Generał i konusy

Generał i konusy

Żenujące widowisko zafundowali nam Kancelaria Prezydenta RP i sam Lech Kaczyński w sprawie przyznania Krzyża Zesłańców Sybiru gen. Wojciechowi Jaruzelskiemu. Odznaczenie to generałowi jak najbardziej zasłużenie się należało, bo nikt nie może podważyć deportacji rodziny Jaruzelskich na Sybir ani cierpień, jakie tam przeszła razem z setkami tysięcy innych Polaków. I dlatego wystąpienie władz naczelnych Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych o przyznanie krzyża było uzasadnione, tym bardziej że do tej pory uhonorowano nim ponad 30 tys. sybiraków.
Gdy TVN poinformowała o przyznaniu krzyża, ministrowie Kancelarii Prezydenta RP zaprezentowali najgłupsze z możliwych stanowisko, zwalając całą winę na urzędników niższego szczebla i deklarując, że Lech Kaczyński nie wiedział, co podpisuje.
Reakcją na takie zachowanie obozu prezydenckiego i ludzi PiS (jak również Donalda Tuska, co oznacza, że Platforma niczym się nie różni od braci Kaczyńskich) była decyzja gen. Jaruzelskiego o zwrocie odznaczenia. Generał początkowo był przekonany, że przyznanie mu krzyża jest dowodem na to, że prezydent Kaczyński chce zasypywać podziały w społeczeństwie i wznieść się ponad historyczne animozje.
Decyzję gen. Jaruzelskiego o zwrocie odznaczenia wraz z legitymacją trzeba uszanować. Co więcej uznać, że zachował się on godnie i – jako jedyny w tej sprawie – z honorem, co odnotowało bardzo wiele osób, nawet niezbyt mu przyjaznych, np. abp Tadeusz Gocłowski, który użył nawet określenia „pięknie”.
Gen. Jaruzelski oświadczył, że nie chce, aby sprawa była pretekstem dla odgrzewania historycznych emocji. „Prezydent ze zrozumieniem przyjął decyzję gen. Jaruzelskiego i tym samym zamykamy te sprawę”, powiedział Andrzej Urbański, szef Kancelarii Prezydenta.
Czy rzeczywiście? Czy przypadkiem dalszym jej ciągiem nie są posłuszni (raczej usłużni) PiS prokuratorzy katowickiego oddziału IPN, prowadzący śledztwo w sprawie wprowadzenia stanu wojennego. Gen. Jaruzelskiemu postawili zarzut zbrodni komunistycznej, polegającej na kierowaniu zorganizowanym związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym. Postawienie akurat teraz tego zarzutu trudno odczytać inaczej niż jako swoistą zemstę za niezwykle honorowe zachowanie się generała w sprawie krzyża i chęć odwrócenia uwagi od niegodnego postępowania prezydenta RP i jego otoczenia.
Tak więc jeszcze raz okazało się, że Lech Kaczyński, który ma za sobą sto dni sprawowania władzy, nie chce być ponad podziałami, jest bowiem prezydentem jednej partii – PiS – którą cechuje moralność politycznych konusów.

 

Wydanie: 14/2006

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy