Miłość, miłość w Zakopanem…

Miłość, miłość w Zakopanem…

W Zakopanem niby tłumy, jednak chyba mniej liczne niż zwykle. Górale oczywiście narzekają, że gości mało, ale to już taki rytuał. Narzekają, że mało, nawet gdy wszystkie miejsca w hotelach i pensjonatach zajęte, gdy kwatery przepełnione, przez Krupówki przejść nie można, a na wejście do knajpy trzeba czekać. No to teraz aż takich tłumów nie ma. Krupówkami da się przejść, w knajpach są wolne miejsca. Na to ostatnie złożyły się chyba dwa główne czynniki. Po pierwsze, turystów i wczasowiczów rzeczywiście jest nieco mniej, po drugie – ceny! Ludzie publikują w mediach społecznościowych „paragony grozy”. Faktycznie wieje grozą, gdy poznaje się ceny. Nie tylko w Księstwie Góralskim (które bardziej adekwatnie należałoby nazwać królestwem bezguścia). Tam już są szczególne. Ale jeśli ktoś chce się napatrzyć na czernie, złota, szkło, oscypki czekoladowe, oscypki złote, niech płaci za kawę od 20 zł w górę. Gorzej, że wszędzie, w najmniejszej dziurze, o kilkadziesiąt procent drożej niż przed rokiem.

Zakopane to jednak nie tylko miasto, w którym wszyscy „polewają się szampanem” albo piją kawę za dwie dychy. Czasem komuś potrzebne jest lekarstwo. Znajomy wprawdzie przywiózł ze sobą leki, ale tak się złożyło, że musiał zostać dwa dni dłużej i jeden lek mu się skończył. Akurat ważny, bo przeciwzakrzepowy. Ruszył więc do apteki. Nie miał wprawdzie recepty, ale był przekonany, że lek zostanie mu sprzedany na podstawie tzw. recepty farmaceutycznej. Przypomnę tylko, że zgodnie z Prawem farmaceutycznym (art. 96), jeśli ktoś znajdzie się w sytuacji zagrożenia zdrowia i jest mu niezbędny lek sprzedawany tylko na receptę, taką receptę może wypisać farmaceuta, który ma prawo wykonywania zawodu. W tym trybie nie można jedynie wystawić recepty na leki zawierające środki odurzające lub substancje psychotropowe określone w przepisach o przeciwdziałaniu narkomanii. Nie ulega wątpliwości, że potrzebny lek przeciwzakrzepowy nie zawierał takich substancji. Znajomy ufnie wkroczył do apteki Superpharm przy Krupówkach 45. Powiedział farmaceutce, o co mu chodzi. Ta wybałuszyła oczy, spojrzała na puste opakowanie po leku, które znajomy jej okazał, po czym z miną wyroczni oznajmiła: „To nie jest lekarstwo ratujące życie”. Gdy znajomy nieśmiało powiedział, że przepis mówi nie o zagrożeniu życia, tylko o zagrożeniu dla zdrowia, wezwała do pomocy kolegę. Pan farmaceuta również obejrzał opakowanie i zawyrokował: „To jest zbyt ciężki lek. Na taki panu recepty nie wypiszemy”. Znajomy nie wiedział, co to w farmacji znaczy ciężki lek, a co lekki, tu dyskusji nie podjął, zauważył tylko, że państwo farmaceuci mówią chyba rzeczy sprzeczne. Najwyraźniej dla pani farmaceutki był to lek zbyt lekki, bo nieratujący życia, dla pana farmaceuty zbyt ciężki, aby na niego wystawić receptę farmaceutyczną. Wobec stanowczej, choć sprzecznie uzasadnionej postawy obojga farmaceutów znajomy ruszył w dół Krupówek w poszukiwaniu innej apteki.

Znalazł taką niebawem. Apteka Dr.Max. Znów to samo, ściślej – prawie to samo. Pani farmaceutka jakby pierwszy raz słyszała o recepcie farmaceutycznej. Wezwała do pomocy kierowniczkę. Kierowniczka spod okularów spojrzała z wyższością na mojego znajomego i stwierdziła, że recepty farmaceutycznej nie wystawi, bo taką wystawia się tylko w sytuacji ratowania życia, a wedle jej oceny znajomy wygląda zdrowo. Chłop wylazł w zeszłym tygodniu ze szpitala, ale pani kierowniczka diagnozuje lepiej, w dodatku na oko. Znajomy nie wytrzymał i pokazał tej pani w telefonie stosowny przepis Prawa farmaceutycznego. Odpowiedź była jeszcze bardziej zdumiewająca niż poprzednio: „U nas w sieci te przepisy nie obowiązują. Mamy własne!”. Dalsza rozmowa z kierowniczką (lub kobietą podającą się za kierowniczkę) nie miała sensu. Znajomy się poddał. Choć zbliżał się już piątkowy wieczór, postanowił wrócić do Krakowa.

Na szczęście po drodze wpadł na pomysł, by wstąpić do apteki w Poroninie. Młoda farmaceutka po wysłuchaniu prośby przeprosiła, że to chwilę potrwa i że musi prosić o dowód osobisty, podeszła do komputera, wypisała receptę i wydała lek.

Nie rozważam, czy odmowa sprzedaży tego konkretnego leku w tej konkretnej sytuacji wypełniała znamiona przestępstwa z art. 160 par. 2 Kodeksu karnego, czy nie. Poza sporem jest natomiast to, że farmaceuci w dwóch aptekach w centrum Zakopanego co najmniej nie znają przepisów Prawa farmaceutycznego, nie błyszczą też inteligencją ani nie okazują elementarnej empatii. Brak inteligencji i empatii pewnie można by im darować. Ale nieznajomości prawa regulującego ich codzienne funkcjonowanie darować nie można.

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 31/2022

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy