Lobotomia polityczna

Lobotomia polityczna

Jeszcze nie tak dawno, bo w połowie XX w., psychiatria, lecząc depresje, nerwice, napady agresji i inne zaburzenia psychiczne, proponowała usuwać fragmenty kory mózgowej. Zabieg pieszczotliwie nazywany lobotomią świetnie nadawał się do rozwiązywania problemów z wszelkimi niewygodnymi obywatelami, którzy podważali sens istniejącego ładu. Literackim symbolem lobotomii na niepokornych członkach społeczeństwa stał się McMurphy, bohater książki Kena Keseya „Lot nad kukułczym gniazdem”. Choć jest w pełni normalny i racjonalny (a może właśnie dlatego), system najpierw zamyka go w więzieniu, a później w zakładzie psychiatrycznym. Mimo to w głównym bohaterze nie daje się wytresować pokory i miłości do funkcjonariuszy oficjalnego porządku. Nawet elektrowstrząsy nie pomagają. Co więcej, zaczyna on buntować i zachęcać do nieposłuszeństwa swoje otoczenie. Wtedy pojawia się ostateczne rozwiązanie – lobotomia. I zamiana żywej osoby w wegetującą roślinę, która już nie myśli samodzielnie, a jedynie bełkocze, patrzy w jeden punkt i zachowuje się jak niesamodzielne dziecko skazane na wieczny nadzór funkcjonariuszy instytucji.

Dziś, choć barbarzyński zabieg lobotomii został wycofany z praktyk psychiatrycznych, jest chętnie stosowany w innych wymiarach – w polityce i w środkach masowego przekazu. Mimo że nie używa się dosłownie skalpela, który wycina mózg, efekt jest podobny, na dodatek osiągany na skalę masową – umysłowe otępienie, obojętność i brak szans na samodzielne myślenie.

Noam Chomsky pisze o korporacjach medialnych jako o „fabrykach przyzwolenia” – produkują społeczne przyzwolenie na najbardziej bzdurne projekty polityczne i ekonomiczne. Obecnie nie chodzi już bowiem o poparcie obywateli dla realizowanej polityki, ale właśnie o przyzwolenie (czyli brak oporu oraz bierną i tępą akceptację funkcjonujących mechanizmów systemowych).
Społeczeństwo polskie jest idealną ilustracją działania tego typu praktyk – większość ludzi jest wycofana z życia publicznego i nie orientuje się w skutkach ani w prawdziwych celach polityki realizowanej przez elity władzy. Media pomagają podtrzymać ten stan i nasilają atmosferę zbiorowej nierozumności, obojętności, zagubienia i poczucia, że istniejący porządek jest „bezalternatywny”, tzn. zbiorowej wiary, że już nic nie może się wydarzyć i zmienić na lepsze. Wytwarzane jest poczucie, że lepiej się trzymać status quo, bo mimo mnóstwa błędów, usterek i zwykłej niesprawiedliwości „lepszy znany smród niż nieznane zmiany”. W ten sposób trwa w najlepsze produkcja szarej masy, którą można dowolnie lepić, ugniatać i przesuwać w zależności od koniunktury. Kontrola mózgów na skalę masową odbywa się w sposób automatyczny i seryjny. Bierność narasta. Wycofanie ludzi z wszelkiej aktywności zbiorowej jest najlepszą gwarancją, że interesy władzy nie zostaną naruszone.

Kończąca się kampania prezydencka to z kolei przykład tego, jak kampania polityczna, zamiast budzić i rozszerzać debatę społeczną, nagłaśniać ignorowane na co dzień problemy, aktywizować bierne społeczeństwo, tylko utwierdza ogół obserwatorów w przeświadczeniu, że polskie elity polityczne prezentują poziom kretynów, którzy na dodatek są przekonani, że za pomocą marketingu, reklamy i innych sztuczek bez żadnych konsekwencji mogą manipulować potencjalnymi wyborcami. Po kampanii samorządowej w 2014 r. pojawiły się komentarze, że była to najsłabsza (intelektualnie, politycznie, organizacyjnie i kadrowo) kampania wyborcza po 1989 r. Trudno się nie zgodzić z takimi opiniami. Ale jeszcze trudniej opisać to, z czym mieliśmy do czynienia w ostatnich tygodniach. Gdyby nie działo się to naprawdę, można by tę sytuacje uznać za pewną karykaturę życia politycznego. Być może w odpowiednich okolicznościach byłby to materiał na film instruktażowy o tym, jak nie należy uprawiać polityki lub jak ostatecznie zniechęcić ludzi do sfery publicznej. Ale to wszystko było niby na serio. Poziom debaty być może odpowiadał wyborom do rady powiatu w Pcimiu Dolnym, ale na pewno nie była to dyskusja o strategicznych kierunkach rozwoju kraju w najbliższej dekadzie. A z pewnością była to obraza dla ludzi, którzy próbują samodzielnie myśleć, są zainteresowani rozwojem sytuacji w kraju oraz tym, co dzieje się wokół nas (zarówno na poziomie lokalnym, krajowym, jak i globalnym).

Zbiorowa lobotomia trwa w Polsce w najlepsze. Ja nie mam zamiaru uczestniczyć w tym spektaklu i dołączam do tych, którzy nie zamierzają brać udziału w wyborach prezydenckich. Być może absencja wyborcza będzie tym razem najaktywniejszą formą wyrazu woli społecznej. A podtrzymywanie rytuału wyborczego dla samego rytuału nie ma już sensu. Czas na gruntowne przewietrzenie polskiej polityki.

Wydanie: 19/2015

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy