Na świętym świeczniku

TELEDELIRKA

Osoby publiczne, w tym nawet głowy państw, często są narażone na wyrazy nienawiści, satyrę, parodię czy też naruszenie przestrzeni osobistej poprzez modny w naszym kręgu kulturowym rzut jajem lub tortem. Osobistości potraktowane w ten sposób zniosły spożywczy atak z mniejszym lub większym spokojem, ocierając oblicze albo piorąc marynarkę. Wypadki przy pracy zdarzają się, mimo że ochrona czuwa. Praca dostojnika jest niewdzięczna, więc dodatek za szkodliwe warunki musi być odpowiednio wysoki. Żadna z osób potraktowanych bombą cholesterolową, jaką jest jajo, czy tortem, również na bazie jaj przygotowanym, nie wytoczyła procesu. W tej kwestii istnieje pełna zgodność, czy to prawo, czy to lewo, czy Platforma. Tak dzieje się w państwach demokratycznych. W “totalu” nikt nie rzuciłby jajem. A gdyby nawet rzucił, to tylko raz.
Prócz jajecznych bomb są jajeczne słowa, obrażające głowy i ciała polityków. W angielskim parlamencie na porządku dziennym jest nazywanie siebie wzajemnie po imieniu, czyli na przykład określenie temperamentu lorda poprzez porównanie go do zdechłego barana, a członka Izby Gmin nazwanie zwiędłym, za przeproszeniem uszu szanownej publiczności, kutasem. Zauważmy, że obrazą jest tu podkreślenie braku wigoru parlamentarzysty.
Oprócz pieszczot słowno-jajecznych, jakim poddaje się osoby polityczne, należy również wspomnieć o zdenerwowanych terrorystach z workiem trotylu, wykwalifikowanych rewolwerowcach czy amatorach nożownikach, darzących owe osoby ze świecznika znaczną niechęcią. W tej sprawie, gdy już do naruszenia dojdzie, wszczyna się postępowanie. Karze się jakiegoś łebka, który strzelił, a nigdy nie wiadomo, kto mu za to zapłacił. Bywa i tak, że snajper przepada jak kamień w wodę, a rzecz cała nie znajduje nigdy rozwiązania; jeszcze po półwieczu jesteśmy skazani na spekulacje, w wielu przypadkach mogą upłynąć całe wieki, a historycy wciąż nie znają nazwiska truciciela królowej.
Dla rzeszy wygłodniałych satyryków niewiele jest wdzięczniejszych obiektów niż królowa angielska. Parodiowana na tysiąc sposobów, od perwersyjnych programów typu Monty Python aż po średnio eleganckie dowcipy dotyczące inteligencji królewskiej w brukowcach. Czy z tego powodu wytacza się procesy? Nie, ponieważ proces bywa z reguły śmieszniejszy od dowcipu. Mieliśmy przykład z palantami z “Solidarności”. Nie wiem, jak papuga bronił swego klienta, który nawrzucał osobom z “Solidarności”. Gdybym ja była adwokatem, wciskałabym kit, mówiąc, że mój klient miał na myśli zręczną grę (grało się kiedyś w palanta!), którą ów palant prowadzi na publicznym forum, że bezbłędnie łapie piłkę na kampę, jak się to nazywało w Poznaniu. Każdy widzi, że zwrot: “palanty z “Solidarności”, dopiero po nagłośnieniu i sprawach sądowych wszedł na stałe do języka. I po co im to było?
Niedawno czujna, warszawska prokuratura postawiła zarzut dziennikarzowi “Trybuny” o to, że nazwał papieża “prostackim wikarym”, a jego wypowiedź “niechlujną i bełkotliwą”. Grozi za to do trzech lat pod celą. “Trybuna” podobno już dwa razy za uchybienie grzecznie przeprosiła, ale widać to nie wystarczyło. Papież, mówi prokurator, jest głową obcego państwa, a te słowa są zniewagą watykańskiej głowy. Jak to, nasz papież-Polak, obcym jest? Nasz, krew z krwi, kość z kości polskiej? Czy prokuratura naprawdę nie zdaje sobie sprawy, że podczas procesu wszystkie gazety będą odmieniały na sto sposobów “prostackiego wikarego”, którego mowa jest “niechlujna i bełkotliwa”? Być wikarym, to nie ujma, być prostackim wikarym, to już trochę gorzej. Lecz trzeba pamiętać, że na procesie dziennikarz-bluźnierca będzie się bronił, mówiąc na ten przykład, że porównanie papieża do łupieżu, co zrobiła sama święta głowa watykańskiego państwa, no więc, że to zestawienie na zasadzie czysto werbalnego skojarzenia: papież – łupież, wydało się temu niegrzecznemu pismakowi, przepraszam, że powtórzę, prostackie. Ja akurat uważam tę zbitkę słów za poezję lingwistyczną. Papież, umieszczony na świętym świeczniku jest wszakże poetą, ale komuś innemu mogło się wydawać inaczej. Mowa papieska, bez względu na to, jak się go kocha, jest jaka jest, każdy słyszy. To oczywiście efekt choroby, która wywiązała się po zamachu całkiem nie słownym. A nawet i ten zamachowiec zyskał przebaczenie. Należy sądzić, że Biały Ojciec nie będzie zachwycony prokuratorską gorliwością w sprawie “prostackiego wikarego”.

Wydanie: 13/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy