Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Ambasadora w Niemczech będziemy pamiętać latami – jako specjalistę od walki z kradzieżami samochodów.
Marek Prawda jest ambasadorem Polski w Niemczech od września 2006 r., czyli ponad pięć lat. No cóż, w tym czasie nie eksponował zbytnio swojej osoby, jakoś nie przypominał się przenikliwymi analizami czy inicjatywami. Do takiego np. Andrzeja Byrta sporo mu brakowało.
Tak zresztą oceniano naszą placówkę w Niemczech. Jako zbytnio wycofaną, mało ofensywną.
Różnie to tłumaczono. Na przykład tak, że ambasador ma temperament analityka, więc woli siedzieć za biurkiem.
Tłumaczono też, że siedzi cicho, bo centrala zbyt wiele od niego nie oczekuje. Gdy w czerwcu 2006 r. min. Fotyga prezentowała jego kandydaturę na ambasadora, mówiła, że są dwa punkty rozbieżne w sprawach polsko-niemieckich: Centrum przeciw Wypędzeniom i Gazociąg Północny. No, sprowadzanie stosunków polsko-niemieckich do tych dwóch spraw nie świadczy dobrze o intelektualnych horyzontach byłej pani minister, choć zawsze tłumaczyć to możemy duchem tamtych czasów.
Zresztą min. Fotyga bardzo na niego liczyła i tak go przedstawiała: „Ambasador RP reprezentuje polską politykę zagraniczną, polską rację stanu w stosunkach z państwem niemieckim. Wiedza kandydata ma niezwykle istotne znaczenie, a kandydat jest człowiekiem o bardzo wysokich kwalifikacjach. Jego poglądy na rolę państwa, na polską rację stanu dają rękojmię tego typu dialogu. Jestem przekonana, że pan Marek Prawda będzie w stanie w sposób godny i bardzo kompetentny reprezentować nasze interesy w Berlinie”.
Może w związku z tym min. Sikorski miał inne oczekiwania?
W każdym razie pięć lat, czyli o rok za długo, przeleciało Markowi Prawdzie jak z bicza strzelił. I już się wydawało, że zakończy on swoją misję w ciszy, gdy wybuchła dyplomatyczna bomba.
Bo ambasador nagle się odezwał. I to nie w sprawach politycznych, ale w policyjnych. Bo powiedział, że jeśli chodzi o plagę kradzieży samochodów we wschodnich landach Niemiec, to winna jest temu sama niemiecka policja, która tych samochodów źle pilnuje.
No, nawet gdyby to była prawda, to nie jest rolą ambasadora pouczać w takich sprawach policjantów. I to nie dlatego, że za chwilę każdy pracownik ambasady i jego rodzina na własnej skórze poczują, jak niemiecki policjant troszczy się o jeżdżące po Niemczech samochody. Ale dlatego, że taka wypowiedź nie przystoi szefowi placówki.
To zresztą jest jakiś fenomen – człowiek, który przez pięć lat był jak przezroczysty, nikt na niego nie zwracał uwagi, teraz tupnął i już latami będziemy go pamiętać – jako specjalistę od walki z kradzieżami samochodów.
A propos policji i tego typu służb. W MSZ z wielkim zainteresowaniem przyjęto informację, że CBA weszło do MSW, badając sprawy informatyzacji. I zaraz poszła fama, że coś takiego będą też badać w MSZ. Bo wprawdzie kontrakty nie są tu wielkie, ale…
No to zobaczymy…

Attaché

Wydanie: 2/2012

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy