Nie sztuka ugotować, sztuka nazwać

Nie sztuka ugotować, sztuka nazwać

Warszawa 07.12.2016 r. Knajpa : Krol ziemniak. fot.Krzysztof Zuczkowski

Kuchenne rewolucje słownikowe Zmiany w naszym życiu postępują tak szybko, że polszczyzna dawno już przestała za nimi nadążać. W informatyce czy kosmetyce wstawiamy więc angielskie nazwy jak leci, bo na polskie odpowiedniki nie doczekalibyśmy się do końca życia. W gastronomii i kulinariach – odwrotnie. Tu kwitnie upajająca twórczość językowa – na każdym poziomie. Kołduny Breżniewa, Golonka Ericha Nazwać restaurację Stylowa, Relax czy Słoneczna to PRL-owski obciach. Teraz na każdym rogu wyrastają farmy, plantacje, aleje czy fabryki smaku. W nazewnictwie zdarza się tak śmiała twórczość, że Białoszewski z Przybosiem zzielenieliby z zazdrości. Klientów zapraszają: Bydło i Powidło, Król Ziemniak, Chwast Food, To Tu Chińska Pierogarnia, Cho No Tu (sieć wschodnich barów), Nasza Pasza, Kura do Biura, Burger Chata, Władca Burgerów czy Pizza na Wypasie. Nazewnictwo śmiało podąża też za bieżącą polityką, więc w swoje podwoje zapraszają: PoPis Władzy, Kaprys Prezesa, Madrycka Samolotowa, Pizza i Przyjaciele, Agent Tomek, Stażystka w Białym Domu, Pizza na Podsłuchu, PaliOsioł, Pizza Nie chcę, ale muszę. Wzięciem cieszy się też nazewnicza swojszczyzna: Tanie Szamanie, Zdrowa Krowa, Tanio, ale dobrze, Todojutra, Kali zjeść krowa, ewentualnie Planeta Kotleta. Jeżeli lokale nazwą i wystrojem nawiązują do PRL, to częstują śledziem i popitką, która nazywa się Z wódką mu do twarzy. Z kolei Dobro narodu to tatar z polędwicy wołowej, Przodowniczka oznacza krem serowy z papilotem, a pod nazwą Spod sierpa i młota kryje się roladka wieprzowa. Poza tym w karcie można znaleźć takie nazwy, jak Porucznik MO, Klub sportowy Tęcza, Świńska rura nie miś, Na granicy z wopistą czy Więzienna wpadka. W tym segmencie nazewnictwo wychodzi także poza rodzime opłotki i śmiało sięga po dorobek Układu Warszawskiego i RWPG. Menu poleca więc: Kołduny Breżniewa, Piwną deskę Gustawa Husaka, Golonkę Ericha czy tort be­zowy Gwiazda Fidela. Sporadycznie zdarzają się akcenty klerykalne: a to Kotlety papieskie w Wadowicach (ale tam wszystko jest papieskie), a to Grzech ojca dyrektora. Karuzela zup polskich Karierę robi staropolszczyzna, z rzeczownikiem jadło na czele. Mamy więc jadła: chłopskie, tutejsze, swojskie, góralskie czy śląskie. W ślad za tym postępuje ludowe nazewnictwo dań: Bydło w szkodzie (wołowina z sałatką warzywną), Wół na pastwisku (jeżeli chudoba jest na właściwym miejscu), Cielę na gościnnych występach, Byczek pod kołderką czy Prosiak na wypasie. Dalej następują: Schab sołtysa, Schab od dziedzica, Szynka plebana, Szynka zza stodoły, Kiszka od chłopa. I jeszcze: Pierogowe michy, Kurka po gospodarsku, Jadło Maryny, Wóz Drzymały albo Ześwinione kurki. Bywają konsumenci nastrojeni patriotycznie. Im serwuje się Karuzelę zup polskich, Kaczkę bardzo po polsku, Tatara po polsku z polędwicy z wiejskim żółtkiem na bogato, Polskiego wędzonego łososia z czerwonym kawiorem, ewentualnie Pół kurczaka po polsku wypełnionego chałką. Choć polskość tego ostatniego dania jest nieco podejrzana. W różnych regionach kraju natknęliśmy się w lokalach na potrawy, które wymykają się wszelkim klasyfikacjom, jako to: Cycki murzynki, Kurczę blade, Śmietnik leśniczego (w okolicach podmiejskich występuje mutacja Śmietnik działkowca), Zezowate szczęście, Szybki Bolek, Augustowskie noce, Pocałunek wdowy, Piruet bez wstawania z fotela czy Przegląd tygodnia. Inwencja wydaje się nie znać tutaj żadnych ograniczeń: Świeże zlewki, Kaczka osłupiająca, Portfel dzianego jelenia, Bursztynowy rosół uperfumowany knedlami cielęcymi, Trzy noce marynowane w burgundzie, Turbot na zielonej łące z puchem wschodnim. Halibut rozpostarty na łożu Oferta gastronomiczna nazywana bywa karmą, paszą, deską, żłobem, ewentualnie korytem. Koryto – jeśli skromniejsze – występuje pod nazwą korytka relaksującego. Podział obiadu na pierwsze, drugie danie i deser to już jakiś Biskupin. Teraz posiłek dzieli się – przykładowo – na uwerturę, sonatę paprykową, preludium drobiowe i symfonię ziemniaczaną. Nie darmo czytamy w menu: „Jeżeli nazwy potraw są miłą muzyką dla uszu, ich smak okaże się symfonią dla podniebienia”. Stosowany tu bywa też klucz miłosny. Najpierw podają więc Flirt, czyli przystawki, potem Pragnienie, czyli zupę, następnie Namiętność (sałatki), wreszcie Pożądanie, czyli drugie danie. Ogromne postępy poczyniliśmy w sztuce pozycjonowania składników potrawy. Pstrąg bywa „otoczony wykwintnym warzywem”. Kaczkę

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2016, 52/2016

Kategorie: Obserwacje