Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

MSZ-etowska młodzież ma swoich idoli. Na pewno do takich zalicza się Jerzy Maria Nowak, który w MSZ pracuje od lat 60. i zawsze jest ulubieńcem kolejnego ministra. Trzeba było w PRL negocjować KBWE – Nowak negocjował. Był ambasadorem przy OBWE w Wiedniu, był ulubieńcem Rosatiego, potem Geremka, teraz – już za Cimoszewicza – przenosi się ze stanowiska ambasadora RP w Madrycie na stanowisko ambasadora RP przy NATO. W sumie – człowiek sukcesu.
Innym człowiekiem MSZ-etowskiego sukcesu jest Jolanta Róża Kozłowska, nasz konsul generalny w Monachium. Jej sukces jest wymierny – w kwietniu tego roku przypada ósma rocznica jej wyjazdu na placówkę do stolicy Bawarii. Wtedy pojechała tam jako młoda absolwentka muzykologii, specjalistka od muzyki kościelnej, na stanowisko wicekonsula ds. kultury. To była jej pierwsza praca.
Już na miejscu awansowała. W takim tempie, że doszła do stanowiska konsula generalnego. Nie mając żadnych szkoleń ani praktyk. W MSZ dojście do takiego stanowiska zajmuje z reguły kilkanaście lat. Wcześniej pracownik musi popracować na niższym stanowisku, parę lat na placówce, parę lat w centrali, i liczyć, że szczęście się do niego uśmiechnie. Do pani Kozłowskiej uśmiechnęło się szeroko – jest córką przyjaciela Władysława Bartoszewskiego, czegóż więc trzeba więcej?
Pani Kozłowska oprócz szczęścia ma też rozmach. Więc zmienia rezydencje i powiększa konsulat. Rezydencje zmieniała trzy razy – teraz mieszka w ładnej willi. Zmieniła też siedzibę konsulatu, gdyż poprzednia była za mała. „To przecież jest konsulat w randze ambasady”, przekonywała w centrali (Boże, kto w to wierzył?) i zdobyła pieniądze. To znaczy, minister Bartoszewski kazał je dać. Parę miesięcy temu nabyła więc, za cztery miliony marek, budynek, który będzie nowym konsulatem. Będzie, bo najpierw trzeba zainwestować w niego sporo pieniędzy. Na kapitalny remont.
Czy MSZ te pieniądze znajdzie, czy też sprawa stanie w miejscu? I w Monachium straszyć będziemy tak jak w Berlinie, gdzie na Unter den Linden kompromitują nas rozbabrane ściany starej ambasady?
O to ludzie w MSZ już się zaczynają zakładać. Bo pieniędzy nie ma, a poza tym trzeba zacząć tworzyć nową sieć konsulatów na Wschodzie. W ministerstwie mówi się wręcz o stu nowych etatach, które trzeba będzie utworzyć, by zapewnić odpowiednią obsługę wizową w Rosji, Białorusi i na Ukrainie.
I dlatego też w budżecie MSZ może zabraknąć pieniędzy na zaspokojenie monachijskich ambicji.
Ale czy zabraknie? Na razie pani Kozłowska tym się nie martwi. Planuje więc u siebie w konsulacie nowe imprezy, m.in. uroczystość 80. urodzin Władysława Bartoszewskiego i promocji jego książek. Były minister, patron kariery pani Kozłowskiej, ma przyjechać do Monachium z żoną. I z książkami, których MSZ zakupiło większe ilości. Tak żeby było co rozdawać i podpisywać.
W końcu należy mu się coś za tak piękną pomoc.

Wydanie: 7/2002

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy