Moja chata z kraja

Moja chata z kraja

Najpierw „dobra zmiana” stawała na głowie, żeby Polska z kraju dla przybyszów względnie gościnnego, otwartego i tolerancyjnego zmieniła się w zamkniętą twierdzę. Jeszcze bez murów. Ale i to można sobie wyobrazić, słysząc trwające non stop ujadanie prawicowych polityków i najętych przez nich mediów. Atmosfera nagonki na obcych jest już taka, jakby do naszych granic zbliżały się hordy barbarzyńców, terrorystów i gwałcicieli. Taki jest język władzy. Od prezydenta i premier po ostatni szereg polityków PiS. A także ultrapatriotów i narodowców. Tak rozhuśtali nastroje, że dziś większość Polaków nie chce słyszeć o przyjmowaniu uchodźców. A skoro naród nie chce, to politycy tym bardziej. Rozum i odpowiedzialność nie są cnotami polityków. Jeśli politycy jeszcze czegoś się boją, to wyników sondaży i wystąpień ulicznych. Wiedzą przecież, że mają słaby mandat do sprawowania władzy. Że wystarczy kilka poważniejszych błędów, by suweren ich opuścił. Kampania przeciwko uchodźcom, jaką zorganizowało PiS, jest w grupie błędów największych. Najgłupszych i dla Polski w długim planie najbardziej szkodliwych. Unia Europejska wygrzebie się z kryzysowego dołka. I to szybciej, niż polscy zwolennicy jej rozpadu myślą. A my będziemy musieli bardzo mocno przemyśleć, co takiego z nami się stało, że większość Polaków nie chce przyjąć 7 tys. uchodźców. Że w kobietach i dzieciach Polacy, często nasi sąsiedzi i współpracownicy, widzą tak wielkie zagrożenie, że popierają absurdalnie cyniczne decyzje rządu.

Szczególny powód do refleksji mają ludzie, którzy dobrze myślą o sobie, o swojej wierności zasadom. Bo przecież jeszcze nie trzeba było czynów, czyli realnej pomocy potrzebującym, a podstawowe zasady zostały wyrzucone do kosza.

Ciekaw jestem, jak można pogodzić ostentacyjną pobożność i publiczne wyznania wiary z zatrzaskiwaniem drzwi przed potrzebującymi pomocy. Przed ludźmi, którym zagrażają ludobójstwo, śmierć głodowa czy gwałty. Pokazaliśmy, że nasze syte i bezpieczne społeczeństwo nie ma krzty zrozumienia dla tamtej biedy.

Ma za to bardzo dobre zdanie na temat licznych zalet narodu polskiego. Oczywiście tej jego części, która dziś rządzi. I tylko tej części, bo dla „dobrej zmiany” ci, którzy jej nie popierają, to też obcy. I też trzeba ich będzie jakoś oddzielić od zdrowej części społeczeństwa, która żadnego uchodźcy do Polski nie wpuści. A wszystko oczywiście w imię Chrystusa i Matki Boskiej Królowej Polski. Skądinąd też uchodźców.

Wydanie: 21/2017

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański
Tagi: Polacy, uchodźcy

Komentarze

  1. Stan
    Stan 5 czerwca, 2017, 19:01

    Panie Domanski co sie z Toba stalo ze mieszasz bezzasadnie w glowach Polakow? dot przyjecia emigrantow ze wschodu itp…odpowiedz jest prosta jak cep….obawiaja sie o swoje i swoich dzieci bezpieczenstwa przed zamachami .To jest odpowiedz na twoje dewagacje jak wyzej…..

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy