Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

No to mamy prezydencję. MSZ szykowało się do niej od dawna. Była nawet dwudniowa konferencja ambasadorów poświęcona tej sprawie. Zjechali się oni z całego świata i dyskutowali. Niby więc mamy w MSZ hiperkosmiczne środki łączności, a i tak trzeba się spotkać twarzą w twarz. Ale dyskusja, jak oceniano, była owocna. Kierownictwo resortu wie, że po Lizbonie prezydencja inaczej wygląda, niż było to wcześniej, więc i o adekwatnych do rangi problemu sprawach rozmawiano – jakie apaszki, jakie krawaty itd.
Wiadomo, w dzisiejszych czasach ważniejsze jest, jak się wygląda, niż co się mówi. Chociaż lepiej tej zasady nie traktować zbyt ortodoksyjnie…
Otóż w ostatnich miesiącach nasiliła się w naszym MSZ tendencja do traktowania światowego życia dyplomatycznego dość lekko, by nie powiedzieć – lekceważąco. Coś takiego się stało, że za Skubiszewskiego było czterech wiceministrów, dokładnie było wiadomo, który za co odpowiada, i wszędzie tam, gdzie działy się istotne sprawy, byliśmy. Teraz wiceministrów mamy ośmiu i nikt nic nie wie. I nie ma nas tam, gdzie powinniśmy być.
Może dwa przykłady, które to zilustrują.
Na początku maja miało miejsce w Sofii wielkie przedsięwzięcie, tzw. platforma sofijska: konferencja, panele, dyskusje itd. Była ona poświęcona wykorzystaniu przez kraje i społeczeństwa Bliskiego Wschodu doświadczeń Europy Środkowej dotyczących transformacji. Czyli temu, o czym nasi politycy w kwietniu i maju ciągle bębnili. Jak to możemy pokazać.
Nasze MSZ wysłało tam wiceministra Krzysztofa Stanowskiego, który przeszedł do MSZ z MEN i nadzoruje Departament Współpracy Rozwojowej oraz Departament Wdrażania Programów Rozwojowych, a także panów spoza resortu – Radosława Markowskiego i Aleksandra Smolara.
Na konferencję naukową taka delegacja byłaby OK, tylko że do Sofii przylecieli m.in. przewodniczący Komisji Europejskiej – José Manuel Barroso, sekretarz generalny ONZ – Ban Ki-moon i wielu ministrów spraw zagranicznych. Taka to była impreza. Ale naszego ministra zabrakło.
Tydzień później, w Stambule, zorganizowano wielką ONZ-owską konferencję poświęconą krajom najmniej rozwiniętym. To około siedemdziesiątki krajów… Każde państwo, jeśli chce grać jakąś rolę w świecie, a już zwłaszcza takie, które właśnie obejmuje prezydencję w Unii i chce dobrze ją wypełnić, powinno na takim spotkaniu godnie się zaprezentować. To oczywiste.
Na konferencji był więc Barroso, był Ban Ki-moon oraz premierzy i ministrowie spraw zagranicznych wielu krajów. A nas kto reprezentował, proszę wycieczki? Otóż nas reprezentował wicedyrektor Departamentu Polityki Rozwojowej, Mirosław Sycz. Nie ma dwóch zdań – te 70 państw dokładnie sobie odnotowało, jak je Polska postrzega. A i pozostałe nie były ślepe.
Nawiasem mówiąc, Sycz mógł się czuć zadowolony. Obracał się w takim towarzystwie, jakie prędko nie będzie mu dane. Wszędzie wokół słychać było: panie prezydencie, panie premierze, panie ministrze… A on na plakietce miał His Excellence. Też pięknie!
Attaché

Wydanie: 27/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy