Nasi czy wasi?

Nasi czy wasi?

Każdy może być ministrem. Ale nie każdy powinien

prof. Jolanta Itrich-Drabarek

Czy w Polsce jest służba cywilna?
– Mamy obowiązującą ustawę z 21 listopada 2008 r. o służbie cywilnej, mamy art. 153 konstytucji, który stwierdza, że służbę cywilną powołuje się w celu bezstronnego, politycznie neutralnego, zawodowego i rzetelnego wykonywania zadań państwa. Formalnie więc służba cywilna istnieje. Zresztą w wielu państwach występuje ona w nazewnictwie. W Rosji jest służba cywilna, w Brazylii, w Meksyku… Jest i w Polsce.

A czy to działa?
– Pyta pan, jak powinna działać? U podstaw służby cywilnej leży przekonanie, że rozdzielamy funkcje i zadania tych, którzy pracują w administracji, i tych, którzy tworzą politykę. Czyli oddzielamy wykonawców od kreatorów. Wykonawcami są urzędnicy służby cywilnej, kreatorami politycy.

To nie musi być ślepe narzędzie

Służba cywilna, korpus urzędniczy, to zatem narzędzie w rękach polityków.
– To nie musi być ślepe narzędzie. Dobrze przygotowany urzędnik służby cywilnej może podpowiedzieć politykowi, jakie rozwiązanie jest najlepsze. Nie chodzi o to, żeby narzucał mu swoje zdanie, ale może przedstawić kilka wariantów, do wyboru. Polityk realizuje program przedstawiony w ramach obietnic wyborczych. A dobry urzędnik służby cywilnej może mu podpowiedzieć, jak tego dokonać w możliwie najlepszy sposób w danym momencie.

I co politykom przeszkadza w takim fajnym narzędziu?
– Gdy popatrzymy na historię służby cywilnej w Europie, a za chwilę będzie to już 200 lat, może się okazać, że politykom służba cywilna zawsze przeszkadzała. Generalnie nie rozumieją jej istoty i zasad, poza tym są głęboko przekonani, że wraz ze zdobyciem władzy otwiera się przed nimi możliwość zmian kadrowych. Nieżyjący już prof. Michał Kulesza opowiadał, że w roku 1991 przedstawiał pierwszemu parlamentowi, wybranemu w wyborach powszechnych (głównie znaleźli się w nim działacze Solidarności), projekt ustawy o służbie cywilnej. I co panie posłanki i panowie posłowie na to? „Że nie po to zdobyliśmy władzę, żebyśmy nie mogli wymieniać osób zatrudnionych w administracji. My tu przecież przyszliśmy po to, żeby również zmienić kadry. A służba cywilna będzie nas krępowała”. W związku z tym odrzucono pierwszy projekt ustawy o służbie cywilnej. Nie jest to więc kwestia sztandaru politycznego, każdego polityka służba cywilna uwiera, ponieważ narzuca mu ramy postępowania.

A może te ramy są niesłuszne i dlatego trzeba je rozwalić?
– I co dalej? Nie ma zasad, przychodzimy do władzy, bierzemy naszą ekipę, obsadzamy stanowiska w administracji, wprowadzamy zmiany, jakie chcemy. Po pierwsze – zanim nowa osoba wdroży się w funkcjonowanie danej instytucji, musi czasami minąć rok, czasami pół roku. Czyli marnujemy czas i pieniądze podatników na to, żeby nowego człowieka przygotować do pracy w administracji, nauczyć go, przeszkolić. A potem? A potem go zwalniamy i uczymy kolejnych. Po drugie, jeśli jedynym kryterium przyjęcia do pracy jest wierność partii rządzącej, to jakiego rodzaju profesjonalizmu możemy oczekiwać od tej osoby? Jak w takich warunkach może efektywnie działać administracja?

Fortepian i wirtuoz

Tak jak kierowca z napisem „nauka jazdy”, wypuszczony na miasto.
– W wielu państwach stawia się na doświadczonych i profesjonalnych urzędników. Zamiast zajmować się zmianami personalnymi, realizują projekty, przygotowują nowe, zabiegają o interes państwa na forum np. Unii Europejskiej i innych organizacji międzynarodowych. Przygotowanie kadr do pracy w administracji przekłada się na jakość działania państwa. Belgowie czy Niemcy już od lat mówią, że tania administracja to nieprofesjonalna administracja. Holendrzy mówią o rządzie jako atrakcyjnym pracodawcy. A Chińczycy przypominają, że zła administracja blokuje rozwój gospodarczy, zamiast go przyśpieszać.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 11/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.


Prof. dr hab. Jolanta Itrich-Drabarek – dyrektor Centrum Studiów Samorządu Terytorialnego i Rozwoju Lokalnego Uniwersytetu Warszawskiego. Pracowała w administracji publicznej m.in. jako doradca prezesa Rady Ministrów, wicedyrektor Biura Spraw Społecznych w Kancelarii Prezydenta RP. Członek Rady Służby Cywilnej w latach 2012-2016. Autorka licznych publikacji naukowych dotyczących statusu urzędników w Polsce i w Europie oraz systemów służby cywilnej w UE i na świecie.


Fot. Krzysztof Żuczkowski

Wydanie: 11/2019

Kategorie: Wywiady

Komentarze

  1. Józef Brozowski Żory
    Józef Brozowski Żory 12 marca, 2019, 13:26

    Zacznijmy od tego, że na wstępie Pani Profesor wspomniała o art. 153 konstytucji, ale odnosi się tylko do pierwszego ustępu. Ale tam jest też ust. 2., mówiący kto jest zwierzchnikiem korpusu służby cywilnej. Urzędnik nie jest głupi, mając na uwadze że rodzinę trzeba wyżywić, spłacać raty kredytu, więc: „Dla chleba panie, dla chleba, i wody do ust nabrać trzeba.”

    Moim zdaniem, urzędnik – tak jak sędzia, powinien być niezależny od partyjnego szefa. A Prezes Rady Ministrów w III RP jest tak samo zależny od centrali partyjnej jak to było w PRL-u.

    W III RP trójpodział władzy jest tyko z nazwy, faktycznie jest fikcją. Bo obecnie – tak jak w PRL-u, władza jest jedna i mieści się w tej centrali partyjnej która umieściła najwięcej swoich rąk do głosowania w Sejmie. Naród jest ubezwłasnowolniony, nie może wybierać swoich przedstawicieli do władz, może jedynie głosować na listy partyjne stawiając krzyżyk przy kandydacie wystawionym i zaakceptowanym przez centralę partyjną.

    Albo będzie prawdziwy trójpodział władz a obywatel będzie w pełni upodmiotowiony, albo zostaje ten podział na – ONI to władza, MY to społeczeństwo – i będzie nadal aktualny!

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy