Mija rok

Mija rok

Na stronie nekrologów w „Gazecie Wyborczej” obok siebie w czarnych ramkach Henryk Bardijewski i Bohdan Jałowiecki. Jeden pisarz, drugi socjolog miasta, lepiej znałem Bardijewskiego, ale obu znałem na tyle dobrze, że porusza mnie, że są obok siebie i że całe ich życie, też nasza znajomość, mieści się w dwóch prostokątach nieco większych od znaczka. Znajoma rozpacza, jej pies się postarzał zupełnie jak człowiek: zapomina, zatacza się, musi nosić pieluchomajtki. Weterynarz powiedział ze smutkiem: już czas. Ale przecież to jest wielki psi przywilej, którego my, ludzie, nie mamy – usypianie, gdy już czas. Ludzie skazani są na dogorywanie w bólu, w przerażeniu i cierpieniu. I nikt nie powie: już czas. Musisz się wycierpieć do końca. Chce tak Bóg i medycyna. Moja przyjaciółka w Jerozolimie od lat choruje na raka, już po raz drugi w życiu. Za co? Jest taką świetną osobą. Pisze mi, że traktuje raka nie jak wroga, ale jak bezczelnego kumpla. Teraz jej wlazł do mózgu. Tego mózgu, gdzie tyle życzliwości dla ludzi, uczynności, gdzie rodziły się kolejne jej książki i muzyka, bo jest też pianistką.

Pies uśpiony, odchodził w ramionach swojej pani, nazajutrz ona mi pisze: „Jeszcze nadsłuchuję jego kroków, słucham, czy ma problem, by wstać. Zerkam na zegarek, bo trzeba z nim wyjść. Taka cisza. Nawet chrapania mi brak. A może głównie tego. I zimno. To nerwy odpuszczają. Będę za nim tęsknić”. Nastąpiło w naszych czasach zupełne uczłowieczenie psów i kotów. Czemu nie, przecież pies ma inteligencję na poziomie małego dziecka, a dziecko jest człowiekiem. Teraz nawet nadczłowiekiem. Psy są wierne, kochają właścicieli bez granic, psy to anioły, ludziom to się rzadko zdarza. Nasz stosunek do psów i do dzieci, powszechność głębokich uczuć, to coś nowego w historii świata. Proszę mi więc nie mówić, że świat zmienił się na gorsze. Na czym polegała „lepszość” dawnego świata? To zupełna fikcja.

Pisząc tydzień temu o nałogu gier komputerowych, tak powszechnym wśród dzieci – cierpią na to i moje – nie napisałem tego, co dla mnie powinno być najważniejsze, że w efekcie przestają czytać książki. Moi synowie, synowie pisarza, czytają tylko lektury obowiązkowe – i też niechętnie. To odejście całej epoki książki, cywilizacji słowa na rzecz cywilizacji obrazkowej. To nie musi być złe. W końcu epoka powszechnego czytania trwała niezwykle krótko, niewiele wieków temu umiejętność ta była rzadkością. Tu jeszcze jeden czynnik istotny, żyjemy w epoce nadmiaru bodźców. Obraz w ruchu odbiera się naturalnie i mimowolnie, rozumienie słów w książce wymaga skupienia. Nasza cywilizacja to nadmiar bodźców i „rozkupienie”.

Jakiś czas temu pisałem, jak niebywałym skandalem jest, że Orlen, zwany teraz Orwellem, nakazał, by na stacjach benzynowych pisma liberalne stały przysłonięte pismami prawicowymi. Jeździłem wtedy po stacjach, pytałem pracowników, byli przerażeni, niektórzy oburzeni, jakiś chłopak z obsługi powiedział, że to jest bandycka dyktatura. Myślę ciemno, ale nie spodziewałem się, że za kilka lat państwowy, czyli pisowski koncern pod wodzą Daniela Obajtka, generała prezesa, kupi dla PiS wydawnictwo Polska Press. Polityczni nafciarze przejęli więc spółkę, która wydaje 20 z 24 regionalnych dzienników i serwisy internetowe docierające do ponad 17 mln Polaków. To był największy w polskiej sieci dostawca treści informacyjnych i publicystycznych. Pomysł nie jest oryginalny, tak przecież zrobił na Węgrzech Orbán. Szukałem dziennikarzy z tych pism do audycji w Halo Radio. Dziennikarka z „Dziennika Gdańskiego” już na emeryturze, więc nie chce mówić, nie chcą też jej koledzy, którzy pracują w tych pismach, pisze: „Rozmawiałam z kolegami, ale nie decydują się na rozmowę. Koncentrują się na szukaniu pracy”.

Przez gapiostwo biorę paliwo na pobliskim Orlenie. Nigdy więcej, trzeba bojkotować tę stację. Na półce w pierwszych rzędach „Gazeta Polska” woła: „Dostaliśmy szable do obrony naszej suwerenności”, obok „Nasz Dziennik” krzyczy: „Utraciliśmy suwerenność”. Warto by się na coś zdecydować.

Kończy się rok, ładne w nim były tylko cyfry, 2020, a tak był to rok zarazy. A ja ukończyłem 70 lat. To nie jest w obecnych czasach jakiś wielki wyczyn. Ale wydałem bardzo ważną dla mnie książkę, więc dla mnie był to mimo wszystko dobry rok. Żal jednak setek milionów dotkniętych przez pandemię. I to obsuwanie się Polski, obrzydliwość tego spektaklu. Ale był i trwa strajk kobiet, jak bryza od morza.

t.jastrun@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 1/2021

Kategorie: Aktualne, Tomasz Jastrun
Tagi: Orlen, PiS, psy, śmierć

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy