Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No to już po wszystkim. Kto miał dostać ambasadorską nominację, ten dostał, czas już minął, nie ma już szans, by paromiesięczną procedurę MSZ-premier-prezydent-agrement-Sejm ktoś jeszcze mógł przejść. Kolejnych ambasadorów będzie wysyłała nowa ekipa.
I ona zadecyduje, kto pojedzie na ambasadora do Waszyngtonu. Przez długie miesiące trwał w tej sprawie zaciekły bój, panowie z PiS i PO na głowie stawali, by do USA nie jechał najpierw Andrzej Olechowski, a potem Henryk Szlajfer. Premierowi Millerowi nie przeszkadzało, że ambasadorem w USA jest Przemysław Grudziński, wiceminister obrony w rządzie Buzka. Oni dostawali apopleksji, że teraz ambasadorem w Waszyngtonie może być założyciel Platformy Obywatelskiej albo wiceminister spraw zagranicznych z czasów Buzka. To kogo oni by tam chcieli? To pokazuje, z jaką ekipą przyjdzie nam za parę miesięcy mieć do czynienia i jakie kryteria lada moment będą ważne. No i jakie metody będą stosowane. Wielu ludzi w MSZ do dziś czuje absmak z powodu tego, w jaki sposób załatwiono Henryka Szlajfera. Opluto człowieka w sposób podły i prostacki. Więc Szlajfer, który jeszcze parę miesięcy temu mógł wybierać w placówkach, dziś mówi, że zamierza najbliższe miesiące poświęcić habilitacji i karierze naukowej. Podczas niedawnej narady ambasadorów z całą powagą powtarzano w kuluarach, że przyszła ekipa zamierza zlustrować obecnych ambasadorów, no i ich teczki umieścić w Internecie. Tak oto ma się dokonać ostateczna dekomunizacja MSZ. Pierwsza, za Skubiszewskiego, polegała na wyrzucaniu ludzi typowanych spod dużego palca. Jej humanizm polegał na tym, że wyrzucano po cichu. Teraz ma to być z fanfarami i ścieżką hańby.
Do jakich lat się cofamy?
Gdy upada dąb, szansę dostają osiki. Jeżeli Unia Wolności i SLD miały silnych kandydatów na stanowisko ministra spraw zagranicznych, to ani PiS, ani PO takich nie mają. Co poniektórzy bąkają albo o Bronisławie Komorowskim z PO, albo o Kazimierzu Michale Ujazdowskim z PiS. Mój Boże, czyżby zapomnieli, że minister spraw zagranicznych powinien mówić w obcych językach? Wobec takiej posuchy szaleją ambicje w samym MSZ. Już o tym pisaliśmy – lista „pewniaków” do stanowisk wiceministrów wśród obecnych pracowników ministerstwa liczy kilkanaście nazwisk. Więc nie dla wszystkich tych fruktów starczy… Ale giełda kwitnie. Oto jedno z jej wydań – ministrem ma być Stanisław Komorowski, czyli wydarzenie towarzyskie. A jego zastępcami – Jerzy Pomianowski (bum, bum) i Ryszard Sznepf. Tak to sobie chłopcy układają.
Sznepf pokazał się w tej talii nieprzypadkowo – odpowiada w MSZ za uroczystości rocznicy Sierpnia, więc ma mandat, by się prezentować. Chociaż nie taki, jakby chciał. Nie dostał ani sekretarki, ani limuzyny, o co zabiegał. A w samym MSZ jego rolę mocno ograniczono. Niemal do recepcjonisty. Ale i tak wystarcza to, by opowiadać o swojej ważności…
Kwitnie nam więc ta wirtualna dyplomacja pozorów.

Wydanie: 30/2005

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy