Notes dyplomatyczny

Notes dyplomatyczny

Anna Fotyga powiedziała w Sejmie, że człowiek z jej życiorysem może czuć się poraniony, patrząc na polską politykę zagraniczną. Jezus Maria! A jakiż to jest życiorys???
Przybocznej Lecha Kaczyńskiego? No faktycznie, waga ciężka.
Polotu.
Tak sobie z Anny Fotygi w MSZ dworują, bo takich głupot wypowiadanych przez kandydata na ambasadora w sejmowej komisji chyba jeszcze nie słyszano.
Jeżeli więc ktoś kiedykolwiek miał jakieś wątpliwości co do kwalifikacji pani Fotygi, jeśli chodzi o dyplomację, to 23 kwietnia chyba już wyzbył się złudzeń.
Za to bez złudzeń, jeśli chodzi o MSZ-etowskie gry. Przez wiele miesięcy toczyły się np. podchody dotyczące Andrzeja Sadosia, rzecznika pani minister. Najpierw miał jechać na ambasadora przy OBWE w Wiedniu, ale min. Sikorski mu ten wyjazd zablokował. Potem miał być konsulem w Hongkongu (proszę, jaki rozrzut kompetencji…), ale nie wyszło. Wreszcie udobruchano i Sadosia, i jego protektorów Szwajcarią. Dla Sadosia specjalnie utworzono stanowisko w ambasadzie RP w Bernie, został zastępcą ambasadora i tam pojechał. Dla porządku dodajmy – posada w Bernie dla Sadosia nie ma jakiegokolwiek uzasadnienia merytorycznego. Ani ekonomicznego – bo MSZ redukuje placówki, bo się oszczędza. Ale nie na ludziach PiS, których Polska musi utrzymywać. I teraz co się dzieje – otóż szepczą w MSZ, że Sadoś chodzi i opowiada, że to Berno to tak na chwilę, ba, niedługo przeskoczy do Genewy, bo tam zwalnia się stanowisko ambasadora przy ONZ. Proszę więc, rok temu nie nadawał się do Wiednia, a teraz nadaje się do Genewy?
Jeżeli już jesteśmy przy PiS-owcach pracujących w MSZ, to mamy kolejny przykład, jak są chronieni. Andrzej Papierz, ambasador w Sofii, po tym, co zrobił, już dawno powinien być odwołany dyscyplinarnie z placówki. Tymczasem on trwa, za to „neutralizowani” są świadkowie. Dowiedzieliśmy się niedawno, że kierownik administracyjny ambasady w Sofii przesuwany jest do Mińska. Ale ten sukces jest połowiczny. Pozostał bowiem pracownik techniczny ambasady, obywatel Bułgarii. Został on, po wydarzeniu, z ambasady zwolniony. Sęk w tym, że nie pogodził się ze zwolnieniem i odwołał się do sofijskiego sądu pracy. Będzie rozprawa, będzie opowiadał. Oj, będzie się działo!
Ale żeby czytelników nie nastrajać zbyt pesymistycznie przed świętami majowymi, na koniec dajmy coś optymistycznego. Otóż zdecydowano, że Jerzy Chmielewski, ambasador w Rzymie, zostanie przeniesiony do Lublany. W Słowenii będzie ambasadorem.
Świetna decyzja, tylko dlaczego tak późno? Przecież przestrzegaliśmy. Wielokrotnie.
Przypomnijmy, problemem Chmielewskiego było to, że jest specjalistą od języka serbsko-chorwackiego i od Bałkanów, za to nie zna ani włoskiego, ani angielskiego. W Rzymie więc robił za niemowę. Wstyd snuł się za nim jak grochówka za wojskiem. Chodził na spotkania z tłumaczem, czym prowokował złośliwe uśmieszki. I pytania, czy będzie też ambasadorem w czasie polskiej prezydencji.
Otóż w Rzymie nie będzie.
Dobre i to.
Miłych majowych świąt!

Attaché

Wydanie: 17/2009

Kategorie: Kraj
Tagi: Attaché

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy