Naprawiam gospodarkę

Naprawiam gospodarkę

Wiem, co trzeba zrobić i potrafię to zrobić. Nie wiem, czy mi się uda Rozmowa z Markiem Belką, wicepremierem, ministrem finansów – Łatwiej było przejmować kierowanie polską gospodarką, Ministerstwem Finansów po Grzegorzu Kołodce czy po Jarosławie Baucu? – Pytanie jest retoryczne. Wtedy gospodarka była w znakomitym stanie. Paradoksalnie miałem wówczas trudności z realizacją budżetu na rok 1997 z powodu… doskonalej koniunktury. Gospodarka tak wspaniale szła, że banki w ogóle nie były zainteresowane kupowaniem papierów skarbowych. W związku z tym, to może będzie niespodzianką, ciągle wisieliśmy na granicy utraty płynności. Teraz mamy sytuację odmienną. Jest kryzys. Elity: czy wykształcone? Czy moralne? – Czy polskie elity finansowe, ekonomiczne są przygotowane intelektualnie na zderzenie się z takim splotem problemów i kłopotów? Czy ich poziom wykształcenia, umiejętności są na miarę tego, co trzeba zrobić? – Na pewno poziom dyskursu ekonomicznego w Polsce się podniósł. Jesteśmy dzisiaj mądrzejsi. A czy wystarczająco mądrzy? Zobaczymy. – Patrząc z boku, widać że w kontaktach z Zachodem, z wielkimi korporacjami przegrywamy. Że znajdują one cały szereg sposobów – tzw. obejść – by małe pieniądze do Polski wchodziły, a duże wychodziły. By nie płacić podatków, by zdobywać lukratywne kontrakty. – Po pierwsze, to kwestia umiejętności. Tego, czy już umiemy grać na wielkim, międzynarodowym rynku. Ale pytanie jest szersze, bo dotyczy także kwalifikacji moralnych. Muszę powiedzieć, że skala różnych, już nawet nie idiotyzmów, ale przedsięwzięć spod ciemnej gwiazdy, które zastaliśmy, przejmując władzę, jest olbrzymia. To pokazuje, że – być może – intelektualnie byliśmy przygotowani do spotkania z Zachodem. Ale na pewno nie byliśmy przygotowani moralnie. U nas nie ma wykształconego instynktu państwowego. – Jest pan pesymistą? – Jestem optymistą. Gdy mnie panowie pytacie, czy jesteśmy przygotowani do podjęcia dzisiejszych wyzwań, to przecież nie pytacie człowieka z ulicy, tylko przedstawiciela elit. Więc odpowiadam: wiem, co trzeba zrobić i potrafię to zrobić. Nie wiem, czy mi się uda. Ale na pewno wiem, co zrobić. Nasze wybory – Nasz tygodnik w swej masie jest kupowany przez inteligencję, pracowników sfery budżetowej – nauczycieli, służbę zdrowia i administrację. Ta część społeczeństwa w wyborach poparła koalicję SLD-UP. Chcemy porozmawiać o interesach tej grupy. Czy przy konstruowaniu programu miał ją pan przed oczami? – Nie. A w każdym razie – nie tylko. Niedawno w Sejmie doszło do lapsusu popełnionego przez Krzysztofa Janika. Powiedział on, że rząd chce debatować we własnym gronie, bo podejmuje decyzje w interesie elektoratu SLD. To lapsus nie tylko dlatego, że było to niezręczne. To było po prostu nieprawdziwe. Nie było przypadku, w którym miałbym świadomość, że rząd podejmuje jakąś decyzję zgodnie z interesem elektoratu SLD. Z prostego powodu – nie za bardzo umiem go zdefiniować. Bo co to jest? Teraz panowie mówicie – interes nauczycieli, lekarzy… W takim razie, chcąc postępować w interesie nauczycieli, rząd powinien podnieść podatki i tak uzyskane pieniądze przeznaczyć na realizację Karty Nauczyciela. Otóż myślę, że nauczyciele, lekarze, ci wszyscy, którzy głosowali na SLD, przede wszystkim liczyli, że SLD uporządkuje państwo. Bo cóż to za państwo, które rzuca jakiś ochłap tej czy innej grupie zawodowej, a potem bankrutuje? Jak argentyńskie. – Obawy tych grup wiążą się raczej z cięciami. One obawiają się, że tnąc wydatki, rząd zacznie od nich. Bo są to grupy wykształcone, więc łatwiej im wytłumaczyć… Czy reforma finansów publicznych musi być tożsama z głębokimi cięciami? – Jeżeli chodzi o całą sferę finansów publicznych to przestańmy mówić o cięciach jako całości, zacznijmy mówić o zmianie struktury wydatków. – To znaczy, że komuś trzeba zabrać. – Ale i komuś dołożyć. W Polsce jest tak, że jako kraj, w porównaniu z Czechami i Węgrami, wcale nie wydajemy ani za dużo, ani za mało na ochronę zdrowia. Ale wydajemy głupio. – Gorzej od nich? – Nie wiem, czy gorzej, wiem, że głupio. Wydajemy pieniądze w sposób marnotrawny na refundację leków. Z drugiej strony, jest oświata. Tam też wydajemy nieracjonalnie. Wiem, że nauczyciele są niedopłaceni. Ale problem z nimi jest taki, że mamy ich bardzo dużo. I każda regulacja płacowa kosztuje olbrzymie pieniądze, które trudno znaleźć. Czy w związku z tym nie ma w oświacie możliwości ruchu? Są. Mamy na skutek zmian demograficznych za dużo szkół podstawowych. Tylko że likwidacja jednej, choćby najmniejszej prowadzi do protestów. I nie chodzi mi o likwidowanie szkółek w małych wioskach. Na przykład w Łodzi

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 06/2002, 2002

Kategorie: Wywiady