Mała i duża ojczyzna skrzypka

Mała i duża ojczyzna skrzypka

Zachód chce słuchać polskiej muzyki

Piotr Pławner – (ur. w 1974 r.) należy do najwybitniejszych i najbardziej kreatywnych skrzypków swojej generacji. „Times” pisał o nim: „To wyjątkowy, nieskazitelny talent”, a Yehudi Menuhin nazwał go skrzypkiem o fenomenalnych zdolnościach oraz jednym z najbardziej obiecujących talentów nadchodzącej ery. Naukę gry na skrzypcach rozpoczął w wieku sześciu lat. Na estradzie debiutował w dziewiątym roku życia. Z wyróżnieniem ukończył studia w Akademii Muzycznej w Łodzi. Korzystał też ze stypendiów zagranicznych i Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci, Fundacji Sztuki Dziecka oraz Ministerstwa Kultury i Sztuki. Jest laureatem pierwszej nagrody X Międzynarodowego Konkursu im. Henryka Wieniawskiego. Założył kwartet Subito Ensemble grający polską muzykę kameralną, a od 2006 r. jest pierwszym skrzypkiem szwajcarskiego kwintetu fortepianowego I Salonisti. Gra na skrzypcach Tommasa Balestrieriego z 1769 r.

Czy muzyk może być żarliwym patriotą i z zapałem promować polską twórczość za granicą?

– Jestem przekonany, że promocja polskiej muzyki to mój obowiązek. W ten sposób też pojmuję patriotyzm. Kto inny, jeśli nie artysta, który urodził się w Polsce, potrafi najlepiej zrozumieć energię i charakter polskich utworów? Staram się nie ograniczać do kompozytorów najbardziej znanych. Moją przygodę z muzyką polską rozpocząłem od ulubionego przeze mnie Karola Szymanowskiego, ale z czasem zacząłem odkrywać również mniej znanych twórców. Wielkim przeżyciem dla mnie było światowe prawykonanie I koncertu skrzypcowego Emila Młynarskiego w 2011 r. (po 113 latach od skomponowania tego dzieła!) w Studiu S1 w Warszawie.

Jaką pozycję ma za granicą polska muzyka? Czy to się zmienia w czasie, np. w stosunku do tego, co się dzieje w polityce, w sporcie itd.?

– Polska muzyka charakteryzuje się dużą emocjonalnością, żarliwością i melodyjnością. I to jest aspekt, który zachwyca publiczność w innych krajach, zwłaszcza na zachód od naszych granic. Pozycja naszej muzyki jest niezachwiana. Całe szczęście, polityka nie ma na to wpływu. Często jednak politycy decydują o tym, jakie dotacje otrzymuje dany projekt z muzyką polską. Dlatego my, artyści, jesteśmy w jakimś stopniu zależni od polityków.

Co i kto jest filarem polskiej muzyki w świecie? Czy żałuje pan, że nie jest pianistą chopinistą?

– Nie, nie żałuję, bo skrzypce to najpiękniejszy instrument. Ale czuję się sprowokowany tym pytaniem. Rzeczywiście, gdy zapytamy przeciętnego słuchacza, kto jest najbardziej znanym polskim kompozytorem, usłyszymy odpowiedź: Chopin. To jednak powoli się zmienia. Coraz ważniejsze miejsce w hierarchii polskich twórców zajmują Karol Szymanowski i Grażyna Bacewicz. Inne nazwiska niestety wciąż są za mało znane. Często jestem pytany przez organizatorów zagranicznych, którzy zdecydowali się zaprezentować w moim wykonaniu koncert Mieczysława Karłowicza, dlaczego utwór ten jest tak rzadko wykonywany. To pokazuje, że przed nami jeszcze długa droga. Nasza muzyka powinna być w większym stopniu promowana przez polskie instytucje. Niestety, nie zawsze tak się dzieje.

Czy jeśli proponuje się polskie utwory w zagranicznych instytucjach muzycznych lub firmach nagraniowych, trzeba też dać coś w zamian? Obiecać np. koncert Mendelssohna albo cykl 24 kaprysów Paganiniego?

– Nie, tego się nie praktykuje. Generalnie zagraniczni partnerzy są zainteresowani tym, żeby polski artysta wykonywał polską muzykę. Aczkolwiek nie musi to być regułą. Ja prezentuję obok naszych twórców również twórczość zagraniczną. Ale pierwszą moją myślą podczas rozmów z organizatorami jest proponowanie polskiej spuścizny. Często utworów prawie zapomnianych. Przykładów mogłoby być wiele. Chociażby koncerty Młynarskiego, Karłowicza czy Pendereckiego, a z muzyki kameralnej utwory takich kompozytorów jak Zarzycki, Paderewski czy Statkowski. Jeżeli chodzi o moje nagrania płytowe, to np. komplet dzieł Grażyny Bacewicz na skrzypce i fortepian (dwie płyty) nagrałem dla niemieckiej wytwórni Hänssler, a jej dzieła na skrzypce solo dla Deutschlandradio. Obie firmy były zainteresowane wykonaniem przeze mnie tych konkretnych polskich utworów.

Kto pierwszy zaproponował zestaw koncertów na pana najnowszej płycie, którą wydaje firma Naxos?

– To była oczywiście moja propozycja. Jeżeli chodzi o Grażynę Bacewicz i Aleksandra Tansmana, była to pewnego rodzaju solidarność regionalna. Oboje urodzili się w moim mieście, w Łodzi. To muzyka niesłychanie ekspresjonistyczna. U Tansmana w brzmieniach pomiędzy solistą a orkiestrą pojawiają się wątki amerykańskie. Płytę uzupełniają dwa krótkie, wirtuozowskie utwory śląskiego kompozytora Michała Spisaka oraz wspaniały, nieco bardziej znany szerszej publiczności, koncert skrzypcowy Andrzeja Panufnika.

Strony: 1 2

Wydanie: 28/2016

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy