Mundial po fazie grupowej

Mundial po fazie grupowej

Fot. Nayra Halm/Zuma Press/Forum

Radości starszych panów

W fazie grupowej zrobił nam się mundial trzeciego wieku, zresztą nie tylko za sprawą piłkarzy. Dzień po dniu padały kolejne rekordy – Dick Advocaat, holenderski szkoleniowiec reprezentacji Curaçao, we wrześniu skończy 79 lat i pozostanie najstarszym trenerem, który kiedykolwiek prowadził drużynę na mundialu. Karaibscy nowicjusze urwali punkt Ekwadorowi i zdobyli gola w meczu z Niemcami, co kibice najmniejszego kraju w historii piłkarskich mistrzostw świata (liczba ludności na poziomie Gliwic) uznali za sukces. W dodatku miłośnicy antylskiego likieru wreszcie nauczyli się poprawnie wymawiać nazwę tego kraju, która ku powszechnemu zaskoczeniu wcale nie rymuje się dokładnie z kakao.

Europejscy trenerzy chętnie przerywają emeryturę dla krajów cokolwiek egzotycznych piłkarsko – Belg Hugo Broos wiosną świętował 74. urodziny i futbol wciąż go bawi, Republika Południowej Afryki pod jego wodzą wyszła z drugiego miejsca w grupie, choć przypisać to należy raczej słabości rywali, zwłaszcza naszych południowych sąsiadów. Starszy od Broosa Miroslav Koubek przywiózł na mundial słabiutką kadrę Czech, która z każdym meczem grała gorzej, by na pożegnanie imprezy przegrać trzema golami z Meksykiem. W Afryce odnalazł się także 73-letni Carlos Queiroz, trenerski obieżyświat z Portugalii, który tuż przed mundialem przejął kadrę Ghany. Afrykanie mogli sprawić największy szpryngiel drugiej serii gier grupowych, ale zostali skrzywdzeni przez sędziego, z Anglią uzyskali zatem tylko niespodziewany remis zamiast sensacyjnego zwycięstwa.

O ile życie selekcjonerskie po siedemdziesiątce ma się całkiem nieźle, o tyle życie piłkarskie po czterdziestce nigdy nie miało się tak dobrze. Na tym mundialu wystąpiło co najmniej siedmiu zawodników urodzonych przed czterema dekadami. Cristiano Ronaldo na tle kiepskich Uzbeków wyglądał całkiem żwawo i został najstarszym w historii autorem mundialowego dubletu. Luka Modrić wychodzi na boisko jako kapitan Chorwatów, Edin Džeko powiódł Bośnię i Hercegowinę do zwycięstwa z Katarem i awansu z grupy, do tego występy zaliczyli aż czterej bramkarze w wieku inżyniera Karwowskiego. Manuel Neuer w bramce niemieckiej, Fernando Muslera jako golkiper Urugwaju, Vozinha między słupkami Republiki Zielonego Przylądka i wreszcie Guillermo Ochoa, któremu trener Meksykanów pozwolił zaliczyć występ na szóstym mundialu.

Wszyscy oni jednak są w cieniu młokosa z Argentyny – Leo Messi jest jak bohater „Ciekawego przypadku Benjamina Buttona”, zamiast się starzeć, młodnieje, właśnie skończył 19 lat, nie żadne tam 39, władował pięć goli w dwóch meczach, a powinien siedem, gdyby lekko nie spalił z Algierią i trafił z jedenastki przeciw Austrii. To,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2026, 27/2026

Kategorie: Sport