Marszałek demokracji

Marszałek demokracji

Ignacy Daszyński uważał, że ideały wielkiej przemiany społecznej mogą zostać zrealizowane tylko w państwie narodowym

Prof. Michał Śliwa– rektor Uniwersytetu Pedagogicznego im. KEN w Krakowie, historyk i politolog, badacz historii ruchów socjalistycznych i polskiego parlamentaryzmu, autor prac o socjalistach, m.in. o Ignacym Daszyńskim, Feliksie Perlu, Zygmuncie Żuławskim i Mieczysławie Niedziałkowskim.

Panie rektorze, czym tłumaczyć, że Ignacy Daszyński (1866-1936) nie może się doczekać pomnika w Warszawie, mimo że inni, równie wielcy z tamtego okresu – Piłsudski, Witos czy Dmowski – mają je już dawno?

– Daszyński powinien dołączyć do tej trójki wybitnych Polaków, współtwórców niepodległej Rzeczypospolitej, mających pomniki na Trakcie Królewskim. Absolutnie zasługuje na takie uhonorowanie. Każdy z tej trójki prezentował pewną orientację polityczną i społeczną i to bardzo smutne, że postać tak wielkiego formatu jak Daszyński pomnika nadal nie ma. Sądzę, że przyczyny są jednoznaczne, mianowicie po wojnie i po 1989 r. nigdy nie było pogody dla polskiego ruchu socjalistycznego. Po II wojnie światowej, mimo że PPS współrządziła, była przez dominujące siły polityczne, ludzi PPR, traktowana jako sojusznik niepewny. Dlatego do połowy lat 60. wielu czołowych działaczy tej partii było marginalizowanych. Potem, w latach 70., zaczęto dostrzegać socjalistów, ale głównie w środowiskach naukowych.

W PRL nie chciano specjalnie pokazywać Daszyńskiego, bo trzeba by powiedzieć, że trójka jego dzieci mieszkała na Zachodzie. Do tego syn Feliks, więziony w Starobielsku, został zamordowany w 1940 r. w Charkowie, a córka była sekretarką Tomasza Arciszewskiego, premiera rządu londyńskiego.

– Losy jego dzieci z pewnością musiały wpływać na postrzeganie Daszyńskiego i dlatego, poza ogólnikowymi stwierdzeniami w podręcznikach, nie zajmował on eksponowanego miejsca. Ze swoją wizją demokratycznego i patriotycznego socjalizmu nie przystawał do oficjalnej ideologii komunistycznej, traktującej go jako reformistę i nacjonalistę, niekiedy nawet odgrywającego agenturalną rolę burżuazji w ruchu robotniczym.

A dlaczego był niewygodny po 1989 r. – i w pewnym sensie nadal jest?

– Bo po 1989 r. usunięto albo starano się usunąć wszystko, co się kojarzy z lewicą. Utożsamianie ruchu socjalistycznego z realnym socjalizmem spowodowało, że lewicę niemalże wyrzucono na śmietnik historii, co ma związek z jej słabością, szczególnie w ostatnich latach. SdRP, a potem SLD odmawiano prawa do przeszłości, do związków z PPS, a więc i do Daszyńskiego. Postawienie pomnika, może wreszcie na 150-lecie urodzin, miałoby pierwszorzędne znaczenie w odkłamywaniu naszej przeszłości, zawłaszczonej i kształtowanej przez czynniki prawicowe w stylu solidarystycznym, bogoojczyźnianym. Przypomniałoby ogromne bogactwo i różnorodność polskiego myślenia i działania lewicowego dla sprawy polskiego patriotyzmu i demokratyzmu jako niezbywalnego składnika procesu dziejowego.

Strony: 1 2 3 4 5

Wydanie: 33/2015

Kategorie: Historia

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy