Nierozwaga

Nierozwaga

Były szef okropnie groźnej służby specjalnej CBA postawił premierowi Tuskowi zarzut zdrady tajemnicy śledztwa. Za podobny czyn wiceminister Sobotka został skazany w procesie poszlakowym na więzienie i trzeba było go ułaskawiać. Nie jest prawdopodobne, aby już teraz spotkało to Donalda Tuska, ale teoretycznie jest to możliwe w przyszłości pod innym pretekstem. Jeżeli PiS się postara, ta możliwość może nabrać prawdopodobieństwa, a nawet stać się faktem. W ten sposób wyborcom może zostać odebrane prawo wybrania Donalda Tuska do Sejmu, a jemu samemu prawo ubiegania się o wybór. Służąca takim machinacjom poprawka została wprowadzona do konstytucji dzięki Platformie Obywatelskiej i igrającemu ze śmiercią polityczną swoją i innych Tuskowi. Gdy ją przygotowywano i uchwalano, cała wola polityczna była skupiona na jednym celu: wyeliminować Leppera! Potem może sobie być nawet potop. Na razie poprawka ciągle Tuskowi służy. Paweł Piskorski już jest na muszce poprawionej konstytucji.
Pomysł powołania wysokopłatnej służby specjalnej do zwalczania korupcji, który na tym oto miejscu w „Przeglądzie” był powitany jako przejaw najwyższego stopnia politycznej korupcji, zrodził się w kierowniczym gremium PiS-u, a jego najwymowniejszym propagatorem był trzeci bliźniak. Ciekawe, że pomysł został ochoczo podchwycony przez Platformę z Donaldem Tuskiem na czele. Odtworzenie ówczesnego rozumowania Platformersów nie jest trudne, ale w tej chwili niewarte zachodu. Ważniejsze jest ich stanowisko w czasie, gdy stało się całkiem jasne, że CBA pod kierownictwem Mariusza Kamińskiego i jego koleżków z Ligi Republikańskiej jest policją partyjną. Wówczas to premier Tusk, jak na liberała przystało, odwołał się do liberalnej zasady podziału władz i anglosaskiego check and balance. Oznajmił ni mniej, ni więcej: „Powiem szczerze: w pewnym sensie CBA jest „bardziej ich”, zaś ABW – „bardziej nasz”. To chyba jedyny sposób na to, aby żadna władza nie mogła czuć się bezkarnie, bo check and balance realizuje się też przez kontrolną rywalizację służb” (PAP, 23 XI 2008). Paru dziennikarzy i komentatorów stroiło sobie żarty z takiego spolszczenia cudzoziemskiej teorii podziału władz i warto to sobie przypomnieć. Poza tym zadziwia niezdolność liderów Platformy przewidywania skutków tego, co robią w Sejmie i gdzie indziej. Popierali wszystkie represyjne, prześladowcze ustawy i instytucje i ciekawe, gdzie będą szukać wyborców, gdy sondaże zrównają ich szanse z PiS-em.

Słyszałem mądrą uwagę, że w Polsce nie ma problemu złego prawa, istnieje natomiast problem złych sędziów i prokuratorów. Poseł Palikot trochę dla demonstracji, a jeszcze więcej dla zabawy, wychylił na dworze łyk domniemanego alkoholu z piersiówki. Co myśleć o prokuratorze, który z tego powodu wszczyna dochodzenie, a gawiedź czeka na wyrok skazujący? Wyobraźmy sobie, że inny polityk albo i ten sam urządza większy happening z udziałem ekipy reprezentantów mafii pruszkowskiej, co kiedyś Jerzy Urban dla śmiechu zaaranżował podobno. Odzierając wydarzenie z wszelkich cudzysłowów, z intencji humorystycznej, prokurator wysuwa oskarżenie o współdziałanie z mafią i drogą „logicznych” skojarzeń ŕ la Mariusz Kamiński wplątuje ofiarę w jakieś przestępstwo. Dalej sprawa się rozwija zależnie od tego, jaka partia jest u władzy i do jakiej należy żartobliwy polityk. Skoro Lew Rywin mógł zostać skazany prawomocnie na więzienie właściwie za nietakt towarzyski, to polityk musi się liczyć z tym samym.
Przy takim podejściu do prawa, jakie w Polsce się umacnia, poprawka wniesiona do konstytucji przez partię Tuska wisi nad każdym politykiem jak miecz Damoklesa. Paweł Piskorski chyba już czuje, na jakim włosku miecz wisi, a sam Donald Tusk i inni równie dalekowzroczni ustawodawcy mogą poczuć w przyszłości.

Wynik pierwszej tury wyborów prezydenckich na Ukrainie był pomyślny z polskiego punktu widzenia, a jeszcze bardziej z ukraińskiego. W Polsce sfery rządzące nie chcą tego przyjąć do wiadomości i wielu popłakuje z powodu sromotnej klęski Wiktora Juszczenki. Demonstrował on przy każdej okazji swoją prozachodnią orientację, ale to, co robił, ze skutkiem natychmiastowym oddalało Ukrainę od Europy. W Polsce jednak liczą się intencje i deklaracje, a nie realne skutki. Juszczenko chciał wprowadzić Ukrainę do Unii razem z nierozliczoną przeszłością miejscowego faszyzmu, antysemityzmu, z kultem UPA, z takimi bohaterami jak Szuchewycz i Bandera. Nie wyobrażam sobie, żeby w trakcie wchodzenia do Unii nie została wyprowadzona na światło dzienne mroczna historia ukraińskich formacji SS. Europa mogłaby na to wszystko machnąć ręką, ale relatywistyczne stosowanie różnych miar do zbrodni zależnie od interesów politycznych bardzo by osłabiło jej wiarygodność moralną, do której się odwołuje przy wielu innych okazjach. Ukrainie bez Juszczenki jest bliżej do Unii, niż było z nim. Jeśli kogoś dziwi jego 5% w wyborach, powinien sobie przypomnieć, że na prezydenta kraju nie został legalnie wybrany, lecz okrzyknięty. Ani konstytucja, ani ordynacja wyborcza nie przewidywały trzeciej tury. Jeśli w pierwszej i drugiej trochę fałszowano, to po obu stronach. Ukraina nie podzieliła się na dwie partie według cech uczciwości i nieuczciwości. W trzeciej turze zastosowano manipulację na wielką skalę. Nie mówię, że Juszczenko został okrzyknięty prezydentem dlatego, że zachodni technolodzy polityczni byli lepsi od moskiewskich. Sprzyjała temu najaktywniejsza część społeczeństwa ukraińskiego, która była i jest prozachodnia, a którą Juszczenko oszukał, dorabiając jej haniebny rodowód ideowy.
Nacjonalizm Juszczenki był wspierany przez polskie czynniki rządzące (zwłaszcza przez prezydenta Kaczyńskiego), a bodajże także kościelne, czego poszlaką jest doktorat honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W rehabilitacji UPA widzi się „zrywanie z tradycją sowiecką”. W rzeczywistości zerwanie dokonało się wraz z uniezależnieniem się Kijowa od Moskwy i totalnym załamaniem się systemu komunistycznego. Istnieją nieprzekraczalne granice tego zrywania. Dzisiejsze państwo ukraińskie powstało jako republika radziecka, jego granice zostały wytyczone przez władze bolszewickie rozszerzone kosztem Rosji przez Chruszczowa. Głoszenie, że UPA w jakikolwiek sposób przyczyniła się do niepodległości Ukrainy, jest buńczucznym kłamstwem. Mówi się, że każde państwo potrzebuje oparcia w tradycji, a tą tradycją mogą być dowolne fantasmagorie narzucone ludziom przez ośrodki władzy i wpływu.

Wydanie: 5/2010

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy