Liderzy z klapkami na oczach

Liderzy z klapkami na oczach

Jeszcze tylko lanie i zaczynam wakacje. Tak mówi do siebie uczeń wracający do domu po zakończeniu roku szkolnego z marnym świadectwem. Choć on wcale nie będzie miał najgorzej. Bo większość jego rówieśników nawet nie może marzyć o prawdziwych dwumiesięcznych wakacjach i wyjazdach na kolonie czy obozy. A jeśli już, to na krótko. Najczęstsze będą wakacje podwórkowe. Przyczyna od 25 lat nowej Polski taka sama. Brak środków finansowych. Kapitalizm w naszym krajowym wydaniu nie przewiduje dzielenia się kasą na takie fanaberie jak wypoczynek dzieci. Państwo w tej sferze praktycznie abdykowało. Samorządy też. Czy ktoś w ogóle dostrzega związek między zachowaniami kolejnych roczników Polaków a tym, że z problemami zostawiani są sami sobie?
Piszę tu oczywiście nie o dzieciach z rodzin mających dobrą pracę i dobre zarobki, bo te kłopotów materialnych nie mają i na brak atrakcji wakacyjnych nie narzekają. Chodzi mi o tę drugą Polskę. Słabo obecną w mediach, bo przecież bieda nie jest widowiskowa. A i reklamodawców nie napędzi.

Spodziewać się, że nad tą sprawą pochyli się jedna czy druga partia prawicowa, byłoby niewybaczalną naiwnością. Ale że niczego nie ma tu do zaproponowania lewica, to jeszcze jeden dowód, jak jej telewizyjni reprezentanci skarleli moralnie. Jak oderwali się od tradycyjnie liczącego na nich elektoratu. Jak bez sensu goniąc za poparciem przedsiębiorców, obiecują im tyle, że gdyby te obietnice zrealizować, mielibyśmy jeszcze większą bryndzę finansową, choćby w oświacie publicznej.

Można zrobić wiele okrągłych stołów lewicy, ale by coś sensownego mogło z nich wyniknąć, trzeba przede wszystkim powiedzieć sobie, kogo i dlaczego lewica ma reprezentować.
Wszyscy widzą ten problem, poza tymi, którzy niosą sztandar.

Jak długo jeszcze największa partia lewicowa chce uciekać od tych Polaków, dla których tylko lewica może mieć ofertę? Chce, by na nią głosowali, ale nie ma dla nich ani serca, ani propozycji. To nie może dobrze się skończyć.

Wydanie: 26/2015

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy