Mity, legendy i celowe kłamstwa – część I

Mity, legendy i celowe kłamstwa – część I

Fakty z życia Kuklińskiego mogą świadczyć o tym, że zanim rozpoczął współpracę z CIA i BND, pracował dla służb specjalnych PRL

Wokół pułkownika tworzy się wiele legend i mitów odbiegających od rzeczywistości. Wokół jego szpiegowskiej działalności nagromadziło się wiele niedomówień, zwyczajnych kłamstw, pomówień, oskarżeń i oszczerstw wobec ludzi, którzy kiedyś z nim służyli. (…) Zderzenie mitów, legend i zamierzonych kłamstw z nabytą przeze mnie wiedzą i doświadczeniami oraz z relacjami świadków wydarzeń doprowadziło mnie do spostrzeżeń i wniosków, którymi postanowiłem podzielić się z opinią publiczną. (…)
Autorzy mitów i legend o płk. Kuk­lińskim w wielu przypadkach obrażają inteligencję czytelników. W książce zawarłem kilka pytań o charakterze zasadniczym, na które próbuję odpowiedzieć. (…)
Od dziesiątek już lat niektórzy politycy, historycy i publicyści głoszą, że w latach 1972-1981 płk Kukliński przekazał Amerykanom 30, a nawet 40 tys. stron tajnych dokumentów. Ta objętość wciąż rośnie. (…)
Reżyser Pasikowski nie znalazł czasu na rozmowy ze świadkami wydarzeń z drugiej strony, bo „chcąc się dowiedzieć o Kuklińskim czegoś więcej, musiał się zagłębić w lekturze niedawno odtajnionych dokumentów ważących aż tonę (sic!). Z tej lektury wyłonił mu się człowiek niezwykły. Grudzień 1970 r. stał się bezpośrednią przyczyną jego działania, choć samo przygotowanie i podjęcie współpracy z Amerykanami zajęło mu cztery lata”. To zadziwiające, bo wspomniane 35–40 tys. stron dokumentów mogło ważyć nie aż 2 tys., ale ok. 45 kg, a współpracę z CIA Kukliński miał przecież nawiązać nie w 1974, ale w 1972 r. (…)

PRZECIWNICY RYSZARDA KUKLIŃSKIEGO i jego apologetów twierdzą, że przekazywał on przede wszystkim wiedzę o systemie obronnym PRL i Wojsku Polskim, bo chociaż miał dostęp do tajnych dokumentów Związku Radzieckiego i Układu Warszawskiego, to z racji pełnionej funkcji był on ograniczony do minimum. Natomiast z tytułu stanowisk zajmowanych kolejno w Sztabie Generalnym WP Ryszard Kukliński znał doskonale Siły Zbrojne PRL. Czyżby dla CIA wiedza o nich nie była ważna? Czy szpieg Amerykanów umiejscowiony w tak ważnym miejscu, jakim był Zarząd Operacyjny SG WP, mógł pomijać informacje o polskich siłach zbrojnych i ich rozwoju? Czyżby wytrawni agenci amerykańskiego wywiadu nie doceniali roli Polski i WP w UW lub dali się oszukiwać? (…) Co Amerykanom naprawdę przekazywał płk Kukliński, pozostaje tajemnicą CIA, a ta jak zwykle ujawnia to, co chce. Tak np. postąpiono z raportami na temat przygotowania stanu wojennego.
Podczas jednej z dyskusji, w której miałem możliwość brać udział, prof. Jerzy Eisler opowiedział o przygodzie, jaka w kontaktach z CIA spotkała prof. Andrzeja Paczkowskiego. Otóż, gdy ten pracował nad książką na temat ppłk. UB Józefa Światły, wystąpił do CIA o udostępnienie mu materiałów dotyczących opisywanej postaci i jej działalności w Polsce w okresie stalinizmu. Bardzo uprzejmie mu odpisano, że dla historyków dokumenty dotyczące sprawy Światły nie są dostępne i prawdopodobnie nie będą udostępnione nigdy. (…)
Niektórzy polscy politycy i publicyści broniący Kuklińskiego bazują głównie na dokumentach wtórnych, które CIA udostępniła po odpowiedniej selekcji, lub na publikacjach autorów amerykańskich (w tym byłych agentów tej służby specjalnej), którzy publikowali swoje opracowania po nieodłącznej konsultacji, czyli cenzurze CIA. Nie sposób nie dostrzec pewnych podobieństw historii Kuklińskiego z historiami jego poprzedników – Piotra Popowa i Olega Pieńkowskiego, którzy według agentów CIA byli przed nim najlepszymi szpiegami Ameryki. Legenda się utrwala. Nie musi to dziwić chociażby dlatego, że według jednego z prominentnych pracowników CIA na jej rzecz działało wielu agentów i szpiegów, którzy nie otrzymywali medali, ale mimo to trwali na służbie, a ich nagrodą była jedynie satysfakcja i przeświadczenie, że dokonują czegoś wartościowego. Do dziś nie wszyscy wyszli z cienia. Biuro Kontroli Publikacji CIA wciąż sprawdza rękopisy książek pisanych na temat agencji. Mogą się one ukazać, jeżeli nie zgłosi ono zastrzeżeń wynikających z naruszenia przepisów o bezpieczeństwie państwa.
Sam płk Ryszard Kukliński nie uważał, że był najważniejszym szpiegiem CIA. Docenił zasługi innych, nawet anonimowych szpiegów, także tych, którzy w imię pokoju prowadzili działalność agenturalną, zarówno przeciw USA, jak i ZSRR. Oto w listopadzie 1999 r. na uniwersytecie w Teksasie powiedział: „Jestem głęboko przekonany, że mogę reprezentować wielu moich anonimowych towarzyszy, którzy służyli po obydwu stronach frontu. Cieszę się, że nasza długa i ciężka walka przyniosła pokój, wolność i demokrację nie tylko mojemu krajowi, ale także wielu innym narodom” (podkreślenie – F.P.).
Wielu ludzi w Polsce zastanawia się nad tym, dlaczego Kukliński zaczął o sobie mówić dopiero w 1987 r. Czy tak zdecydował nowy szef CIA, William Webster, aby ratować wizerunek CIA nadwyrężony z różnych przyczyn? Dlaczego szersze publikacje na jego temat pojawiły się na Zachodzie dopiero w 1992 r.? A oto i inne pytania, na które wciąż brakuje odpowiedzi:
– Jaka jest prawdziwa wersja życiorysu płk. Kuklińskiego?
– Co naprawdę robił w Warszawie podczas okupacji niemieckiej?
– Jaki rzeczywiście był początek jego współpracy z CIA oraz kto w jej ramach i kim kierował?
– Co mógł wiedzieć o planach wojennych Związku Radzieckiego i Układu Warszawskiego?
– Co wiedział o polskim systemie obronnym i o Wojsku Polskim?
– Co ocaliło świat przed wojną jądrową, a Polskę przed atomową apokalipsą?
– Co wiedział o stanie wojennym i co w tej sprawie pomija się milczeniem?
– Jak to właściwie było z jego ewakuacją na Zachód w listopadzie 1981 r.?
– Czy tylko Kukliński szpiegował w interesie USA?
– Czy działał tylko dla Amerykanów, czy może był agentem wielostronnym?
– Za co od czasu zostania oficerem żył ponad stan odbiegający od standardu życia oficerów zajmujących podobne stanowiska?
– Dlaczego dopiero w 1997 r. umorzono śledztwo w jego sprawie?
– Kto i jak skorzystał na jego działalności szpiegowskiej? (…)

PISARSTWO NA TEMAT płk. Kuklińskiego cechuje relatywizm moralny daleki od obiektywizmu naukowego i manipulowanie faktami z jego życiorysu (jedne się eksponuje, drugie pomija, a jeszcze inne tendencyjnie interpretuje). Zacierane były rzeczywiste motywy jego działania. To wszystko przeniosło się nawet do środowisk szkolnych. Przykładem tego jest „Historia 1956-1997. Podręcznik dla szkół średnich”, wydany w 1998 r. Wojciech Roszkowski i Anna Radziwiłł wyrazili tam przekonanie, że „Kukliński uciekł z Polski, by powiadomić Amerykanów o planach stanu wojennego” (…).
Opowieści o płk. Kuklińskim można bezkrytycznie przyjąć albo chcieć poznać więcej prawdy i szukać faktycznych powodów jego zachowań. W budowanej legendzie tej postaci widać wiele przeciwstawnych interpretacji. W jego życiu były takie okresy, kiedy na materiałach go kompromitujących mógł być skutecznie pozyskany do współpracy przez polskie służby specjalne, a także służby innych państw. Pełnej prawdy o nim pewno nigdy się nie dowiemy. Służby specjalne każdego państwa chronią do końca swoje najważniejsze tajemnice.
Z aktami ludzi uznawanych za bohaterów postępuje się czasem w szczególny sposób. Prof. Tomasz Nałęcz przypomniał np., w jaki sposób radzono sobie ze sprawą akt szpiegowskich marszałka Józefa Piłsudskiego. „Wszystkie papiery komendy lwowskiej i krakowskiej zostały przez piłsudczyków wyczyszczone do ostatniego papierka. Wiemy o tym, bo ocalały austriackie archiwa”. (…)
Mówi się, że życie człowieka można definiować na podstawie wielu epizodów. Każdy człowiek ma jasne oraz ciemne strony. Prowadzący podwójne życie Kukliński też nie był doskonały. Okazało się to po jego dezercji. W poniedziałek 9 listopada 1981 r., miesiąc przed wprowadzeniem stanu wojennego w Polsce w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego panowała niezwykła atmosfera, poruszenie. Do pracy nie przybył płk dypl. Ryszard Kukliński, ważny planista tej operacji, szef jednego z najważniejszych oddziałów Zarządu I – Operacyjnego w Sztabie Generalnym i w Siłach Zbrojnych PRL. Szef Zarządu Operacyjnego gen. Wacław Szklarski wiedział, że Kukliński rzekomo miał jechać w odwiedziny do chorej teściowej w Wałbrzychu. Może nie zdążył wrócić, poczekajmy – mówił. W poniedziałkowe popołudnie do Sztabu Generalnego WP zadzwoniła szwagierka pułkownika. Chciała ustalić, dlaczego nie było go na jakiejś uroczystości rodzinnej w Wałbrzychu. Dzwoniła wcześniej do domu Kuklińskich, ale nikt nie odpowiadał. Zdziwiła się bardzo, słysząc, że miał być właśnie u chorej teściowej w Wałbrzychu. Rodzina nie wiedziała o żadnej słabości starszej pani Christ. (…)
Szef Zarządu Operacyjnego powiadomił Wojskową Służbę Wewnętrzną. Do akcji włączyli się odpowiedni specjaliści i w sposób im tylko wiadomy weszli do mieszkania. Wnętrze wyglądało, jakby domownicy wyszli tylko na chwilę: na stole talerz z jabłkami, przy telefonie w przedpokoju popielniczka z niedopałkami, w salonie „Życie Warszawy” i „Trybuna Ludu” z 7 listopada, w sypialni szklanka z niedopitą kawą, na komodzie wyprasowane koszule męskie. Niemal normalnie… Specjaliści znaleźli jednak i zidentyfikowali szpiegowskie skrytki. Jedna była w łazience na pierwszym piętrze. Po odciągnięciu dwóch elementów obudowy przy suficie nad wanną ukryty był wymyślny schowek, w którym znaleziono futerał na zastrzyki i pojemniki z resztkami jakiejś substancji. Drugą skrytkę odkryto w toalecie na półpiętrze. Po otworzeniu fragmentu podwójnego sufitu znaleziono otwór w bocznej ściance, a w nim resztki czegoś spalonego. Znaleziono i trzeci schowek – urządzony nad umywalką w garażu. Za dwiema deskami, które można było rozchylić, znajdował się pusty otwór.
(…) Kukliński się znalazł, ale… za granicą!!! Popełnił przestępstwo dezercji. Okazał się szpiegiem Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA) Stanów Zjednoczonych. Informację o tym oficerowie SGWP odebrali z niesamowitym zdziwieniem. Jego tajemnicze zniknięcie komentowano najpierw jako tragedię, zamach na życie Kuklińskiego i jego najbliższych. Początkowo o dezercję niewielu go posądzało. Jego najbliższy kolega z Oddziału Szkolenia Operacyjnego, sekretarz klubu jachtowego „Atol” przy Sztabie Generalnym WP, płk Stanisław Radaj, gotów był ryzykować „nawet odcięciem ręki” w obronie tragicznej wersji zdarzenia. Gdy dezercja Kuklińskiego okazała się faktem, oficerowie wyrażali zdumienie, że zrobił to oficer tak hołubiony, faworyzowany, a nawet przeceniany przez przełożonych.
Nieco wcześniej, bo we wrześniu 1981 r. zdezerterował sąsiad płk. Kuklińskiego, pełnomocnik Szefa SG WP do spraw specjalnych, a wcześniej zastępca szefa Zarządu II Wywiadowczego, płk Włodzimierz Ostaszewicz. Ten w 1944 r. walczył w rejonie Bielska Podlaskiego w oddziale partyzantki radzieckiej, noszącym imię bohatera rewolucji październikowej w Rosji Aleksandra Parchomienki. Mówiono, że uważał się za oficera o ponadprzeciętnych zdolnościach, zasługującego na stopień generalski, ale niedocenionego przez przełożonych. Skarżył się na los swego ojca, który według niego „w 1956 r. musiał uciec do ZSRR, bo wśród Polaków – nacjonalistów nie mógł żyć dalej”. (…)

Białe i czarne plamy w życiorysie

W opracowaniach na temat Kuklińskiego mamy do czynienia z jego fałszowanym życiorysem, zwłaszcza z lat wojny i powojennego pobytu we Wrocławiu. Pomija się jego służbę w Międzynarodowej Komisji Nadzoru i Kontroli (MKNiK) w Wietnamie, a eksponuje rzekome nawiązanie kontaktu z agentami CIA dopiero w 1972 r. Zasadne jest pytanie, dlaczego. (…)
Rodzice Ryszarda nie mieli żadnego konkretnego zawodu. Ojciec podejmował się różnych prac fizycznych, pracował w fabryce pilników, był woźnym, a w okresie okupacji handlował drewnem opałowym. 13 maja 1943 r. Stanisław Kukliński został aresztowany przez gestapo i wszelki ślad po nim zaginął. Pojawia się tu wiele wątpliwości. Nie wiadomo, dlaczego dopiero w 1987 r., kiedy Ryszard Kukliński już sześć lat mieszkał w USA, w wywiadzie zamieszczonym w paryskiej „Kulturze” podał, że ojciec przebywał w al. Szucha, a następnie na Pawiaku i w obozie koncentracyjnym Oranienburg-Sachsenhausen, gdzie zginął tuż przed jego wyzwoleniem. Ujawnił też, że ojciec był członkiem Polskiej Partii Socjalistycznej. 20 marca 1950 r., odpowiadając na wiele szczegółowych pytań zadawanych mu podczas przesłuchań na zebraniu partyjnym POP przy 1. Batalionie OSP nr 1 we Wrocławiu (towarzysze: Bernat, Czabański, Dyniewicz, Jabłoński, Kowalski, Kowalczyk, Kubisz, Miszka, Rapacz, Ruda, Rutkowski i inni), nie wspominał o tym.
Kukliński był też zamieszany w zdejmowanie krzyży z sal zajmowanych przez podchorążych. Tłumaczył się, że gdy był pomocnikiem dowódcy plutonu, ci przychodzili do niego i meldowali, że nie chcą krzyży w salach. W tej sprawie Kukliński miał się zwrócić do dowódcy plutonu. Ten miał stwierdzić, że skoro podchorążowie nie chcą krzyży, to niech je zabierze, a potem chciał zwalić winę na niego. Zebranie zakończyło się wydaleniem Kuklińskiego z szeregów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i zarazem z uczelni „za okłamywanie organizacji partyjnej przez podawanie fałszywych i sprzecznych danych”. Nie napisał też o tym w żadnym dokumencie, pomimo że świadczyłoby to na jego korzyść. (…)

PO ARESZTOWANIU OJCA Ryszard Kukliński wyjechał z Warszawy i zamieszkał u wuja Walentego Kuklińskiego w miejscowości Stara Wieś, gmina Stromiec, powiat Radom. Tu powstają kolejne wątpliwości, bo młodociany Kukliński, jako 14-letnie dziecko, należał rzekomo do Armii Krajowej (AK) i walczył w powstaniu warszawskim. Chętnie o tym piszą jego apologeci. Czy było to realne? Czy tak było naprawdę? Kukliński podawał, że w szóstym dniu powstania został wywieziony do Niemiec. W międzyczasie przebywał na wsi. W szkole oficerskiej raz powiadał, że należał do organizacji „Miecz i Pług”, innym razem, że do organizacji „Młot i Sierp”. Używał pseudonimu Bil. Pisał nawet, że trzy tygodnie walczył na froncie. Z tego powodu zaczęły się wspomniane już jego kłopoty w OSP nr 1.
Z opinii uzyskanej w Związku Powstańców Warszawskich (ul. Długa 18 w Warszawie) wynikało, że jeśli Kukliński nie poda swojego kryptonimu i nazwy swojej drużyny (oddziału) oraz kryptonimu dowódcy, to jego uczestnictwa w powstaniu nie da się potwierdzić. Związek nie ma odpowiedniej ewidencji, a weryfikacja jest prowadzona na podstawie relacji świadków. W okresie od 17 do 25 sierpnia 1950 r. na polecenie Komisji Partyjnej Kukliński zebrał oświadczenia od: matki – Anny Kuklińskiej, Stefana Kurka, Aleksandra Rembiszewskiego, Antoniego Wierzbickiego, Walentego Wieteski, Walentego Kuklińskiego, Władysława Górskiego i Jadwigi Płońskiej, poświadczone urzędowo przez różne instytucje.
Ze wszystkich oświadczeń jednoznacznie wynikało, że w okresie okupacji nie należał on do żadnej organizacji podziemnej. Także w zeznaniach przed Okręgową Komisją Partyjną sam Kukliński stwierdził, że do żadnej organizacji nie należał, mimo że chciał. Na dowód tego opowiedział, jak kolega Stanisław Olka zaprowadził go do kapitana straży pożarnej przy ul. Długiej w Warszawie. Kapitan obejrzał go i powiedział, że jest za mały (miał wtedy 11 lat) i że kiedy zajdzie potrzeba, to go powiadomią i przyjmą do organizacji „Miecz i Pług”. Z kolei starszy kolega, Stanisław Kumiński, mieszkający przy ul. Przejazd, obiecał mu, że zapisze go do organizacji „Młot i Sierp”, ale tu też go nie przyjęto. Musiał się zadowolić pomaganiem Kumińskiemu w rozklejaniu ulotek. Warto dodać, że jednym z organizatorów konspiracyjnej organizacji komunistycznej pod tą nazwą w 1940 r. był późniejszy gen. Teodor Kufel. W 1942 r. organizacja ta weszła w skład Polskiej Partii Robotniczej. Po wybuchu powstania warszawskiego walczył w batalionie Czwartaków (dowódca 2. kompanii na Starym Mieście i na Żoliborzu). Po wojnie gen. Kufel był m.in. szefem WSW.
Zastanawiające jest, dlaczego Informacja Wojskowa rzekomą przynależnością Kuklińskiego do organizacji podziemnych zainteresowała się dopiero pod koniec jego nauki w szkole oficerskiej, w 1950 r. Dobrze tam przecież wiedziano, że przywódcy organizacji „Miecz i Pług” kolaborowali z Niemcami.
Benjamin Weiser, autor książki „Ryszard Kukliński. Życie ściśle tajne” (Warszawa 2005), odnotował, że jego rozmówca został wyrzucony z PZPR i ze szkoły oficerskiej za to, że „opowiedział koledze kawał o sowieckich wysiłkach narzucenia Polsce kolektywizacji wsi”. Za opowiadanie kawałów Kukliński miał być aresztowany podczas ćwiczeń, kiedy to kilku sierżantów wymierzyło w niego karabiny i wyprowadziło ze strzelnicy. Weiser napisał, że kolega Kuklińskiego ze szkoły oficerskiej, ppłk Konstanty Staniszewski, wiedział o jego kłopotach z partią i spalił jego akta jako pełne kłamstw. Tenże Staniszewski twierdził, że Kukliński nie lubił kawałów. (…)

PODCHORĄŻY RYSZARD KUKLIŃSKI, skoszarowany w latach 1947-1950 w szkole oficerskiej i otoczony opieką aparatu partyjno-politycznego oraz Informacji Wojskowej, kawałów na temat kolektywizacji wsi na pewno nie mógł opowiadać. Jeżeli zabierał głos na ten temat, to raczej pozytywnie, bo był działaczem młodzieżowym (przewodniczącym batalionowej organizacji ZMP) i aktywistą PPR, a potem PZPR (sekretarzem grupy partyjnej i członkiem egzekutywy POP). (…)
Jak Kukliński znalazł się po wojnie na terenie Dolnego Śląska? Raz twierdził, że z pl. Mirowskiego w Warszawie, przez Wrocław został wywieziony do Berlina (Alexanderplatz). W Niemczech przebywał w Bettlern, Halbau i Leubus (Bielany, Iłowa i Lubiąż – przyp. red.). Wraz z grupą kobiet żydowskich miał być załadowany do pociągu i wieziony nie wiadomo dokąd. (…) Innym razem twierdził, że trafił do obozu koncentracyjnego, bo pobił niemieckich chłopców. Po zwolnieniu przez Armię Radziecką miał rzekomo wrócić do Warszawy. Ponieważ nie było tam warunków do życia, wyjechał do Wroc­ławia znanego mu z okresu wywózki. Czy tak było? Nie wiadomo.
Wydaje się bardziej prawdopodobne, że Kuklińskiego jako młodocianego wywieziono na teren ówczesnych Niemiec wraz z matką. 15-letni Kukliński zamieszkał we Wrocławiu przy ul. Blaszanej 15. Czy sam? Nie wiadomo. Początkowo usiłował się uczyć zawodu ślusarza. Starał się o to w Zakładach Wodociągowo-Kanalizacyjnych i jako datę urodzenia podał 13 czerwca 1927 r. Prawdziwą datę urodzenia, zgodną z metryką (1930 r. – przyp. red.), podał dopiero w życiorysie złożonym w Oficerskiej Szkole Piechoty nr 1. W napisanym oświadczeniu unieważnił poprzednio pisane życiorysy, gdzie jako datę urodzenia podawał 13 czerwca 1927, innym razem 1928 r.
Faktycznie do formacji zmilitaryzowanej, jaką wówczas była Miejska Straż Ochrony Obiektów, został przyjęty jako 15-latek, 17 września 1945 r. Najpierw powierzono mu rolę gońca. Następnie został strażnikiem, wyposażono go w mundur i broń. Warto dodać, że w okresie, kiedy Kukliński służył w Straży Ochrony Obiektów, pracował tam także Paweł Christ. Służył on wcześniej w Wehrmachcie. Jego żona Elżbieta z domu Moris nigdy nie nauczyła się języka polskiego i na co dzień posługiwała się niemieckim. (…)
Różne okoliczności wskazują na to, że w tym czasie, gdy Kukliński pracował w Straży Ochrony Obiektów we Wrocławiu, Służba Bezpieczeństwa i Informacja Wojskowa pozyskiwały tam współpracowników. Nad obiema służbami pieczę sprawowali oficerowie radzieckich służb specjalnych. Od 7 marca do 13 kwietnia 1946 r. Kukliński przebywał w areszcie śledczym we Wrocławiu podejrzany o napad rabunkowy z bronią w ręku. Czy był winny? Do końca nie wiadomo. Niezależnie od tego prawdopodobnie wtedy został zwerbowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Wiadomo, że w takich okolicznościach Służba Bezpieczeństwa często pozyskiwała informatorów. 1 października 1947 r., mając formalnie 19 lat i kilka miesięcy, a faktycznie nieco ponad 17 lat, Ryszard Kukliński znalazł się w Oficerskiej Szkole Piechoty nr 1 (OSP nr 1) we Wroc­ławiu. Wtedy przypuszczalnie Służba Bezpieczeństwa przekazała go Informacji Wojskowej. Warto zauważyć, że do 22 listopada 1947 r. dowódcą OW IV i przewodniczącym Wojewódzkiego Komitetu Bezpieczeństwa we Wrocławiu był radziecki generał polskiego pochodzenia Stanisław Popławski, późniejszy dowódca Wojsk Lądowych i II wiceminister obrony narodowej. (…)
Kukliński znalazł się w szkole po zwolnieniu z aresztu śledczego. Jak już wspomniano, w 1950 r. został oskarżony o przynależność do AK oraz organizacji „Miecz i Pług”, a także „Sierp i Młot”. Decyzją ówczesnego szefa Sztabu Generalnego WP gen. broni Władysława Korczyca 27 lipca 1950 r., a więc niemal po trzech latach nauki został wydalony z uczelni. Nie zaliczono mu trzech lat pobytu w szkole i na początku sierpnia tegoż roku skierowano go do odbycia zasadniczej służby wojskowej w Okręgu Wojskowym IV. Wówczas to nastąpiło wydarzenie bezprecedensowe: jeszcze przed upływem dwóch tygodni od pierwszej decyzji ze Sztabu Generalnego WP do komendanta szkoły przyszło pismo o przywróceniu Kuklińskiego do szkoły. 10 sierpnia tegoż roku został z powrotem przyjęty na zaopatrzenie w szkole. Benjaminowi Weiserowi opowiadał, że był „zesłany” do jednostki wojskowej w Pile na trzy miesiące. Jeżeli tak było, to nie powinien być promowany we wrześniu 1950 r. Powstaje jednak pytanie, jak wydalony ze szkoły oficerskiej został oficerem i skąd nabrał niezwykłych umiejętności systemowego gromadzenia informacji szpiegowskich. Niełatwo na nie odpowiedzieć.
Przetrzebioną teczkę Kuklińskiego odtwarzano w 1958 r., gdy nie istniała już Informacja Wojskowa, a Wojskowa Służba Wewnętrzna (WSW) z Zarządem Kontrwywiadu Wojskowego w jej strukturze organizacyjnej. Zachowały się akta personalne z okresu pracy Kuklińskiego w Straży Ochrony Obiektów we Wrocławiu. Natomiast nie odnaleziono jego podania o przyjęcie do Oficerskiej Szkoły Piechoty nr 1. Nie wiadomo, na czyje polecenie jeszcze w 1992 r. usunięto z akt sądowych dokumenty śledztwa prowadzonego przeciwko niemu z okresu, gdy pracował we wspomnianej Straży Ochrony Obiektów. Na temat tej pracy też nie ma jasności. Kukliński twierdził, że po wojnie zapisał się do Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej (ORMO) i jako członek tej formacji w wieku 16 lat brał udział w referendum ludowym („3 razy tak”), przeprowadzonym przez Krajową Radę Narodową w czerwcu 1946 r. Wtedy to ekipa radzieckich służb specjalnych pod kierownictwem płk. Arona Pałkina, naczelnika wydziału „D” Komitetu (Ministerstwa) Bezpieczeństwa Państwowego ZSRR, zainstalowana w Warszawie, nadzorowała operację fałszowania wyników referendum.

W UZUPEŁNIENIU ŻYCIORYSU płk. Ryszarda Kuklińskiego pomocna jest jego „Karta operacyjna” prowadzona w Zarządzie Kontrwywiadu WSW i upubliczniona niedawno przez dr. Sławomira Cenckiewicza („Na tropie Renegata”, „Uważam Rze Historia”, nr 6/2012). Nikt dotychczas nie podważył autentyczności tego dokumentu. Z „Karty operacyjnej” wynika coś, o czym Ryszard Kukliński nigdy nie wspominał. Chodzi mianowicie o jego trwającą przynajmniej od 1962 r., a więc już po likwidacji Informacji Wojskowej, współpracę z Zarządem Kontrwywiadu Wojskowego. Wtedy był już słuchaczem Akademii Sztabu Generalnego WP w Rembertowie. Współpracę tę utrzymywał jako „osoba zaufana” (OZ). Dobrze się stało, że 21 lutego 1956 r. komisja archiwalna zdecydowała, aby nie niszczyć akt partyjnych Ryszarda Kuklińskiego. Dzięki temu o jego losach w latach 40. i 50. możemy dowiedzieć się więcej i bardziej wiarygodnie niż ze sprzyjających mu niektórych mediów i środowisk. Zachowały się na przykład:
– Protokół przesłuchania Ryszarda Kuklińskiego przez Komisję Partyjną OW nr 4 z 27 kwietnia 1950 r;
– Oświadczenie Ryszarda Kuklińskiego z 5 maja 1950 r. o podawaniu niezgodnie z prawdą niektórych danych ze swego życiorysu;
– Wyciąg z protokołu POP 1. Baonu z 20 marca 1950 r., z którego wynika, że towarzysze jednogłośnie 86 głosami wykluczyli z szeregów PZPR towarzysza Ryszarda Kuklińskiego i że przeciwnych i wstrzymujących się nie było;
– Oświadczenia 11 osób z okresu od 11 do 23 sierpnia 1950 r. znających Ryszarda Kuklińskiego podczas okupacji, zaprzeczających jego przynależności do jakichkolwiek organizacji podziemnych w czasie wojny;
– Protokół Komisji Partyjnej OW IV we Wrocławiu z 25 sierpnia 1950 r.
W wyjaśnieniach dla Komisji Kontroli Partyjnej w 1950 r. Kukliński zeznał, że świadomie kłamał, podając, że urodził się w 1927 r. Do Polskiej Partii Robotniczej wstąpił dobrowolnie 6 stycznia 1946 r. (nr legitymacji 0655929), a nie pod przymusem. Miał wtedy formalnie skończone 18, a praktycznie 16 lat. Wydalenie z PZPR wiązało się wtedy z usunięciem ze szkoły oficerskiej. Do akt jego sprawy kierowanej do szefa SG WP były dołączone dokumenty Informacji Wojskowej. Powrót pchor. Kuklińskiego do szkoły nastąpił zanim Komisja Kontroli Partyjnej przy Okręgu Wojskowym IV, pracująca od 17 sierpnia, podjęła decyzję w jego sprawie (26 sierpnia 1950 r.). Chociaż ukarano go naganą partyjną, ponownie został członkiem PZPR.
Powrotem Kuklińskiego do szkoły oficerskiej zajmował się też dowódca Wojsk Lądowych, II wiceminister ON, wspomniany już gen. Stanisław Popławski. Otrzymał on stosowne pismo w tej sprawie. Przewodniczący Państwowej Komisji Egzaminacyjnej płk Pawluczenkow, podlegający gen. Popławskiemu, dopuścił Kuklińskiego do egzaminów. Zaliczył on wówczas kilka przedmiotów, pozostałe zaś zaliczono mu na podstawie ocen okresowych z III roku nauki. W porozumieniu z płk. Pawluczenkowem komendant szkoły wystąpił z wnioskiem o mianowanie Kuklińskiego na stopień chorążego, tj. pierwszy wówczas stopień oficerski. (…)
Promocja na pierwszy stopień oficerski odbyła się 3 września 1950 r., ale Ryszard Kukliński w niej nie uczestniczył. W Zarządzeniu Prezydenta RP Bolesława Bieruta z 1 września 1950 r. został wymieniony na przedostatnim miejscu, niezgodnie ani z kolejnością alfabetyczną, ani też z lokatą uzyskaną według otrzymanych ocen. Po promocji chor. Kukliński nie został skierowany do dyspozycji oddziału kadr jednego z okręgów wojskowych, jak to było zazwyczaj praktykowane. Rozkazem ówczesnego ministra obrony narodowej marsz. Konstantego Rokossowskiego z 23 września 1950 r. został skierowany do dyspozycji samej centrali – Departamentu Personalnego MON. Stanowisko dowódcy plutonu w 49. pułku piechoty 14. DP w Pile objął dopiero po upływie około dwóch miesięcy. Trudno było ustalić, co Kukliński przez ten czas robił. Według znawców szpiegowskiego rzemiosła wystarczyło to do odbycia krótkiego szkolenia specjalnego w Szkole Informacji Wojskowej w Wesołej koło Warszawy. Zadziwiające jest, że sprawą Kuklińskiego, jednego z wielu podchorążych OSP nr 1, zajmowali się generałowie Korczyc i Popławski, oficerowie wysoko usytuowani w hierarchii służbowej, oddelegowani do Wojska Polskiego z Armii Radzieckiej, bliscy współpracownicy ministra obrony narodowej marsz. Konstantego Rokossowskiego. (…)
Dopiero w maju 1960 r. Kukliński zdał maturę w Liceum Ogólnokształcącym dla pracujących w Kołobrzegu, służąc tam w stopniu kapitana. W listopadzie tegoż roku zwracał się do dowódcy Pomorskiego OW o skierowanie go na studia w Wojskowej Akademii Technicznej na kierunek topografii. W latach 1961-1964 kształcił się jednak w Akademii Sztabu Generalnego WP. Podróżował do Szwecji z oficerami kontrwywiadu, a także w celu sprzedania swojego jachtu.
W listopadzie 1962 r. kpt. Ryszard Kukliński meldował komendantowi ASG WP o nawiązaniu przypadkowo korespondencji z obywatelem Szwecji Kazimierzem Siadakiem, zamieszkałym w Mozga’dskamar Malmen. Zgodnie z zapisem w „Karcie operacyjnej” w tymże roku maskował podróż oficera polskiego kontrwywiadu wojskowego do Szwecji. Eksperci od służb specjalnych uważają, że mogła to być okazja do nawiązania pierwszego kontaktu późniejszego mjr. Ryszarda Kuklińskiego z obcymi służbami specjalnymi, których pełno było na terenie tego kraju. (…)
Podczas studiów w akademii Ryszard Kukliński miał dziwną przygodę. Koledzy opowiadali, że gdy pewnego razu pełnił służbę pomocnika oficera dyżurnego, na jego prośbę oficer dyżurny zwolnił go w celu załat­wienia jakiejś sprawy. Kukliński wrócił z poważnym uszkodzeniem nóg. W 1963 r. kierownik grupy szkoleniowej ppłk dr Bogusław Bidziński wspominał, że Kukliński wyrażał obawę, czy ze względu na niepełną sprawność nóg będzie mógł kontynuować służbę w wojsku. Również w 1964 r. kierownik taktyczny ASG, płk dr Aleksander Cierpicki odnotował, że Kukliński wskutek wypadku nie posiada pełnej sprawności nóg. Leczenie nóg przez Kuklińskiego pamięta także wykładowca ASG WP płk Lucjan Zapała, chociaż nie wiedział, skąd pojawiła się ta konieczność. Na lewą nogę utykał jeszcze wtedy, gdy po raz pierwszy przyleciał do Polski z USA.

STOPIEŃ PODPUŁKOWNIKA także otrzymał nietypowo, bo w czerwcu 1967 r. Na stopień pułkownika został mianowany po kolejnych pięciu latach – w październiku 1972 r. po jego powrocie z pierwszej podróży jachtowej na Zachód.
Będąc młodszym oficerem, Ryszard Kukliński ubiegał się o zatarcie kary nagany partyjnej nałożonej mu przez Komisję Partyjną OW IV we Wrocławiu w sierpniu 1950 r. 4 lutego 1954 r. poparła go Komisja Partyjna JW 3985. Komisja Partyjna przy Zarządzie Politycznym POW (majorowie: Muniak – przewodniczący, Furmanek, Niedzielski, Kawa – członkowie) również wystąpiła o zatarcie kary do Komisji Partyjnej Wojska Polskiego. Kara została zatarta. Jednak już 7 października w tym samym roku Kukliński znowu został pociągnięty do odpowiedzialności przez egzekutywę POP JW 3985 za nadużywanie alkoholu, zagubienie legitymacji partyjnej i wystawianie dokumentów nienależnych danym osobom. Komisja Partyjna Pomorskiego Okręgu Wojskowego 5 listopada 1954 r. ukarała go naganą partyjną z ostrzeżeniem, po czym wydano mu nowy dokument. We wszystkich opiniach podkreślano jednak jego właściwą postawę polityczną i duże zaangażowanie w pracy partyjnej. Jej uhonorowaniem było wybranie go w skład Komitetu Partyjnego IC MON, gdzie pracował m.in. w komisji ideologicznej.
Sławomir Cenckiewicz przypisuje Ryszardowi Kuklińskiemu przyjaźń z gen. Czesławem Kiszczakiem. W nawiązaniu do ucieczki Kuklińskiego płk Stanisław Radaj twierdził, że był on poza podejrzeniami, bo był na „ty” z gen. Kiszczakiem. Warto zauważyć, że Kiszczak w latach 1957-1965 był szefem kontrwywiadu Marynarki Wojennej. W 1967 r. został zastępcą szefa WSW gen. Teodora Kufla i odpowiadał za kontrwywiad wojskowy. Kiedy Kukliński kontynuował podróże jachtowe na Zachód, gen. Kiszczak był szefem Zarządu II – Wywiadu SG WP (1972-1978), a potem szefem WSW (1979-1981). Szefem tej służby w latach 1957-1964 był gen. Aleksander Kokoszyn. Będąc absolwentem kursów NKWD w Smoleńsku, po wojnie służył w organach Informacji Wojskowej. Od grudnia 1948 r. był m.in. szefem Wydziału I Głównego Zarządu tej służby odpowiedzialnego za ochronę kontrwywiadowczą Instytucji Centralnych MON. W 1964 r. zastąpił go gen. Teodor Kufel. Później, w latach 1979-1981, był szefem Polskiej Misji Wojskowej w Berlinie. (…)
Sekwencja zdarzeń, zestawienie różnych faktów z jego życiorysu z dużym prawdopodobieństwem może świadczyć o tym, że zanim rozpoczął współpracę z CIA i BND, był współpracownikiem służb specjalnych PRL. Po dezercji Kuklińskiego nikt z jego przełożonych nie został ukarany. Powtórzmy – w systemie, w którym istniała niemal powszechna podejrzliwość, a czujność była doprowadzona do absurdu, niezrozumiałe jest niewykrycie przez co najmniej 10 lat działalności szpiegowskiej oficera. W innych wypadkach byłoby to nie do pomyślenia. (…)
Istnieją co najmniej dwie hipotezy na temat wywiadu płk. Kuklińskiego zamieszczonego na łamach paryskiej „Kultury” w 1987 r. Według pierwszej z nich jego tak późne odezwanie się było początkiem realizacji pomysłu na ratowanie twarzy CIA po klęskach w 1985 („rok szpiega”) i 1986 r. Według drugiej hipotezy chodziło o ratowanie twarzy Kuklińskiego i CIA, gdy okazało się, że o przygotowaniu stanu wojennego nie zamierzano powiadomić „Solidarności”, mimo że przez szpiega Amerykanie byli o tym informowani na bieżąco. A jak miało do tego dojść?
CIA dała się sprowokować pewnym zabiegiem ówczesnego rzecznika prasowego rządu Jerzego Urbana, który o sprawie Kuklińskiego dowiedział się w 1984 r., dopiero po wyroku skazującym go. Dotąd dezercja pułkownika była owiana tajemnicą. Było to chyba celowe, bo jak wspominał płk Stanisław Całka, 12 listopada 1981 r. szef Sztabu Generalnego WP gen. Florian Siwicki powiedział, że to trudna sprawa i nie należy nadawać jej rozgłosu – „prawdopodobnie uciekł”. Jerzy Urban podejrzewał, że Ameryka wiedziała, iż będzie wprowadzony stan wojenny i nie uprzedziła swoich przyjaciół z „Solidarności”, uznając przypuszczalnie stan wojenny za mniejsze zło niż interwencja radziecka. Zaczął namawiać gen. Jaruzelskiego, żeby to ogłosić, a gdy ten się nie zgodził, sam postanowił sprowokować przeciek. Zaprosił do swego domu korespondenta „New York Timesa” Michaela Kaufmana i powiedział, że ma pewną wiadomość, ale nie może powołać się na jej źródło. Redakcja „New York Timesa” wystraszyła się i tego nie wzięła. Urban zaprosił więc dziennikarza z konkurencyjnego „Washington Post”. Ten na pierwszej stronie opublikował wiadomość o ucieczce Kuklińskiego i o administracji Stanów Zjednoczonych, która na przekazane przez niego wiadomości nie zareagowała.
W oparciu o tekst zamieszczony w „Washington Post” rozpoczęło się nagłaśnianie sprawy Kuklińskiego w Polsce w kontekście niekorzystnym dla niego i dla CIA. (…)

Tytuł i skróty od redakcji

Opublikowany fragment książki Franciszka Puchały, Szpieg CIA w polskim sztabie generalnym. O Ryszardzie Kuklińskim bliżej prawdy (Bellona, Warszawa 2014), jest zaledwie niewielką częścią materiałów zgromadzonych przez autora na temat życia i działalności płk. Ryszarda Kuklińskiego. Drugi fragment w następnym numerze.

Wydanie: 16/2014

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy