(Nie)dobra akcja

(Nie)dobra akcja

– Policyjne działania w Magdalence była fatalnie przygotowana – twierdzą ministerialni eksperci. – Przeprowadzono ją optymalnie – nie daje za wygraną rzecznik KGP

Choć strzały w podwarszawskiej Magdalence dawno umilkły, nie cichną krytyczne opinie pod adresem Komendy Głównej i Komendy Stołecznej Policji – organizatorów operacji zatrzymania bandytów. Zginął w niej antyterrorysta, drugi zmarł w szpitalu, a 16 policjantów zostało rannych. Ostatnio temperaturę publicznej debaty na temat akcji podgrzał raport specjalnej komisji powołanej do zbadania przebiegu i okoliczności wydarzeń w Magdalence. Policyjni eksperci, działający z polecenia szefa MSWiA, Krzysztofa Janika, nie mają wątpliwości – operacja, której celem miało być zatrzymanie dwóch niezwykle groźnych, znakomicie wyszkolonych i uzbrojonych po zęby przestępców, została fatalnie przygotowana, a w konsekwencji źle przeprowadzona.

Ledwie oświadczenie

Było źle, czyli… dobrze – zdają się od początku myśleć w KGP. I zdania nie zmieniają. 6 marca, kilka godzin po strzelaninie, zorganizowano konferencję prasową, w trakcie której padły zapewnienia o profesjonalnym przygotowaniu policji do akcji. Natomiast 17 marca, gdy był już gotowy ministerialny raport, KGP przez cały dzień zwlekała z jego ujawnieniem. Ostatecznie zrezygnowano z konferencji prasowej, poprzestając na krótkim oświadczeniu Sławomira Cisowskiego, rzecznika komendanta głównego. Brzmiało ono: – Raport nie zmienia naszej opinii na temat działań podjętych w Magdalence. Akcję przeprowadzono optymalnie…
Ujawnione treści to tylko część raportu – wersję dla prasy pozbawiono danych, które mogłyby zdradzić metody działania oraz kontakty operacyjne policji. Jednak nawet ten okrojony dokument nie pozostawia cienia wątpliwości co do konkluzji jego autorów. Ujawniają oni m.in. zły przepływ informacji między uczestnikami operacji. Szeregowi antyterroryści nie wiedzieli na przykład, kim są bandyci (w sytuacji gdy jeden z nich był wyszkolonym przez KGB zabójcą) oraz jaką bronią dysponują. Nikt z KSP nie pofatygował się, by do antyterrorystów dotarła informacja o zamachu bombowym, jakiego kilka dni wcześniej dopuścił się jeden z bandytów, Igor Pikus. Policjanci nieświadomi pirotechnicznych talentów Pikusa weszli w pułapki, powodując detonacje bomb domowej roboty.

Błędy niewybaczalne

– Kolejny zarzut dotyczy fatalnego rozpoznania topografii posesji, na której schronili się bandyci – mówi oficer policji, niegdyś żołnierz wojskowych jednostek specjalnych. – Dla przykładu, biorącym udział w szturmie powiedziano o kamiennym murku – w razie konieczności, można by się było za nim schronić. Mur okazał się zwyczajną siatką, przez którą kule świstały bez trudu. Nie zabezpieczono też pomocy medycznej i nie ułożono planów awaryjnych. To niewybaczalne błędy, w wyniku których antyterroryści leżeli pod ogniem bandytów, nie bardzo wiedząc, co dalej robić. A ranni wykrwawiali się, w oczekiwaniu na przyjazd ambulansów.
Raport ekspertów kończą wnioski, których przyjęcie ma zapobiec powtórzeniu się tragedii z Magdalenki. Jeden z nich mówi o konieczności wprowadzenia odpowiednich procedur w zakresie opieki medycznej. Zdaniem mojego rozmówcy, rzecz nie tylko w tym, by jeszcze przed rozpoczęciem podobnych operacji pojawiały się ambulanse czy śmigłowce ratownictwa medycznego. Chodzi również o współpracę z najbliższymi szpitalami. W innym wniosku mowa jest o konieczności przeglądu uzbrojenia policji pod kątem jego przydatności. Zdaniem specjalistów, w Magdalence zabrakło na przykład wielkokalibrowych karabinów wystrzeliwujących pociski zdolne przebijać ściany.

Gładkie słówka

– Nie te wnioski są w raporcie najważniejsze – twierdzi rozmówca pragnący zachować anonimowość. – Według ekspertów, są powody – jak to ujęto – „do wprowadzenia regulacji prawnych uwzględniających postępowanie ze szczególnie niebezpiecznymi sprawcami zbrodni”. Chodzi o uprawienia, jakimi w tej chwili dysponuje armia. W operacjach wojskowych przeciwnika się eliminuje, co w większości przypadków oznacza jego zabicie. Inaczej jest z siłami policyjnymi. Ich zadaniem jest pojmanie przestępcy, tak by możliwe było postawienie go przed sądem – nawet gdy stawia opór. W wyjątkowych sytuacjach ta reguła powinna być zawieszona. W Magdalence należało zabić bandytów. Kiedy? Po pierwszej wymianie ognia i obrzuceniu policjantów granatami.
Raport ma również konsekwencje personalne. Komendant główny zadecydował, by wszczęto postępowania dyscyplinarne wobec czterech osób odpowiedzialnych za zorganizowanie operacji (jak to się ma do jej „optymalnie prawidłowego” przebiegu?). Na liście są: Jan Pol, zastępca komendanta stołecznego, Grażyna Biskupska, naczelnik wydziału do walki z terrorem kryminalnym KSP, jej zastępca Andrzej Kawczyński oraz Kuba Jałoszyński, naczelnik zarządu bojowego Centralnego Biura Śledczego.
Wyraźnie przestraszona Grażyna Biskupska odmówiła nam wszelkich komentarzy. – Raportu nie otrzymałam – przyznała dzień po jego upublicznieniu. – Treść tego dokumentu znam z prasy. Podobnie twierdzi nieco bardziej rozmowny Jan Pol: – Ponieśliśmy straty, duże straty. To przykre. Ale nikt naszych chłopaków na celową śmierć nie wysyłał, o czym wszyscy zdają się teraz zapominać. Moje zdanie pozostaje niezmienione – przeprowadziliśmy dobrą akcję…

 

Wydanie: 13/2003

Kategorie: Kraj
Tagi: Marcin Kulpa

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy