Lwów nie wierzy politycznej grypie

Rozmowa z Teresą Pakosz, redaktor naczelną Polskiego Radia Lwów

Kandydaci do prezydenckiego fotela na Ukrainie próbują na epidemii ugrać społeczne poparcie

– Ze Lwowa dochodzą katastroficzne doniesienia o szalejącej grypie. Czy pani to potwierdza?
– Potwierdzam, że są pewne objawy zaniepokojenia ludzi tym, co się dzieje. Jest to jednak dalekie od paniki w sensie społecznym czy epidemii w sensie medycznym.

– No to co jest grane na Ukrainie?
– Na Ukrainie mają być w styczniu przyszłego roku wybory prezydenckie, które nie zostaną przesunięte pod żadnym pozorem, jak to niedawno zapowiedziano. Kandydaci są ci sami, co zawsze: Juszczenko, Tymoszenko i Janukowycz. I jak zawsze, żaden nie ma takiego poparcia, aby samodzielnie wygrać. Chodzi więc o przyciągnięcie wyborców jakimiś sposobami. Pokazaniem bohaterstwa w walce z epidemią chociażby.

– Ile ludzi choruje na grypę?
– Mówi się o 600 tys. zachorowań na grypę. Zdaniem lekarzy, to tyle, co w latach ubiegłych. Jest mowa o 91 przypadkach śmiertelnych, w tym 15 spowodowanych grypą kalifornijską, jak się nazywa świńską grypę na Ukrainie.

– Dlaczego kalifornijską?
– Tego nie wiem. Podobno dlatego, że pierwszy przypadek stwierdzono u studenta, który przyleciał z Detroit…

– Ale Detroit leży w stanie Michigan, tysiące kilometrów od Kalifornii.
– No właśnie. To tylko podkreśla kabaretowy charakter zjawiska.

– Czy wiadomo, ile osób choruje na grypę wywołaną wirusem A/H1N1?
– Tego nie wie nikt. Na całej Ukrainie są tylko dwa laboratoria w Kijowie mogące to stwierdzić. One siłą rzeczy nie nadążają z badaniami, a politycy przesadzają z liczbą zachorowań na kalifornijkę. Dlatego postanowiono wysyłać próbki materiału do badań do Londynu.

– Z kolei Wojskowy Instytut Higieny i Epidemiologii w Puławach czeka w pełnej gotowości na te próbki, żeby pomagać sąsiadom.
– Co pan powie? Pierwsze słyszę. Żadna telewizja ani radio, ani gazeta tego nie podawały. Pewnie chodziło o to, żeby badać dalej i dłużej.

– Jak wygląda sytuacja we Lwowie?
– Podano, że choruje co 25. lwowianin, czyli na 840 tys. mieszkańców to ok. 33,5 tys. osób.

– Widać tę epidemię na ulicach?
– Widoczne są akcje propagandowe. Tramwaje dezynfekowane są chlorem. Dużo ludzi słucha zaleceń chodzenia po ulicach w maskach. Ponieważ nie można ich nigdzie dostać, ludzie sami je sobie szyją wedle własnych pomysłów i z czego tam mają. Obraz często jest śmieszny. Wielu lekarzy mówi, że maski mogą być skuteczne jedynie w pomieszczeniach zamkniętych, i jest dalekich od namawiania ludzi, aby je zakładali na ulicę. Z aptek powymiatało wszelkie lekarstwa mające jakiś związek z przeziębieniem czy grypą. Nie ma nawet witaminy C. Częstą reakcją na brak lekarstw jest po prostu zamykanie aptek, co robi jeszcze gorsze wrażenie. Do szpitala trzeba się zgłaszać z własnym ubraniem, pościelą, środkami higienicznymi, ale także z własnymi lekarstwami i strzykawkami.

– Do Lwowa podobno dociera jakaś pomoc z Polski.
– Tak. Podobno przyszło
300 tys. masek z Lublina i Wrocławia, miast zaprzyjaźnionych ze Lwowem. Także chyba kilka respiratorów i jakieś ilości preparatu Tamiflu. Tego specyfiku zresztą nigdzie nie ma. Ma być dostępny tylko w szpitalach, ale nie jest.

– Czy coś z tego dotrze do lwowskich Polaków?
– Nie wiem. Jedyną gwarancją, że z polskiej pomocy skorzystają we Lwowie Polacy, jest kierowanie jej do archidiecezji lwowskiej lub do konsulatu RP.

– Co mówią o epidemii politycy ukraińscy?
– Najbardziej dramatyczne było wystąpienie parlamentarzysty Arsenija Jaceniuka, który przestrzegał, aby nie ulegać panice wywoływanej przez cynicznych graczy politycznych, którzy chcą zawładnąć przerażonym narodem do jakichś swoich celów. Były minister zdrowia Ukrainy mówił, że ta epidemia to jedna wielka lipa i że jest raptem 10% zachorowań więcej niż normalnie, a od kalifornijki umiera – jak dotąd – o wiele mniej ludzi na świecie niż z powodu zwyczajnej grypy sezonowej. Zaleca tradycyjne domowe sposoby leczenia: czosnek, cebulę, gorące mleko z miodem i wygrzewanie się w łóżku.

– To komu ludzie wierzą?
– Po latach doświadczeń z władzą komunistyczną społeczeństwo jest sceptyczne wobec tego, co władza mu opowiada. Mądrość ludzka, ta zwyczajna, codzienna, i tak okaże się silniejsza od manipulacji politycznej. Podczas telewizyjnej dyskusji na temat tego, czy jest pandemia, czy jej nie ma, z udziałem Julii Tymoszenko, gdy jakaś kobieta zaprotestowała przeciwko katastroficznym wizjom pani premier, została po prostu wyłączona. Przykro, że władza traktuje nas jak kupę matołów. Jaka ona jest, każdy widzi.

Wydanie: 45/2009

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy