Niebezpieczne nadmuchiwanie balonów

Niebezpieczne nadmuchiwanie balonów

Półtora wieku temu markiz de Custine, znowu sławny, pisał, że „gazety, te zwodnicze echa opinii publicznej, chcąc za wszelką cenę utrzymać przy sobie czytelników, popychają do przewrotu, choćby po to, by mieć coś do opowiadania jeszcze przez miesiąc”. Społeczeństwo – przestrzegał – zmarnieje, jeśli zaufa słowom pozbawionym sensu. Tyle się zmieniło, że gazety nie igrają już z wielkimi i niebezpiecznymi tematami jak walki klasowe, na przykład. Szukają sensacji i skandali jałowych, które opisane we wszystkich szczegółach i potępione wrócą za rok lub za parę miesięcy w niezmienionej postaci, w innym albo i tym samym miejscu. Prasa rozdymała skandale wszczęte prawie równocześnie przeciw prezydentom Clintonowi i Chiracowi, premierowi Brlusconiemu, byłemu kanclerzowi Kohlowi i innym politykom, tak iż wydawało się, że demokracje zachodnie, w przeciwieństwie do Chin, Korei Północnej i Kuby, znalazły się we władzy oszustów.
Watergate było aferą rozdętą przez prasę i głównie na jej użytek, kosztem prestiżu Stanów Zjednoczonych. Za pomocą kłamliwej interpretacji, gdy afera osiągnęła apogeum, zaczęto przedstawiać ją jako dowód wysokich standardów moralnych stawianych politykom w Ameryce i świetlany wzór uczciwości i skrupulatności procedury sądowniczej, a także świadectwo siły instytucji demokratycznych. W rzeczywistości wpływowe w mediach kręgi liberalne poprzysięgły zemstę za upokorzenie, jakie je spotkało, gdy konserwatywny, pogardzany Nixon zdobył miażdżącą przewagę w wyborach nad ich kandydatem. Wcale nie o to chodziło, żeby udowodnić mu jakąś winę, lecz żeby nawzajem upokorzyć go i zmusić do ustąpienia.
Mąciciele partyjni nieustannie szukają sposobności, aby odegrać polską komedię Watergate, a prasa nie chce dać się wyprzedzić. I wydaje się jednym i drugim, że właśnie okazja się nastręczyła. Czyn zagrożony karą najwyżej trzech lat więzienia wystarczył, aby powołać specjalną sejmową Komisję Śledczą, o jakiej nikt nie wspomniał, gdy chodziło o decyzje przynoszące gospodarce narodowej wielomiliardowe i niepowetowane straty. Ta komisja powstała z inicjatywy opozycji i PSL-u, którego nigdy nie zabraknie, gdy do zrobienia jest coś niemądrego. Sojusz Lewicy Demokratycznej z właściwą sobie ostrożnością przystąpił do dzieła, które w zamyśle inicjatorów miało mu zaszkodzić. Po co? Dlaczego? Aby nie powiedziano, że się sprzeciwia, bo ma coś do ukrycia. Bardzo wiele rzeczy robi lewica tylko dlatego, żeby przeciwnicy nie mogli czegoś powiedzieć. Ale oni mówią, co chcą, niezależnie od tego, co lewica robi. Mowa, mowa, słowa, słowa – z tego głównie składa się polityka demokratyczna. W mediach ten wygrywa, kto lepiej umie mówić. Na szczęście są jeszcze wybory.
Jeżeli śledztwa komisji sejmowej nie uda się wykorzystać przeciw premierowi i SLD, to reprezentanci opozycji powiedzą, że komisja jest niewiarygodna i wystąpią z niej z wielkim hałasem. Przedstawiciel Platformy pośpieszył się z ujawnieniem tej taktyki. To także tylko słowa.
W rzeczywistości niewiele się stało. Lew Rywin zaproponował płatną protekcję, oferta nie została przyjęta. Niektórym wystarczyło tego, by podejrzewać, że ktoś chciałby tworzyć nowy ośrodek medialny i wymyślił sobie dowcipnie, że zrobi to częściowo za pieniądze już istniejącej i najgroźniejszej konkurencji. Sprawa była w sam raz dla dociekliwego reportera i może dla prokuratora niższej rangi.
Można także potraktować wydarzenie jako przypadkowe otwarcie się lufcika, przez który dałoby się zajrzeć za kulisy procesu ustawodawczego. Jeżeli sprzedajność jest tak powszechna, jak sądzi ogół, to pewnie ma miejsce i tam, co by świadczyło, że państwo stacza się w bagno. Warto by to wszystko wyświetlić, wyjawić i władzę ustawodawczą uzdrowić. Komu jednak można zaufać, że dojdzie prawdy i zechce ją ogłosić? Z pewnością nie partiom i nie ich zdemoralizowanym politycznie działaczom, dla których interesujące jest tylko to, co umacnia ich osobistą pozycję i szkodzi partii rządzącej. Liderzy partii opozycyjnych występujący w Sejmie i mediach nie pozostawili od początku wątpliwości co do tego, że żadna prawda, żaden obiektywny stan rzeczy ich nie interesuje. Albo komisja kopie dołki pod premierem, czego sobie życzymy, albo dezawuujemy ją. I wcale się naszego cynizmu nie wstydzimy.
Dlaczego media nie stawiają w centrum uwagi faktów mających pierwszorzędne znaczenie dla teraźniejszości i przyszłości kraju? A czy kto kiedy słyszał, żeby plotkarki i plotkarze przekazywali sobie wiadomości na temat udziału Polski w międzynarodowej wymianie towarów? Dlaczego media nie odpowiadają na pytanie, na czym polega ważność takiej czy innej sprawy, o której trąbią miesiącami? A czy plotkarki i plotkarze wyjaśniali kiedy, dlaczego zajmuje ich kwestia, kto jest ojcem nieślubnego dziecka? Media to wykorzystywanie najgenialniejszych wynalazków do uprawiania plotkarstwa na gigantyczną skalę. Nie jest żadnym dla nich usprawiedliwieniem, że tylko w ten sposób mogą zarobić dużo pieniędzy. Nie po to geniusze wynaleźli radio, telewizję, Internet i komputery, żeby medialne spółki giełdowe mogły bogacić się na eksploatowaniu plotkarskiej natury człowieka. A jednak eksploatują, bogacą się i głoszą, że uzdrawiają politykę z korupcji.

 

Wydanie: 4/2003

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy