Kościoła. Kandydat lewicy na prezydenta, który został jednym z trojga radnych swojej partii, nie zamierzał się poddawać. Nastawił się na długoletnią pracę oraz pasmo porażek przed ostatecznym starciem.

Sojusz biznesu z samorządem

Media rozliczają koalicję PO-PSL z afer za ich rządów. Jednak w Polsce samorządowej, gdzie władza w tym samym czasie spoczywała w rękach PiS, też dochodziło do skandali. Kotowski, ekskatecheta i niedoszły ksiądz, miał 66% udziałów w spółce Arche wydającej w latach 2003-2007 „Wiadomości Ostrołęckie”. A członkowie zarządów województw zgodnie z przepisami antykorupcyjnymi mieli prawo posiadać maksymalnie 10% udziałów w spółkach prywatnych. Kotowski był wtedy wicemarszałkiem sejmiku mazowieckiego. Mimo że powinien zostać pozbawiony stanowiska, zachował je. Udziały sprzedał przed wyborami samorządowymi. Redaktor naczelny gazety Dariusz Maciak został przewodniczącym rady miejskiej. A gazeta, o ile początkowo zachowywała pozory obiektywności, stała się biuletynem partii.

Za rządów Kotowskiego łamanie przepisów antykorupcyjnych było bardzo powszechne w mieście. Radny PiS mianowany dyrektorem miejskiego basenu był posiadaczem 99% udziałów w prywatnej spółce Trony, których nie pozbył się po objęciu stanowiska (miał prawo do maksymalnie 10%). Gdy w związku z zaistniałą sytuacją złożył rezygnację, jego miejsce zajął właśnie Dariusz Maciak. Nowy dyrektor pływalni zasłynął z łączenia funkcji przewodniczącego rady miejskiej z zasiadaniem we władzach klubu sportowego MKS Narew Ostrołęka, wykorzystującego mienie komunalne do działalności gospodarczej. Z mandatu radnego zrezygnował po zadłużeniu klubu oraz kontroli ZUS, która stwierdziła naruszenie wielu artykułów ustawy o rachunkowości. Skończyło się zawiadomieniem prokuratury.

PiS zasłynęło też obroną Ewy Żebrowskiej-Rosak, która łączyła funkcję dyrektor oddziału Banku Polskiej Spółdzielczości z mandatem radnej. Bank wygrał przetarg na obsługę rachunku miasta. Mimo że wojewoda wnioskował o wygaszenie mandatu radnej, zdominowana przez PiS rada odrzucała jego wnioski. Sprawa ciągnęła się latami, a rozwiązać ją musiał Naczelny Sąd Administracyjny po kolejnych wyborach w 2012 r.

Dobra zmiana z perspektywy lokalnej

Opisane skandale oraz radykalizacja prawicy doprowadziły do zmiany postaw mieszkańców na tyle, że w wyborach w 2014 r. doszło do drugiej tury między Kotowskim a Kulikiem, który tym razem startował z list KW „Ostrołęka Dla Wszystkich” – apolitycznej inicjatywy samorządowej. Kandydat PiS zyskał dwukrotnie więcej głosów, jednak jego partia się przestraszyła spadającego poparcia. Zwłaszcza że pozostałych trzech kandydatów nie udzielało poparcia Kotowskiemu. – Dementuję informację, która ukazała się w mediach po konferencji prasowej PiS, że popieramy kandydaturę Janusza Kotowskiego. To nieprawda. Kandydaci z naszej listy zagłosują tak, jak podpowiada im sumienie – mówił Wojciech Zarzycki z KW „Nasza Ostrołęka”. Bardziej zdecydowanie wypowiedział się kandydat Kongresu Nowej Prawicy i narodowców Dalibor Mieszczyński: – Chciałbym podkreślić, że negatywnie oceniamy kampanię prowadzoną przez ostrołęckie struktury PiS. Nie rozumiemy, jak można szkalować kontrkandydata, zakładając na jego temat różne obraźliwe strony. Po drugie, jako osoba wierząca i praktykująca potępiam prowadzenie akcji wyborczych przez kandydatów PiS przy kościołach. W minioną niedzielę kampania była tam prowadzona. Rozdawane były ulotki Janusza Kotowskiego. Takie prowadzenie kampanii jest niewyobrażalne.

Kandydat lewicy drugą turę przegrał 46,39% do 53,61%. Został jedynym radnym swojego komitetu.

Panowało jednak przekonanie, powielane przez media, że poparcie dla PiS w kraju rośnie, zwłaszcza w Polsce wschodniej. Do utrwalenia wizerunku PiS jako bastionu katolickiego radykalizmu przyczyniał się radny Ryszard Żukowski, były sekretarz organizacji partyjnej PZPR w jednej ze szkół. – Dla mnie wiara jest święta. Żądam poszanowania praw katolików w Polsce i zaprzestania nagonki na nasze wartości chrześcijańskie. Katolicka Polsko, obudź się! Maryjo, Królowo Polski, jestem, pamiętam, czuwam. Boże, błogosław Polsce! Boże, błogosław naszej Ostrołęce! – grzmiał na sesjach rady miasta. Radny oskarżał również osoby niewierzące o zboczenia seksualne i jeździł na marsze TV Trwam.

W ramach walki o „wartości chrześcijańskie” ostrołęckie kino cenzurowało takie filmy jak „Pokłosie” (ostatecznie wyświetlone, ale poprzedzone wstępem w wykonaniu antysemickiego publicysty), „50 twarzy Greya”, a ostatnio „Kler”. Duże kontrowersje budziło i budzi zainwestowanie ogromnych pieniędzy w Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce. Prezydenta oraz władze miasta obwinia się również o korki na rondzie Siemowita III. Przez jedno rondo przejeżdżają ciężarówki na Litwę, kierowcy kursujący między Warszawą a Mazurami oraz mieszkańcy osiedli na prawym brzegu Narwi. Trwa też remont jednego z dwóch mostów, które prowadzą właśnie w stronę tego przeciążonego skrzyżowania.

Następny gorący temat to zanieczyszczenie powietrza. Stężenie smogu momentami przekracza normy o setki procent, a partyjni koledzy włodarzy budują w mieście kolejną elektrownię węglową, której opłacalność poddawana jest miażdżącej krytyce.

I wreszcie sprawa, która zbiegła się z kampanią wyborczą: widmo zniknięcia dworca autobusowego. Dworzec jest ważnym punktem dla dwóch grup: osób pracujących w Ostrołęce, a dojeżdżających z okolicznych wsi (bardzo często są to ludzie zameldowani w mieście) oraz ostrołęczan pracujących w większych miastach i wynajmujących tam mieszkania, ale na stałe zameldowanych w rodzinnym mieście. Część nie ma samochodów, może więc przyjechać tylko autobusem lub dzięki życzliwości jakiegoś posiadacza auta. Teren dworca jest natomiast własnością Kościoła. W sierpniu portal Moja Ostrołęka poinformował, że przewoźnik, firma Polonus, wycofał się z zarządzania dworcem z powodu zbyt wysokiej kwoty wynajmu zaproponowanej przez łomżyńską kurię. Już rok wcześniej proboszcz parafii poklasztornej, do której ów teren należy, wnioskował o zmianę jego przeznaczenia na obiekt usługowo-handlowy. Rada przyjęła projekt uchwały przy jednym głosie przeciwnym, radnego Łukasza Kulika. – Obawiam się, że to będzie kolejna rzecz, z której znane będzie nasze miasto – stwierdził Kulik. Słowa okazały się prorocze, sprawa po roku trafiła do mediów ogólnopolskich.

Kampania wyborcza

Mieszkańcy Ostrołęki domagali się zmian, co było widać w coraz śmielszych wypowiedziach na portalach społecznościowych oraz w serwisie Moja Ostrołęka. Wiele wskazywało, że tym razem walka rozegra się między trzema kandydatami: Kotowskim, Kulikiem i popularnym radnym Maciejem Kleczkowskim związanym z PO. Kleczkowski cieszy się szczególnie dużą popularnością na Facebooku, gdzie dzieli się przemyśleniami, informuje o swojej działalności oraz transmituje spacery, pokazując miasto od nieznanej strony. Upowszechnia także wiedzę o jego dziejach. Przed rozpoczęciem kampanii postanowił jednak wesprzeć Łukasza Kulika: – Dziś każdy, kto nie jest związany z obecnym, hermetycznym układem w mieście, powinien schować osobiste aspiracje i poprzeć Łukasza Kulika. To jedyna realna alternatywa, sposób na Ostrołękę przyjazną mieszkańcom.

Początkowo zwolennicy PiS postrzegali to jako rozłam w ostrołęckiej Platformie i dobrą wiadomość dla ekipy rządzącej. Jednak w międzyczasie doszło również do rozłamu w PiS i powstania Bezpartyjnego Miasta Ostrołęki, które jako kandydata na prezydenta wystawiło Jakuba Frydryka.

Pierwsza tura okazała się dużo większą niespodzianką niż wysoka wygrana Rafała Trzaskowskiego w Warszawie. Kulik zdobył 38,72% głosów przy 33,26% poparcia dla kandydata PiS. Kolejne miejsca zajęli: Jakub Frydryk (18,78%), Mariusz Popielarz z PO (8,3%) i Bartłomiej Bodio z PSL (0,9%). W drugiej turze kandydat PiS dostał tyle samo głosów co w pierwszej, a kandydat KW „Ostrołęka Dla Wszystkich” 64,5%. – Zwycięstwo Łukasza Kulika w drugiej turze nie jest dla mnie żadną niespodzianką. Mieszkańcy byli już zmęczeni polityką prowadzoną przez lokalne struktury PiS – powiedział po wyborach Jakub Frydryk, były członek PiS, kandydat na prezydenta miasta oraz zdobywca mandatu radnego.

Przykład Ostrołęki dowodzi, że nawet przy praktycznie nieistniejącej opozycji spod znaku Platformy PiS nie jest bezkarne i nie będzie rządzić wiecznie. Sukcesy polityczne odnosi się zaś dzięki długiej i ciężkiej pracy, a nie jednorazowym i krótkotrwałym inicjatywom.

Fot. Fb.com/OstrolekaDlaWszystkich

Wydanie: 46/2018

Kategorie: Kraj

Komentarze

  1. Anonim
    Anonim 23 maja, 2019, 22:22

    Panie Woroncow pan to chyba nawet nie wie gdzie jest Ostrołęka. Takich głupot dawno nie czytałem

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy