Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Podczas narady ambasadorów min. Sikorski rozdał do wypełnienia ankiety z rozmaitymi pytaniami, typu stolica kraju X.
Są różne kultury prowadzenia ministerstwa. Najkrócej mówiąc, różnicuje je stopień stosowania procedur i przewidywalności. Są kraje, w których dyplomata wie, co będzie robił za pięć lat, jak będzie przebiegała ścieżka jego kariery zawodowej, czego się wymaga od niego i czego będzie się wymagać. Tak funkcjonuje zachodnia i północna Europa. Są też takie kraje, gdzie wiadomo niewiele, poza tym, że o awansie lub odwołaniu decydują aktualnie panujące układy albo wręcz kaprys ministra. Polska przez ostatnie lata krok za krokiem (to znaczy krok do przodu, krok do tyłu itd.) ewoluowała w kierunku pierwszego modelu. Potem przyszła min. Fotyga, która walczyła w MSZ z „korporacją Geremka”. A potem min. Sikorski – i wielu miało nadzieję, że jakiś ład zostanie odbudowany. Nie został.
Klasycznym przykładem są powroty. Wiadomo, ambasador wreszcie kończy kadencję i wraca do kraju. A tu powinno nań czekać jakieś miejsce pracy, odpowiadające jego kwalifikacjom i potrzebom państwa. Tak, mniej więcej, przez całe lata było, w MSZ dosyć dobrze to układano. Ale to już przeszłość – bo ambasadorzy, którzy w niedługim czasie mają zjechać do kraju, dowiadują się, że nic na nich w Warszawie nie czeka. Że to oni mają chodzić po dyrektorach departamentów i pytać, czy któryś ich przyjmie. Albo niech startują w konkursach ogłaszanych przez MSZ.
Tak oto wkracza do polskiej dyplomacji metoda gorących krzeseł.
Zmiany nastąpiły też w relacjach centrala-placówki. W czasach internetu i nowych środków łączności rola ambasad się zmienia. Ale czy w MSZ o tym wiedzą? Spotkało się niedawno kilku ambasadorów i wspólnie doszli do wniosku, że następuje uwiąd współpracy między centralą a placówkami. Że departamenty są coraz mniej zainteresowane pogłębionymi informacjami, tak jakby czytających to nudziło. Że brakuje poczty zwrotnej, więc nawet nie wiadomo, czy ktoś te depesze czyta. Za to postępuje infantylizacja w postaci kwizów, którym minister poddaje ambasadorów.
Podobno te kwizy wymyślił sam Sikorski. Po raz pierwszy zastosował je podczas narady ambasadorów, kiedy rozdał do wypełnienia ankiety z rozmaitymi pytaniami, typu stolica kraju X itd.
A potem takie egzaminowanie, jak swoich dzieci, weszło mu w krew. I okazuje się, że placówki zostały wyposażone w nowoczesne systemy łączności – i co tymi systemami wędruje? Rozmaite regulaminy (jak w wojsku). A także kwizy dla ambasadorów – czyli zestawy różnych pytań i ankiet, które trzeba szybko wypełnić (minister podaje do kiedy) i odesłać. Później zaś wyniki tych ankiet MSZ rozsyła po placówkach z komentarzem, że nie zdążyło ich wypełnić pięciu bumelantów, i tu lecą nazwiska…
No tak – można powiedzieć, że gdybyśmy byli w szkole, takie działanie uznane zostałoby za mało pedagogiczne. A ponieważ jesteśmy w MSZ, nazwijmy je sztubackim.
Attaché

Wydanie: 12/2012

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy