(Nie)Przemyślana wypowiedź

(Nie)Przemyślana wypowiedź

Nie wolno godzić się na wypuszczanie dżina z butelki przez etnicyzację wielkich procesów historycznych
Bronisław Łagowski w ważnym felietonie „Cząstki elementarne” (PRZEGLĄD nr 6) ustosunkował się do niedawnej wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny, przypisującej zasługę wyzwolenia Oświęcimia nie Armii Czerwonej jako takiej, ale służącym w niej żołnierzom ukraińskim. Sprawdziłem to w internecie i, niestety, znalazłem tam takie słowa ministra: „A może lepiej powiedzieć, że to I Front Ukraiński i Ukraińcy wyzwalali, bo tam wtedy żołnierze ukraińscy byli, w ten dzień styczniowy, i to oni otwierali bramy obozu”.
Słowa te zmuszają do wyrażenia sprzeciwu – tym bardziej że na łamach „Gazety Wyborczej” (artykuł Pawła Wrońskiego, „GW” 28 stycznia, s. 6) wyjaśnione zostało, że nie był to jakiś lapsus, ale wypowiedź przemyślana, mająca ugodzić w dumę narodową Rosji. Jeśli tak, to trzeba przynajmniej zasygnalizować, dlaczego jest to stanowisko nie do przyjęcia, osłabiające moralną pozycję wobec Rosji zarówno Polski, jak i Ukrainy. Gwoli maksymalnej zwięzłości, ujmę to w trzech punktach.
Po pierwsze, nie wolno godzić się na wypuszczanie dżina z butelki przez etnicyzację wielkich procesów historycznych, a zwłaszcza przez redukcję podmiotów zbiorowych do ich etnicznych „części elementarnych”. Idąc tropem „etnicznym”, można wprawdzie pomniejszyć rolę Rosjan w zwycięstwie nad Niemcami, ale jeszcze łatwiej byłoby uzasadnić myśl, że totalitarny terror wprowadzali po rewolucji komunistycznej – kosztem Rosjan – Polacy, Łotysze i Żydzi: inicjatorem i szefem WCzK był bowiem Polak Feliks Dzierżyński, do jego najbliższych współpracowników należeli polsko-żydowski komunista Józef Unszlicht i Łotysz Jakow Peters, a także Żyd Gienrich Jagoda, wkrótce potem organizator krwawej czystki w partii. W moim przekonaniu, posługiwanie się takim kluczem może rozbudzać demony, ale nie wyjaśnia ani chwały, ani hańby komunistycznego eksperymentu w Rosji.
Po drugie, wyzwolenie Oświęcimia było częścią wielkiego zwycięstwa wieloetnicznej Armii Czerwonej nad hitlerowskimi Niemcami – symbolicznie bardzo ważną, ale militarnie nieistotną. Liczbę radzieckich ofiar II wojny światowej oblicza się na prawie 27 mln, w tym co najmniej 7 mln żołnierzy (podczas gdy Niemcy straciły połowę tej liczby, Amerykanie zaś ok. 300 tys.). W dużej mierze było to rezultatem stalinowskiej rozrzutności w szafowaniu ludzkim życiem, ale nie zmienia to faktu, że w opinii ogromnej większości poważnych historyków ZSRR wniósł największy, decydujący wkład w zwycięstwo. Warto zwrócić uwagę, że bardzo mocno akcentuje to tak ceniony u nas Norman Davies w książce „Europa walczy 1939-1945” (Znak 2008, s. 624-627). Wyzwolenie Oświęcimia było dziełem całego tego wojennego wysiłku, a nie jedynie zasługą takiego czy innego oddziału Armii Czerwonej, ani tym bardziej takiej czy innej jego części.
Po trzecie, Rosja – podobnie jak nasz kraj – ma wiele powodów do szczególnego wyczulenia w kwestii swojej historii. Po rewolucji bolszewickiej rosyjska świadomość historyczna była traktowana jako zło, które trzeba wytępić – zarówno w masowej propagandzie, jak i w oficjalnej historiografii (Michaił Pokrowski). Zmienił to dopiero Stalin po wielkiej czystce, kierując się względami instrumentalnymi, ale zdobywając wdzięczność wielu Rosjan, nawet emigrantów politycznych. Kolejnym etapem powrotu rosyjskiej świadomości historycznej były oczywiście pierestrojka i rozwiązanie ZSRR – przyjęte przez większość Rosjan z aprobatą i ulgą, wkrótce jednak owocujące serią rozczarowań, nie tylko gospodarczych, ale również politycznych, nie tak znów trudnych do zrozumienia.
W interesie Polski, ale także Ukrainy (zawdzięczającej swój kształt terytorialny Leninowi, Stalinowi i Chruszczowowi) leżało łagodzenie tych napięć, a nie traktowanie Rosji jako niereformowalnego wroga. Sądzę (wraz z Łagowskim), że jest tak nadal, choć w warunkach niezwykle już trudnych.

Wydanie: 7/2015

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy