Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Szampan dla każdego! Od kilku tygodni, za sprawą jednej decyzji ministra, kilkunastu urzędników tryska dobrym humorem. Decyzja jest z pozoru banalna – dyrektor Departamentu Dyplomacji Kulturalnej, Rafał Wiśniewski, pojedzie na Węgry, na stanowisko ambasadora. A ile w tej prostocie przemyślności…
Kariera Wiśniewskiego w MSZ rozpoczęła się w czasach Skubiszewskiego. Potem kierował Instytutem Polskim w Budapeszcie, później był naczelnikiem wydziału. W górę wyskoczył wraz z tzw. reformą ministerstwa, czyli podziałem na kilkadziesiąt departamentów. W jej wyniku dawny DPI podzielony został na trzy departamenty – Promocji, Systemu Informacji oraz Polityki Kulturalno-Naukowej. A do ich “koordynowania” wymyślono czwarty departament – Dyplomacji Kulturalnej. Na jego czele stanął właśnie Rafał Wiśniewski, a jako personel otrzymał asystentkę i sekretarkę. Kierowanie dwiema paniami nie wyczerpywało ambicji Wiśniewskiego, osoby trzydziestoparoletniej, więc wziął się on za koordynowanie nominalnie podległych mu komórek. Dyrektorzy trzech departamentów musieli się codziennie rano meldować u niego w gabinecie, opowiadać, co robią i słuchać apodyktycznych poleceń. Potem Wiśniewski zaczął wydawać polecenia pracownikom podległych sobie departamentów, z pominięciem ich dyrektorów. Czym potęgował bałagan. To wszystko zresztą stało się przyczyną odejścia z MSZ dyrektora Departamentu Polityki Kulturalno-Naukowej, Ryszarda Żółtanieckiego, byłego ambasadora w Grecji, który wolał z MSZ odejść, niż wysłuchiwać połajanek osoby młodszej, gorzej wykształconej i niewychowanej.
Na to wszystko nakładał się spór polityczny. Otóż Wiśniewski związał się w MSZ z wiceministrem Radkiem Sikorskim, reprezentantem AWS. A jego podwładni sympatyzowali z Unią i ministrem Geremkiem. Trzy czynniki – fatalna struktura organizacyjna, cechy charakteru dyrektora oraz polityczne układy, powodowały, że mieliśmy kwasy i intrygi. Więc, co prawda, Wiśniewskiemu udało się wypchnąć Żółtanieckiego, ale i jego rola spadła, bo lawirując kompetencjami wiceministrów, Geremek zepchnął Sikorskiego na boczny tor.
W takiej sytuacji Wiśniewski zaczął szukać miejsca ewakuacji. Początkowo myślał o powrocie do Instytutu Polskiego w Budapeszcie. Więc mieliśmy całą serię nieprzychylnych uwag pod adresem jego następczyni na stanowisku dyrektora Instytutu. Potem zaangażował się w tworzenie sieci Instytutów Polskich na świecie. I upatrzył sobie, jak mówiono, Instytut w Nowym Jorku. To też nie wyszło. Za to teraz wyszedł Budapeszt. I wszyscy są zadowoleni. Wiśniewski, bo uwalnia się od uciążliwej pracy i dostaje dobrą posadę za dobre pieniądze. Geremek, bo pozbywa się z centrali AWS-owskiego urzędnika, z którym miał problemy. I który blokował wpływy Unii w obszarze polityki kulturalnej. Podwładni Wiśniewskiego – bo pozbywają się nie lubianego przełożonego. AWS wreszcie – bo może sobie dopisać kolejnego ambasadora. Nie wiadomo tylko, co myśli o tym wszystkim Rzeczpospolita, ale – jak wiadomo – jest to pani milcząca, która wiele zniesie.

Wydanie: 20/2000

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy