Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Są sprostowania, które zamieszcza się z przyjemnością. I właśnie takie nam się trafiło. Tydzień temu napisaliśmy, że Stałe Przedstawicielstwo RP przy ONZ wciąż nie przeprowadza się do nowej siedziby, bo nie skończono jej adaptacji. I że „minister Sikorski niedawno powiedział, że do końca roku zostanie załatwiona sprawa siedziby Stałego Przedstawicielstwa przy ONZ w Nowym Jorku. (…) Ale jak widać, były to tylko słowa”. Rzecznik MSZ sprostował, że „siedziba Stałego Przedstawicielstwa przy ONZ w Nowym Jorku już funkcjonuje i urzędnicy w niej pracują”.
To świetna wiadomość. Podajemy ją z zadowoleniem, bo zawsze przyjemnie jest przekazywać dobre informacje. Ministrowi zwracamy honor, to dobrze, że wreszcie jedna z wielu ślimaczących się MSZ-owskich inwestycji została zakończona.
A ta była szczególnie denerwująca, bo Polska płaciła czynsz (jak podawaliśmy, w granicach 105-115 tys. dol. miesięcznie) i nic z tego nie miała.
Możemy więc jedynie żałować, iż rzecznik MSZ, prostując doniesienie, był tak lakoniczny i nie dorzucił paru cennych informacji: kiedy nasze przedstawicielstwo przeprowadziło się do nowej siedziby (bo zdaje się, że całkiem niedawno), no i ile milionów dolarów MSZ wydało na wynajmowanie pomieszczenia, z którego całymi latami nie korzystało.
Jeżeli już jesteśmy przy dobrych informacjach, to warto napisać parę słów o giełdzie wyjazdowej. Zawsze była ona głównym tematem letnich rozmów, bo to w przerwie wakacyjnej (wiadomo, dzieci trzeba zapisać do nowej szkoły) odbywała się rotacja, jedni wyjeżdżali, drudzy przyjeżdżali. No ale mamy rok wyjątkowy, bo to czas polskiej prezydencji w Unii i w związku z tym wymiany na stanowiskach ambasadorskich zostały zamrożone. To logiczne – jeżeli ambasador w danym kraju jest liderem ambasadorów państw Unii, wszelkie wymiany, wakaty itd. wprowadzałyby niepotrzebny chaos.
Jednak o wyjazdach się mówi, choć w mniejszym zakresie.
Wyjechać ma wiceminister Grażyna Bernatowicz. Na zakończenie dyplomatycznej kariery. Niedaleko – bo do Pragi. Wszyscy tu są zgodni – pani wiceminister ciężko w MSZ pracowała, więc wyjazd na sympatyczną placówkę jest dobrym zwieńczeniem jej dyplomatycznej kariery. Należało się jej. Ba, pewnie dlatego też łaskawym okiem patrzą w resorcie na awanse jej syna. Bo wszedł on do ministerstwa trochę bokiem. Nie podchodził do egzaminów MSZ, tylko zaczął pracę w Kancelarii Premiera, u ministra Bartoszewskiego. A ponieważ przepisy pozwalają na przenosiny między ministerstwami, z Kancelarii trafił do dyplomacji i jest teraz naszym dyplomatą w Madrycie. Nikt oczywiście nie kwestionuje jego znajomości hiszpańskiego i tamtejszych spraw – bo spędził tam kilka ładnych lat.
Mówi się też o wyjeździe wiceministra Jacka Najdera. Jeśli chodzi o niego, najczęściej wymienia się Londyn jako miejsce, gdzie będzie ambasadorem.
Ale to wszystko planowane jest na okres po prezydencji. Tak jak nowe nominacje na stanowiska wiceministrów. O tym jednak za tydzień.
Attaché

Wydanie: 29/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy