Muszę wrócić do luksusowego Wróblewa. Powinienem przewidzieć, że luksus tego miejsca może pobudzić zazdrość niektórych czytelników i oburzenie, że mnie na to było stać. Wyjaśniam, że taki był kaprys właściciela, by mnie było na to stać. Zdarza się. Na Szwajcarię też nie byłoby mnie stać, gdybyśmy nie zamieszkali w domu naszej przyjaciółki. Pragnę tym wyjaśnieniem pocieszyć niektórych czytelników moich felietonów. Jedziemy na tym samym wózku, nawet eleganckim, ale ciągniętym przez zabiedzoną szkapę.
Anna Siewierska, politolożka, którą poznałem w Wejherowie, fajna osoba, pisze o PiS: „Manichejski obraz świata – dobro i zło, cywilizacja chrześcijańska i barbarzyńcy »poza kulturą«, polityka godności i »obrzydliwcy«. Ruszyła kampania wyborcza, w której PiS już nawet nie udaje, że ma politycznych przeciwników – ma wrogów, których trzeba pokonać i zniszczyć. Podstawowa emocja to, jak zwykle, strach. Ale jest też coś nowego – wstręt – Tusk i jego ludzie mają wzbudzać obrzydzenie, mają się kojarzyć ze zwyrodnialcem z Kłodzka, z psychopatycznym szefem prosektorium w Warszawie, ze zbezczeszczonymi zwłokami starca ze Szpitala Południowego i upokorzoną staruszką czekającą wiele godzin na operację wyrostka. Czyjś ojciec i czyjaś matka. Te emocje będą








