Listy

Listy

*DLACZEGO MORD W JEDWABNEM BYŁ MOŻLIWY?
Mord na żydowskich mieszkańcach Jedwabnego stał się tematem dnia, ale zarówno w artykułach prasowych, jak i w innych wystąpieniach, brak odniesienia do najbardziej istotnych problemów.
Przede wszystkim brakuje analizy, dlaczego taki mord stał się możliwy. Powoływanie się na udział Żydów w sowieckich władzach okupacyjnych nie wyjaśnia okrucieństwa mordu na dzieciach, kobietach i mężczyznach – w takim małym mieście jak Jedwabne wszyscy się doskonale znali i wiedzieli, co kto robi. Jedwabne wczoraj, polski antysemityzm dziś to przede wszystkim klęska moralnego nauczania Kościoła. Zaangażowanie się polskiego duchowieństwa w podporządkowanie sobie wiernych i zapewnienie dostatku dóbr doczesnych powoduje, że Kościół opiera się na ludziach zainteresowanych głównie pomnażaniem majątku.
Trzeba też powiedzieć, że klimat społeczny, w którym możliwe było Jedwabno w dalszym ciągu w Polsce trwa i nie dotyczy tylko Żydów, ale i Cyganów, Ukraińców, prawosławnych, Murzynów (choćby sprawa traktowania przez “kibiców” naszego najlepszego piłkarza – Olisadebe). Czas zacząć otwartą dyskusję, dlaczego tak jest i co trzeba zrobić, aby Polska wyszła z prymitywnego zaścianka i stała się nowoczesnym narodem, otwartym na świat oraz innych ludzi, niezależnie od ich przekonań i koloru skóry.
Daniel S. Zbytek, Warszawa

*Nie jesteśmy winni holokaustu
Niestety, co pewien czas powraca temat udziału Polaków w holokauście. Każda zbrodnia powinna być osądzona, winni jej popełnienia ukarani, a wszystkie jej aspekty powinny być szeroko i uczciwie wyjaśnione. Dla pełniejszego obrazu należy również zapoznać się z faktami, jakie przedstawiają zwykli ludzie, którzy byli świadkami tamtych zdarzeń. W okresie okupacji mieszkałem i nadal mieszkam w miasteczku zasiedlonym przed wojną również przez ludność żydowską. Pewnej mroźnej, styczniowej nocy do okien naszego domu zapukali zmarznięci i głodni Żydzi. Na ich prośbę mój dziadek zezwolił na noclegi w stajni, gdzie można się było przespać. W każdy wieczór zanosiłem do stajni ciepłe jedzenie. Oczywiście, ryzyko było ogromne. Niemcy poszukiwali ukrywających się Żydów, za ich przechowywanie groziło rozstrzelanie całej rodziny. Pomocy udzielali Polacy na terenie całego kraju, było takich wiele tysięcy. Dwóch mieszkańców Lubaczowa (ojciec i syn) współpracowało z Niemcami w poszukiwaniu Żydów, zwłaszcza tych, którzy ukrywali się w piwnicach zburzonych domów. W roku 1948 zostali schwytani, osądzeni i straceni.
W pierwszych latach powojennych wielu Żydów pełniło wysokie funkcje w aparacie bezpieczeństwa, słynęli ze szczególnego okrucieństwa w czasie przesłuchań żołnierzy AK, podziemia a nawet zupełnie przypadkowych osób. Opisując te zdarzenia, pragnę podkreślić dramat wojny i to, że wywołuje ona najgorsze instynkty u ludzi wszystkich narodowości.
Nie pozwólmy wmówić światu, jak to czynią środowiska żydowskie, że Polacy z Niemcami ponoszą współodpowiedzialność za zbrodnie holokaustu.
Władysław Sochoń, Lubaczów

*Zostali po Armii Andersa
W numerze 3. “Przeglądu” redakcja zamieściła zdjęcie pomnika z cmentarza w Iranie. W latach 70., dzięki uprzejmości naszej ambasady, mieliśmy wraz z kolegą okazję zwiedzić cmentarz polski na peryferiach Teheranu. Chociaż obecny na zdjęciu fragment cmentarza nie przypomina mi jego wyglądu z tamtych lat, zapewne jest to ten sam, który wtedy zwiedzaliśmy. Mogiły, chociaż bardzo zaniedbane i skromne, miały jednak krzyże z niewielkimi tablicami, z których można było odczytać nazwiska polskich kobiet. Było też kilka grobów matek w otoczeniu dwóch małych nagrobków ich dzieci. Naszym przewodnikiem był długoletni kierowca polskiej ambasady, człowiek w starszym już wieku i bardzo dobrze znający język polski. Wg jego objaśnień większość grobów kryje ofiary epidemii cholery, jaka wdarła się do transportów z ewakuującymi się z byłego ZSRR rodzinami żołnierzy gen. Andersa. Przyczyną wybuchu epidemii było niezwykłe wyczerpanie organizmów, brak możliwości utrzymania osobistej higieny, a zwłaszcza brak opieki medycznej. Odnośnie samotnych Polek, jakie pozostały na tamtejszym terenie, warto też wspomnieć, że na obcej ziemi dobrze sobie radziły. Jedna z nich prowadziła nawet w Iranie hodowlę pstrągów. Inna, na terenie Tanzanii, miała hodowlę kur. Dla obrony swojego stada przed atakującymi wężami, umiała skutecznie posługiwać się bronią myśliwską.
M. Duda, Mińsk Mazowiecki

Wydanie: 13/2001

Kategorie: Od czytelników

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy