Magiczny świat Angkoru

Magiczny świat Angkoru

Baśniowa aura dominuje pośród świątyń przewyższających monumentalnością egipskie piramidy i zabytki Majów

Rzeczywistość tego miejsca, przepełnionego magią, pobudza wyobraźnię, a jego majestat zapiera dech w piersiach. Imponujące pozostałości miasta świątyń, stanowiącego przedmiot dumy, a zarazem drogocenny klejnot wielowiekowej świetności Kambodży, przetrwały przez wieki, osłonięte i chronione w ciepłym łonie kambodżańskiej dżungli. Wszystko jest święte i gigantyczne, począwszy od roślinności, a skończywszy na sanktuariach. Panująca wokół cisza pogłębia odczucie, że przeżywa się coś trudnego do opisania. Pełen przepychu Angkor od IX do XIII w. był ośrodkiem największego imperium w Azji Południowowschodniej, które jaśniało blaskiem dorównującym świetności Babilonu. Na ten niezwykły kamienny świat przypuszczają atak konary drzewa kapokowego, przygniatając delikatne krużganki i krusząc ściany kaplic. Równocześnie olbrzymie korzenie Ficus gibbosa dławią ruiny zespołów świątynnych, wciskając się w szczeliny w poszukiwaniu choćby kruszynki ziemi.
W wyniku podboju w 1431 r. przez Syjam Angkor został całkowicie zdewastowany i rozgrabiony. Ówcześni zapomnieli o jego istnieniu. Odkrył go dla zachodniego świata w 1861 r. francuski przyrodnik Henri Mouhot. Gdy ujrzał ruiny metropolii, zanotował w pamiętniku: „Widziane przeze mnie pomniki sztuki budowlanej są gigantycznych rozmiarów i reprezentują wyższy poziom niż wszystkie inne zabytki pozostawione przez starożytnych”. Na powierzchni równej Warszawie były dziesiątki na wpół zagrzebanych w ziemi sanktuariów, buddyjskich klasztorów, ruiny pałaców królewskich i mauzoleów. W następnych dziesięcioleciach wielu malarzy, fotografów i pisarzy wskrzesiło legendę Angkoru.
W pierwszej połowie XX w. francuscy konserwatorzy zabytków przeprowadzili szereg prac mających na celu ochronę starożytnej metropolii i bezcennych przedmiotów sztuki khmerskiej. Niestety, historia Kambodży obfitowała przez wiele lat w burzliwe losy. Powstanie przeciwko francuskim władzom kolonialnym, interwencja wojsk amerykańskich, wojna domowa, Czerwoni Khmerowie Pol Pota, inwazja wietnamska – wszystko to sprawiało, że nikt nie mógł zobaczyć tych imponujących budowli.
W 1986 r. Angkor odwiedziło ponad 500 osób, a w roku ubiegłym już około pół miliona, nie licząc kilkuset tysięcy buddyjskich pielgrzymów, dla których Angkor stanowi miejsce kultu. Restauratorzy przewidują, że za kilka lat do największej atrakcji turystycznej Azji Południowowschodniej przybędzie milion turystów i wtedy staną się oni równie niebezpieczni dla khmerskich skarbów jak w XV w. tajscy najeźdźcy. Po prostu mogą Angkor zadeptać, tak jak egipskie piramidy czy inkaskie Machu Picchu.

Autor jest członkiem Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w Londynie

Wydanie: 19/2006

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy