Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Jeżeli nie walnie grom z jasnego nieba, Radosław Sikorski będzie najdłużej urzędującym ministrem spraw zagranicznych w historii III RP. Cztery lata urzędował Krzysztof Skubiszewski, pracując dla pięciu premierów. Teraz przeskakuje go Sikorski, choć szefa ma jednego.
W takiej sytuacji siłą rzeczy nasuwają się porównania, zwłaszcza gdy spotka się trzech dżentelmenów, którzy pamiętają tamte czasy. Tylko co tu porównywać, kiedy więcej różnic niż podobieństw?
Skubiszewskiemu przyszło pracować w czasach wielkiej zmiany, kiedy Polska opuszczała radziecką strefę wpływów i przymierzała się do marszu na Zachód. No i kiedy zmienili się wszyscy sąsiedzi Polski, cała mapa wokół nas.
Sikorskiemu przychodzi pracować w nieporównanie spokojniejszych czasach. Ale to nie znaczy, że nie ma ważnych zadań do wykonania. Są one związane ze sprawami regionu i ze sprawami Unii Europejskiej. I nie sposób nie odnieść wrażenia, że starszy pan, dość flegmatyczny, to był dynamit skuteczności i efektywności działania w porównaniu z młodzieńczym Sikorskim.
Skubiszewski zmusił Niemcy do zawarcia traktatu, wpraszając się na spotkanie 2+4, wyprowadził wojska rosyjskie z Polski, no i zawarł z sąsiadami traktaty o dobrej współpracy. Wcześniej rozwiązał RWPG i Układ Warszawski.
Sikorski ma kłopot z przyciąg-
nięciem Ukrainy do struktur zachodnich, no i notuje porażki, jeśli chodzi o plasowanie polskich urzędników w strukturach europejskich. Jego Polska nie jest liderem, nie narzuca tempa działań. Jest miła (to też dobrze), ale i bierna.
Obydwaj ministrowie różnią się także formą działania. Skubiszewski nie przepadał za dziennikarzami, lubił poza tym ich przeegzaminować ze znajomości spraw, które relacjonowali. O! Był ostrym egzaminatorem. Sikorski, przeciwnie, ma niekończącą się potrzebę istnienia w przestrzeni medialnej. I bycia akceptowanym. Wywiady, briefingi – to lubi. A jeżeli nie ma w okolicy jakiegoś dziennikarza, to łapie za telefon i twitteruje.
Efekty owych działań są takie sobie. Jeżeli Skubiszewski był precyzyjny i każdy przecinek w jego słowach miał wagę, to Sikorski słowami się rozlewa.
Przyjrzyjmy się oświadczeniu MSZ wydanemu po śmierci Muammara Kaddafiego. Skubiszewski nigdy nie wydałby takiego oświadczenia, nie znając całej sprawy, nie działałby pospiesznie. To nie znaczy, że był powolny – bo przecież w takich sytuacjach jak uznanie niepodległości Ukrainy działał szybko, tu byliśmy pierwszym państwem na świecie. Ale to miało sens!
Natomiast trudno zakładać, by szybkie oświadczenie dotyczące śmierci Kaddafiego wpłynęło na wzmocnienie pozycji Polski w Libii czy gdziekolwiek. Ba, trudno przypuszczać, by ktoś na nie z niecierpliwością czekał. A teraz, kiedy w sieci można obejrzeć filmy i zdjęcia przedstawiające ostatnie minuty życia byłego dyktatora i lincz na nim dokonany, kiedy sprawą jego śmierci ma się zająć ONZ, widać wyraźnie, że odrobina powściąg-
liwości i taktu w tej kwestii polskiemu MSZ by się przydała. Umiejętności napisania paru słów taktownie i na temat, i w odpowiedniej chwili.
Ba… Brakuje na Szucha klasy…
Attaché

Wydanie: 43/2011

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy