Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Jest trochę bałaganu w związku z wyjazdem Henryka Litwina, nowego ambasadora RP na Białorusi, do Mińska. To na razie jedyny nominat ministra Mellera, więc minister go zachwala. Szkoda, że kosztem poprzednika. Minister na przykład opowiadał, że poprzednika odwołał, chociaż to on złożył rezygnację. No i opowiadał, że był to zły ambasador, bo… utrzymywał kontakt z władzami, zamiast z opozycją. Ale jego następca, pan Litwin, będzie działał tak, jak trzeba, władze obchodzić będzie z daleka, za to z opozycją…
Cóż, smutno się robi, gdy się czyta takie opowieści. Stefan Meller sam był ambasadorem, i to dwa razy, więc powinien wiedzieć, jakie są zadania ambasadora. Powinien też wiedzieć – bądź co bądź pracował w kraju sąsiednim, bo w Rosji – jaka była pozycja ambasadora Pawlaka i jego “dojścia” zarówno do ludzi władzy, jak i do ludzi opozycji. No i wiedzieć powinien, co minister spraw zagranicznych może mówić, a czego nie powinien. I możemy się założyć o duże pieniądze, że to wszystko minister Meller wie. A dlaczego udaje, że jest inaczej? Bo te jego wypowiedzi kierowane są na polski rynek, bo minister walczy o pozostanie na stanowisku, więc się uwiarygodnia. Szkoda tylko, że tak niefortunnie.
Poza tym fala odwołań z placówek schodzi w MSZ w dół. Ostatnio odwołany został do kraju Ryszard Uniwersał, zastępca ambasadora RP w Kopenhadze. To jest zresztą ciekawe, bo walizki pakuje również ambasador – Jakub Wolski. Kto więc zastąpi ich w Danii? Nie za bardzo wiadomo, bo na linii MSZ-Kancelaria Premiera mamy klincz, minister Meller nie może dojść do porozumienia w sprawie nominacji ambasadorskich.
Innym ambasadorem, który będzie wracał do kraju przed upływem zwyczajowej kadencji, jest Witold Markiewicz, szef naszej placówki w Libanie. Jego powrót komentowany jest dwojako. Niektórzy łączą jego nazwisko z Uniwersałem i z odwoływanym z Korei Południowej ambasadorem Derlatką. Wszyscy trzej byli współpracownikami Zbigniewa Siemiątkowskiego w UOP i Agencji Wywiadu, więc teraz – jak się w MSZ mówi – dosięgła ich zemsta Zbigniewa Nowka.
Ale jeśli chodzi o Markiewicza, niektórzy przypominają, że o jego odwołanie zabiegał już poprzedni szef AW, Andrzej Ananicz. Latem 2005 r. Ale ponieważ był to już czas wyborczy, niewiele z tego wyszło. A propos Ananicza, o którego w MSZ się pytają, zresztą nie bez przyczyny, bo to przecież były wiceminister, i to chyba nawet z czasów wiceministrowania przez Stefana Mellera… Otóż nie wrócił on do MSZ, ale to nie znaczy, że zaczął pisać pamiętniki. W tej chwili trwają zabiegi, by został przedstawicielem UE w Azji Środkowej. I, nawiasem mówiąc, gdyby został, Unia dobrze by na tym wyszła… No i dobrze wyszedłby on sam. Bo gdzie w dzisiejszych czasach może szukać roboty były wiceszef Kancelarii Prezydenta Wałęsy, bliski jego współpracownik, a potem szef Agencji Wywiadu u Belki? I już nie wiadomo, co dziś gorsze…

Attaché

Wydanie: 8/2006

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy