Miasto, które nie pozwala zasnąć

Miasto, które nie pozwala zasnąć

Mieszkańcy Madrytu mają dość hałasu

Korespondencja z Madrytu

Bum! Trzask! Trrr! I znowu. Nieważne, rano czy w nocy. Brzęk rozbijanego szkła, głośny śmiech czy wycie klaksonów zaczyna ci towarzyszyć bez przerwy. Do tego rozmowy, gwizdy i niosące się krzyki.

Wystarczy spędzić kilka dni w Madrycie, aby się przekonać, że miasto żyje w nieustannym hałasie. Kierowcy trąbią bez przerwy o każdej porze. Ciągle słychać policyjne syreny, przyśpieszanie lub hamowanie motocykla, samochody dostawcze rozładowywane o poranku, śmieciarki. Przy takim hałasie trudno zasnąć, odpocząć, zregenerować siły.

Botellón na rogu ulicy

Beatriz Zabala doskonale zna to uczucie. Od 13 lat mieszka w samym centrum, w dzielnicy La Latina. Jej cechą charakterystyczną są wąskie uliczki, urocze, stare budynki i małe placyki. Okolica tętni życiem w dzień i w nocy.

Sześć lat temu przy ulicy, gdzie mieszka Beatriz, otwarto nowy koktajlbar. Powstał w miejscu dawnego sklepu rybnego. Od tego czasu dziewczyna w domu nie może porządnie się wyspać. – Mamy podwójne szyby w oknach, ale to nic nie daje – mówi zrezygnowana. Prawie 30% wszystkich lokali w dzielnicy centralnej rozwija działalność hotelarską lub dyskoteki. – Policja twierdzi, że nic nie może z tym zrobić: nie może zamknąć lokalu ani nie może zmierzyć hałasu, bardzo poważnie rozważam przeprowadzkę do innej dzielnicy – dodaje.

Na taki krok zdecydował się Roberto Majano, który przez niemal 20 lat mieszkał przy ulicy Cava Baja, uchodzącej za jedną z najruchliwszych i najpiękniejszych w całym mieście. – Sprzedałem mieszkanie i przeprowadziłem się kilka ulic dalej. Choć tak naprawdę można stwierdzić, że zostałem ze swojej ulicy wyrzucony. Ta cała turystyka, pijaństwa, krzyki i wymioty to atak na mieszkańców. Odpowiedzialni za ten stan rzeczy są zarówno właściciele knajp, jak i rada miejska, która nie sprawuje kontroli nad przestrzenią publiczną – wskazuje. W ciągu tych 20 lat liczba hoteli i hosteli w okolicy Roberta wzrosła z 20 do ok. 50.

W centrum pełno jest nocnych barów i dyskotek, z których krzyki wylewają się na sąsiednie ulice. Lokalne władze już pięć lat temu próbowały ograniczyć hałas. Odmawiały wydawania licencji na bary i kluby. W połączeniu z podwyższeniem podatku od sprzedaży napojów alkoholowych doprowadziło to do zamknięcia w Madrycie od 60 do 100 nocnych klubów. Jednak nie sprawiło, że miasto ucichło. W Hiszpanii popularne jest botellón, picie z przyjaciółmi alkoholu z butelek na rogach ulic, na placach lub w parkach. – Ten nielegalny, ale kultywowany przez młodych ludzi obyczaj skłonił niektórych mieszkańców do wyprowadzki z głośnych dzielnic – opowiada Antonio Cano-Vindel, psycholog, prezes hiszpańskiego Towarzystwa Badania Lęku i Stresu. Hiszpański dziennik „El Mundo” wskazał jeszcze inne przyczyny nocnego hałasu. Wymienił m.in. prowadzone z reguły przez przybyszów z Dalekiego Wschodu supermercado – sklepiki czynne zazwyczaj całą dobę, oraz zakaz palenia, który wypchnął palaczy na ulicę.

Żyj i pozwól żyć

W całej Hiszpanii prawie 12 mln osób – około jednej czwartej populacji kraju – jest stale narażonych na hałas większy niż dopuszczalny, wynika z raportu Europejskiej Agencji Środowiska. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że hałas jest drugim co do ważności źródłem problemów zdrowotnych, ustępując pod tym względem tylko problemowi z jakością powietrza. WHO zaleca ekspozycję na nie więcej niż średnio 40 dB na noc. Jako główny sprawca hałasu przywoływany jest ruch drogowy, a następnie kolej, lotniska, przemysł i – coraz częściej – życie nocne. Oprócz stresu wysoki poziom hałasu wywołuje upośledzenie funkcji poznawczych, nadciśnienie, choroby układu krążenia, a nawet może się przyczynić do przedwczesnej śmierci. W badaniu opublikowanym w 2016 r. przez „Environmental Research” naukowcy z Instytutu Zdrowia Uniwersytetu Karola III i Autonomicznego Uniwersytetu w Madrycie stwierdzili, że u osób w wieku 65 lat lub starszych jednorazowy wzrost ekspozycji na hałas może spowodować nawet zgon z powodu takich stanów jak zawał mięśnia sercowego, choroba niedokrwienna serca, choroba naczyń mózgowych, zapalenie płuc, przewlekła obturacyjna choroba płuc lub cukrzyca. Organizacja zajmująca się ochroną zdrowia przekonuje, że jeśli człowiek śpi mniej niż osiem godzin, może to prowadzić do zaburzeń umysłowych i sercowo-naczyniowych, zarówno nagłych, jak i przewlekłych. Niektórzy eksperci prawni mówią wprost, że jest to zamach na podstawowe prawa obywateli.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 41/2018, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. East News/Rex Features

Wydanie: 41/2018

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy