Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Te zjazdy ambasadorów to piękne targowisko próżności. W tym roku szczególne, bo parę miesięcy przed wielką zmianą. Można więc było sobie popatrzeć.
Zasadą do tej pory było, że na zjazdy nie są zapraszani ambasadorowie, którzy zjeżdżają do kraju. To logiczne, po co człowieka ciągnąć z drugiego końca świata, jeśli za dwa miesiące ma wracać do kraju i zdaje placówkę. A teraz było trochę inaczej. Przechadzała się po korytarzach Barbara Tuge-Erecińska, chociaż sejmowa komisja już zatwierdziła jej następcę. Był Rafał Wiśniewski, ambasador w Budapeszcie, chociaż zjeżdża do kraju jesienią. Czy też Marek Ziółkowski, którego luzuje w Kijowie Jacek Kluczkowski. No i było paru innych. Wiadomo – giełda grała!
Tu prym wiódł Stanisław Komorowski, dyrektor Departamentu Azji i Oceanii. Był i był, nawet na tych imprezach, na których być nie musiał. Skąd ta niepasująca do niego aktywność? W centrum konferencyjnym MON szeptano, że dlatego, iż w nowym rozdaniu ma być wiceministrem. Tylko nie wiadomo jeszcze, od czego – od Europy czy od Azji? Inni z kolei mówili, że to tylko taka autokreacja, bo na razie to po MSZ takich wiceministrów in spe chodzi już kilkunastu. O, chociażby Rafał Wiśniewski, który podobno ma być wiceministrem od byłych krajów socjalistycznych. On zna dobrze Kazimierza Ujazdowskiego, w czasach AWS jeden był ministrem kultury, drugi dyrektorem odpowiedzialnym za politykę kulturalną i promocję, więc współpracowali.
A kto będzie nowym dyrektorem generalnym, czyli człowiekiem odpowiadającym za kadry MSZ? Michał Radlicki? A czy będzie mu się chciało wracać z rzymskiej placówki? Więc może Jerzy Pomianowski, który też na zjazd ambasadorów trafił?
Oprócz wielkiej giełdy mieliśmy i mniejsze wydarzenia. Nabijali się koledzy z Tadeusza Pawlaka, ambasadora na Białorusi, którego opisano w jednej z gazet, że to dyplomata z PRL-owskimi korzeniami, mało energiczny i w ogóle. I przeciwstawiano mu w tym artykule dynamicznego Marka Bućkę, tego, którego Białorusini wyprosili z Mińska. Jakoś tak poszło w MSZ-etowski lud, że to właśnie Bućko (człowiek, owszem, dynamiczny, ale przy bufecie z napitkami) był inspiratorem tego artykułu. A jeżeli tak, to trzeba się śmiać z Pawlaka. Dwa, trzy lata temu miał miejsce w Mińsku incydent, policja drogowa zatrzymała Bućkę, no i obeszła się z nim mało delikatnie, rzucając go na maskę samochodu. Białorusini z kolei twierdzili, że zatrzymany nie miał dokumentów i był nietrzeźwy. Sprawa została nagłośniona, do ministra Cimoszewicza, który był wtedy w Australii, dzwonili dziennikarze. Potem, już w Warszawie, Cimoszewicz kazał wyjaśnić całe wydarzenie i skłaniał się ku temu, by niefrasobliwego dyplomatę z palcówki odwołać. Wtedy ujął się za nim Pawlak, broniąc go z całym zaangażowaniem. Paru ludzi w MSZ to zdziwiło. No i teraz, na zjeździe ambasadorów, mają swoje pięć minut satysfakcji.

Wydanie: 27/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy